Scott Edwards, prawnik ubiegający się o fotel w Sądzie Najwyższym stanu Waszyngton, opublikował na swojej stronie kampanijnej listę urzędujących sędziów, w której znalazła się osoba nieistniejąca. Wszystko wskazuje na to, że listę napisał za niego model językowy, który się pomylił, i to na kilku poziomach naraz.
Kluczowe fakty:
- Scott Edwards, kandydat na sędziego Sądu Najwyższego stanu Waszyngton, opublikował na swojej stronie kampanijnej listę sędziów zawierającą fikcyjną osobę – Monty'ego J. Shawa, który nigdy nie zasiadał w tym sądzie.
- Lista zawierała również inne błędy: wymieniono na niej sędzię Susan Owens, która przeszła na emeryturę w 2024 roku i zmarła rok później, oraz Mary I. Yu, która przestała pełnić funkcję 181 dni przed publikacją artykułu.
- Po zapytaniu przez dziennikarkę The Stranger, Edwards nie odpowiedział na pytania, ale zaktualizował stronę kampanijną, poprawiając listę – jego kampania zdążyła wcześniej zebrać ponad 46 900 dolarów.
Sprawę opisała w The Stranger dziennikarka Nathalie Graham. Edwards, prawnik przegrany w sporze z podatkiem od zysków kapitałowych w stanie Waszyngton, kandyduje na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego przeciwko Colleen Melody, sędzi nominowanej przez gubernatora Boba Fergusona. Na swojej stronie kampanijnej w zakładce opisującej skład obecnego sądu umieścił dziewięć nazwisk. Jedno z nich, Monty J. Shaw, nigdy nie zasiadało w tym sądzie.
Reszta listy też nie trzymała się kupy. Znalazła się na niej sędzia Susan Owens, która przeszła na emeryturę w 2024 roku i zmarła rok później. Była tam też Mary I. Yu, która rzeczywiście zasiadała w tym sądzie, ale przestała pełnić funkcję 31 grudnia 2025 roku, sto osiemdziesiąt jeden dni przed publikacją artykułu. To akurat stanowisko, o które ubiega się sam Edwards.
Graham zapytała o Monty’ego J. Shawa bezpośrednio prezes Sądu Najwyższego stanu Waszyngton, Debrę Stephens. Odpowiedź była jednoznaczna: nigdy nie było sędziego o takim nazwisku, a strona kandydata po prostu się myli. Edwards nie odpowiedział dziennikarce na pytania, ale stronę zaktualizował, poprawiając listę na zgodną ze stanem faktycznym. Jego kampania zdążyła tymczasem zebrać ponad 46 900 dolarów.
Kim (nie) jest Monty J. Shaw
Najciekawszy wątek dotyczy tego, skąd w ogóle wzięło się to nazwisko. Dziennikarka sprawdziła, czy istnieje jakikolwiek Monty Shaw pasujący do profilu. Znalazła kilku zmarłych mężczyzn o tym imieniu i nazwisku, w tym byłego pracownika tartaku w stanie Waszyngton. Wśród żyjących trafiła na niedawno zwolnionego menedżera konta w firmie technologicznej korzystającej z AI oraz na 49-letniego mieszkańca Dallas, który akurat ma na drugie imię „J.”. Istnieje też fikcyjna postać o tym nazwisku w rebootowanym serialu Walker, Texas Ranger z 2021 roku.
Najbardziej zastanawiający jest jednak inny trop. W serwisie Spotify funkcjonuje profil piosenkarza Monty’ego Shawa, występującego pod pseudonimem „Hip Pop”, z Vancouver w Kanadzie. Jego zdjęcie profilowe wygląda na wygenerowane przez AI, podobnie jak towarzysząca mu gitara, a wokal w utworach brzmi jak syntetyczny głos. Dziennikarka nie ustaliła, czy to realna osoba korzystająca z narzędzi AI do produkcji muzyki, czy w całości twór sztucznej inteligencji.
Ta historia bawi, ale warto się na chwilę zatrzymać przy tym, co naprawdę pokazuje. Kandydat na sędziego najwyższej instancji w stanie nie sprawdził własnej strony, zanim ją opublikował, i przez miesiące funkcjonował w przestrzeni publicznej z listą, która zawierała zmarłą sędzię i osobę, która nigdy nie istniała. To nie jest błąd merytoryczny w jakimś drugorzędnym akapicie. To lista, którą każdy kandydat na sędziego powinien znać z pamięci. Trudno oprzeć się wrażeniu, że narzędzia generatywne trafiły do warsztatu politycznego szybciej niż nawyk weryfikacji tego, co te narzędzia produkują. Zarazem nie należy z jednego przypadku wyciągać wniosku, że tak wygląda cała amerykańska kampania wyborcza. To pojedynczy, kuriozalny epizod, ale dobrze ilustruje mechanizm, który widzimy coraz częściej gdzie indziej: ktoś publikuje tekst wygenerowany przez model, nie czytając go krytycznie, i dopiero reakcja z zewnątrz zmusza go do korekty.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Halucynacje AI w polityce i w prawie to już wzorzec, nie wyjątek
Przypadek Edwardsa wpisuje się w szerszy trend, który w 2026 roku widać zarówno w amerykańskiej polityce, jak i w praktyce prawniczej po obu stronach Atlantyku. Kampanie w cyklu wyborczym do Kongresu USA w 2026 roku intensywnie korzystają z treści generowanych przez AI, choć w innych kontekstach niż halucynacja faktów. Komitet Narodowy Republikanów Senatu opublikował spreparowane nagranie z udziałem kandydata demokratów do Senatu z Teksasu, Jamesa Talarico, w którym „czyta” on rzekome własne wpisy sprzed lat, z oznaczeniem „AI Generated” w rogu ekranu. Eksperci cytowani przez CNN, w tym badacz mediów syntetycznych Hany Farid, ocenili, że tak małe i słabo widoczne oznaczenie nie spełnia funkcji rzetelnego poinformowania odbiorcy o sztucznym pochodzeniu materiału.
