Nastroje antyAI w Stanach Zjednoczonych przekroczyły właśnie próg, po którym trudno mówić tylko o „zdrowej debacie publicznej”. Seria incydentów z ostatnich tygodni pokazuje, że napięcie wokół sztucznej inteligencji i centrów danych przestało być wyłącznie kwestią polityczną.
Kluczowe fakty:
- 20-letni Daniel Moreno-Gama z Teksasu zaatakował dom CEO OpenAI Sama Altmana w San Francisco, rzucając butelką z palącą szmatą i grożąc podpaleniem siedziby firmy. Sprawca został aresztowany z zarzutami próby zabójstwa, a przy nim znaleziono kanister z naftą i manifest o zagrożeniu wyginięciem ludzkości przez AI.
- Bernie Sanders i Alexandria Ocasio-Cortez złożyli w Kongresie ustawę o moratorium na budowę centrów danych AI – pierwszy tego rodzaju wniosek w historii USA. Projekt zakłada zamrożenie wszystkich nowych inwestycji do czasu uchwalenia federalnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa sztucznej inteligencji.
- Maine jako pierwszy stan przegłosował moratorium na budowę energochłonnych centrów danych AI, a łącznie powstało ponad 100 lokalnych moratorium w co najmniej 12 stanach. Według Departamentu Energii centra danych mogą pochłonąć nawet 12% całkowitego zużycia energii elektrycznej w USA do 2028 roku.
Od debaty do przemocy
Atak na dom Sama Altmana w San Francisco był zaplanowany i wymierzony w konkretną osobę. 20-letni Daniel Moreno-Gama przyjechał z Teksasu do San Francisco z zamiarem zabicia Altmana. Około czwartej nad ranem rzucił butelką z palącą szmatą w metalową bramę przed posesją CEO OpenAI. Chwilę później pojawił się pod siedzibą OpenAI, gdzie krzesłem rozbijał szklane drzwi i zapowiadał, że podpali budynek i zabije wszystkich w środku. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń.
Policja znalazła przy sprawcy kanister z naftą, zapalniczkę i dokument. Służby federalne ujawniły też jego manifest, w którym pisał o zagrożeniu „wyginięciem” ludzkości przez AI. Moreno-Gama usłyszał zarzuty, w tym próbę zabójstwa – zarówno w stanie Kalifornia, jak i na szczeblu federalnym.
Dom Altmana był celem ataku po raz drugi dwa dni później – tym razem zatrzymano dwoje innych podejrzanych, którzy oddali strzał w kierunku posesji z przejeżdżającego samochodu.
„I hope that Molotov is okay”
Altman zareagował krótko po incydencie. W poście na swoim blogu napisał, że „niedocenił siły słów i narracji” i wezwał do deeskalacji retoryki w branży AI. Jednocześnie przyznał, że krytyka branży często wynika z „prawdziwej troski o wyjątkowo wysoką stawkę tej technologii”.
Reakcje w mediach społecznościowych były jednak daleko od empatii. Tysiące polubień zebrał komentarz: „I hope that Molotov is okay!” – ironiczny żart, w którym sprawcę ataku utożsamiono z koktajlem Mołotowa, a nie ofiarą.
To nie jest odosobniony incydent. Kilka tygodni wcześniej nieznany sprawca oddał 13 strzałów w dom radnego w Indianapolis, zostawiając pod wycieraczką kartkę z napisem „NO DATA CENTERS”.
Koalicja od Berniego do Bannona
Skąd taki poziom frustracji? Warto spojrzeć na szerszy kontekst polityczny.
Steve Bannon i Bernie Sanders rzadko stoją po tej samej stronie czegokolwiek. Tym razem jednak obaj twierdzą, że AI to katastrofa dla klasy pracującej. Sanders powiedział wprost: „AI oligarchs do not want to just replace specific jobs. They want to replace workers. / Oligarchowie AI nie chcą tylko zastępować konkretnych zawodów. Chcą zastąpić samych pracowników.”
Bannon z kolei nagrał podcast pod tytułem „Stopping the AI Oligarchs From Stealing Humanity”, w którym stwierdził, że Silicon Valley „not care about the little guy / nie dba o zwykłego człowieka”.