Skala zjawiska rośnie także dlatego, że koszt produkcji takich materiałów spadł niemal do zera. Strateg polityczny Brady Smith zwracał uwagę, że dostępność technologii AI sprawia, że korzystają z niej już nie tylko duże, ogólnokrajowe kampanie, ale też komitety lokalne i kandydaci na niższe stanowiska, tacy jak republikański komitet hrabstwa Loudoun w Wirginii, który opublikował spreparowane nagrania atakujące gubernator Abigail Spanberger.
Z kolei w środowisku prawniczym halucynacje AI przestały być amerykańską ciekawostką. Na jaw wychodzą kolejne przypadki pełnomocników, którzy w pismach procesowych powoływali się na wyroki, które nigdy nie zapadły. Kancelaria Morgan & Morgan w Stanach Zjednoczonych musiała rozesłać do ponad tysiąca współpracujących z nią prawników ostrzeżenie po tym, jak jej pełnomocnicy przywołali w pozwie przeciwko Walmartowi cytaty z nieistniejących spraw sądowych, za co troje z nich zapłaciło grzywny sięgające do 3 tysięcy dolarów. Podobny przypadek dotyczył Michaela Cohena, byłego prawnika Donalda Trumpa, który przekazał swojemu adwokatowi fałszywe cytaty podsunięte przez model Google.
Co to oznacza dla polskich firm i kancelarii
Zjawisko dotarło już do polskich sądów, choć na razie w mniej spektakularnej formie niż wymyślony sędzia Sądu Najwyższego stanu Waszyngton. Naczelny Sąd Administracyjny w niedawnym orzeczeniu skrytykował pełnomocnika, który w zażaleniu powołał się na postanowienia NSA niezgodne z rzeczywistością: inne daty wydania, inny przedmiot sprawy. Sąd nie miał wątpliwości, że pismo powstało z pomocą sztucznej inteligencji, i ocenił bezrefleksyjne korzystanie z takich narzędzi przez zawodowego pełnomocnika jako przejaw braku profesjonalizmu.
Podobne sygnały płyną z sądów powszechnych. Prawnicy i sędziowie cytowani w mediach branżowych zwracają uwagę, że coraz więcej pism procesowych, w tym składanych przez osoby rezygnujące z pomocy adwokata, zawiera odwołania do nieistniejących przepisów i orzeczeń wygenerowanych przez modele językowe. Radca prawny Piotr Rachwał z Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie mówi wprost, że sztuczna inteligencja w takich przypadkach konfabuluje, czyli tworzy treści urojone, które na pierwszy rzut oka brzmią przekonująco.
Dla polskich kancelarii i redakcji korzystających z narzędzi generatywnych to jasny sygnał ostrzegawczy:
- każdy fakt, nazwisko, data czy cytat wygenerowany przez model wymaga niezależnej weryfikacji ze źródłem pierwotnym, niezależnie od tego, jak pewnie brzmi odpowiedź
- w polskim prawie procesowym już od kilku lat funkcjonuje przepis o nadużyciu prawa procesowego (art. 126(2) k.p.c.), który może być stosowany wobec pełnomocników przedstawiających niezweryfikowane, wygenerowane automatycznie pisma
- odpowiedzialność za treść dokumentu, także tę wygenerowaną przez AI, ponosi osoba, która go podpisała i złożyła, nie dostawca narzędzia
Skala problemu nie jest marginalna. Z badania przywoływanego przez agencję Thomson Reuters wynika, że 63 procent prawników w Stanach Zjednoczonych przyznaje się do korzystania z AI w pracy, a 12 procent robi to regularnie. W Polsce badanie Instytutu Monitorowania Mediów wykazało, że aż 45 procent odpowiedzi popularnych modeli językowych na pytania testowe zawierało co najmniej jeden istotny błąd merytoryczny.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym materiału The Stranger autorstwa Nathalie Graham z dnia 03.07.2026, a także CNN Politics, Wikipedii dotyczącej treści generowanych przez AI w amerykańskiej polityce, rp.pl, Wolters Kluwer, Spider’s Web oraz ithardware.pl. Cytaty Debry Stephens zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o wykorzystaniu i nadużyciach AI w kampaniach wyborczych oraz w praktyce prawniczej.