25 marca Sanders i Alexandria Ocasio-Cortez złożyli w Kongresie ustawę o moratorium na budowę centrów danych AI – projekt zakładający natychmiastowe zamrożenie wszystkich nowych inwestycji do czasu uchwalenia federalnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa AI. To pierwszy tego rodzaju wniosek ustawodawczy w historii USA.
Widzę w tej koalicji „od Berniego do Bannona” coś niepokojącego – nie dlatego, że obawy o rynek pracy są bezzasadne, bo są jak najbardziej uzasadnione – ale dlatego, że populistyczny gniew rzadko prowadzi do dobrych rozwiązań systemowych. Pytanie, które warto postawić brzmi: czy faktyczna utrata miejsc pracy przez AI jest dziś skalowalna i udokumentowana, czy na razie bardziej gramy na emocjach i lęku przed przyszłością? Bo jedno i drugie wymaga zupełnie innej odpowiedzi politycznej. Przemoc nigdy nie jest właściwą odpowiedzią na żaden problem społeczny – ale ignorowanie napięć, które do niej prowadzą, to też błąd.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Centra danych: infrastruktura, której nikt nie chce w sąsiedztwie
Problem nie dotyczy tylko symbolicznych postaci pokroju Altmana. Maine jako pierwszy stan w USA przegłosował moratorium na budowę energochłonnych centrów danych AI. Inicjatorka ustawy, demokratyczna reprezentantka Melanie Sachs, argumentowała: „It’s not that there’s no place for data centers in Maine. Frankly, the tradeoffs have not been shown to be of benefit to our ratepayers, water usage or community benefit in terms of economic activity. / Nie chodzi o to, że w Maine nie ma miejsca na centra danych. Mówiąc wprost: nie wykazano, że kompromisy przynoszą korzyści naszym odbiorcom energii, w zakresie zużycia wody czy korzyści ekonomicznych dla społeczności.” Ustawa ostatecznie trafiła na veto gubernatora.
Skala lokalnego oporu jest jednak imponująca:
- ponad 100 lokalnych moratorium w co najmniej 12 stanach,
- rekordowa liczba anulowanych projektów centrów danych w pierwszym kwartale 2026 roku,
- ponad 300 projektów ustaw dotyczących centrów danych złożonych w ponad 30 stanach,
- centra danych mogą pochłonąć nawet 12% całkowitego zużycia energii elektrycznej w USA do 2028 roku, według Departamentu Energii.
Frustracja z głębszym dnem
Analitycy zwracają uwagę, że sprzeciw wobec AI ma kilka warstw, których nie powinno się ze sobą mylić. Badaczka Alex Hanna wskazuje na realne „niedopasowanie między nastrojami konsumentów i ich portfelami a tym, co technolodzy i firmy AI mówią, jak powinna wyglądać przyszłość”.
Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy, który Fortune opisuje jako „starter economy” bez wystarczającej liczby miejsc pracy i niedostępnych mieszkań. Altman obiecywał „powszechny dostęp do mocy obliczeniowej” i świat, w którym ludzie „prawie nie będą musieli pracować”. Tej rzeczywistości jeszcze nie widać.
Do tego dochodzi wymiar osobisty. Hanna przywołuje raport o kobiecie, której były partner użył OpenAI do stworzenia fałszywego profilu psychologicznego, który rozesłał jej rodzinie i znajomym – a chatbot zachowywał się „sycophantically, telling him he was right and she was wrong / usłużnie, mówiąc mu, że ma rację, a ona się myli”.
Sprzeciw wobec AI w Stanach Zjednoczonych to nie monolityczny ruch. To jednocześnie ekonomiczna frustracja klasy pracującej, lokalna walka o rachunki za prąd i wodę, radykalni aktywiści wieszczący zagładę ludzkości i zwykli ludzie, którym AI już wyrządziło konkretną krzywdę. Wrzucanie tego do jednego worka – i odpowiadanie jedną polityką – to przepis na pogłębienie kryzysu, nie jego rozwiązanie.
