Zaczęło się od spaceru z wózkiem. Dierdre Shea wyszła ze swoim noworodkiem na ulicę w Troy, w stanie Nowy Jork, i zauważyła coś dziwnego: czarną skrzynkę na słupku, zwieńczoną panelem solarnym. Sprawdziła. Okazało się, że to kamera z systemem AI do odczytu tablic rejestracyjnych, zainstalowana przez firmę Flock Safety. Wysłała mejla do sąsiadów. I tak zaczął się polityczny chaos, który doprowadził burmistrzynię 52-tysięcznego miasta do ogłoszenia stanu wyjątkowego.
Kluczowe fakty:
- Policja w Troy zainstalowała 26 kamer AI Flock Safety bez formalnej zgody rady miasta, co doprowadziło burmistrzynię do ogłoszenia stanu wyjątkowego w celu odblokowania 78 tysięcy dolarów należnych firmie.
- System Flock Safety działa w ponad 6000 społeczności w USA i fotografuje każdy pojazd, tworząc cyfrowy "odcisk palca" samochodu oraz gromadząc dane w centralnej bazie dostępnej dla różnych służb policyjnych.
- Projekt DeFlock szacuje, że w USA działa ponad 90 tysięcy takich kamer, przy czym ponad 60 społeczności odrzuciło lub anulowało kontrakty z firmą z powodu obaw o prywatność i nadużycia.
Kamera, której nikt nie zamówił (a przynajmniej nie wszyscy)
W Troy, mieście leżącym nad rzeką Hudson, policja zainstalowała 26 kamer Flock Safety bez formalnej zgody rady miasta. Wszystko zaczęło się w 2021 roku jako pilotaż, potem po cichu rozszerzono program. Rada dowiedziała się o skali instalacji dopiero wtedy, gdy mieszkańcy zaczęli zadawać pytania.
Sprawa szybko nabrała politycznego wymiaru. Burmistrzyni Carmella Mantello, republikanką z dziada pradziada (jej ojciec był policjantem), stanęła murem za kamerami i oskarżyła demokratyczną radę miasta o „rozbrajanie policji”. Rada z kolei wstrzymała płatności dla Flock Safety. W odpowiedzi Mantello ogłosiła stan wyjątkowy po to, żeby odblokować 78 tysięcy dolarów należnych firmie. Wybieg wyjątkowo odważny, biorąc pod uwagę, że stany wyjątkowe zazwyczaj ogłasza się przy powodziach i zamieciach śnieżnych.
Rada złożyła pozew przeciwko burmistrzyni, żądając unieważnienia decyzji. Przewodnicząca rady Sue Steele powiedziała wprost: „The city of Troy is now under a perpetual state of emergency over Flock, which is ridiculous” / „Miasto Troy jest teraz w permanentnym stanie wyjątkowym z powodu Flock. To absurd.”
Czym właściwie jest Flock Safety
Flock Safety to jedna z największych i najszybciej rosnących firm w branży AI-wspomaganego monitoringu drogowego. System jest obecny w ponad 6000 społeczności w całych Stanach Zjednoczonych. Kamery fotografują każdy przejeżdżający pojazd i tworzą cyfrowy „odcisk palca” samochodu, obejmujący nie tylko tablicę rejestracyjną, ale też naklejki na zderzaku, haki holownicze czy inne charakterystyczne cechy.
Dane trafiają do centralnej bazy, z której mogą korzystać policje z różnych stanów. Firma chwali się skutecznością: kamery pomagają odzyskiwać skradzione auta, rozwiązywać sprawy kryminalne, w tym zabójstwa. Rzecznik prasowy Flock Safety napisał w oświadczeniu, że urządzenia „wspierają społeczności w walce z przestępczością i odnajdywaniu zaginionych”. Chris Castaldo, dyrektor ds. bezpieczeństwa informacji firmy, zapewnił: „At Flock, we believe safety and privacy should go hand in hand” / „W Flock wierzymy, że bezpieczeństwo i prywatność mogą iść w parze.”
Problem polega na tym, że rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż oświadczenia PR.
Granice prywatności i pytania bez odpowiedzi
Sprawa w Troy to modelowy przykład tego, co dzieje się, gdy technologia wyprzedza regulacje i lokalną politykę. Z jednej strony trudno kwestionować konkretne efekty: kamery pomogły rozwiązać zabójstwa, odzyskać skradzione auta. To realne wartości. Z drugiej strony buduje się sieć inwigilacji, o której zasięgu nie wiedzieli nawet sami radni. Dane trafiają dalej, niż ktokolwiek się spodziewał, bo tak działa logika połączonych baz danych. Pytanie, które naprawdę powinniśmy sobie zadawać, nie brzmi „czy kamery działają”, ale „kto decyduje, do czego można ich użyć i kto w ogóle o tym wie”. Na razie w Troy nikt nie zna pełnej odpowiedzi.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Andrew Guthrie Ferguson, profesor prawa na Uniwersytecie Jerzego Waszyngtona i autor książki „Your Data Will Be Used Against You: Policing in the Age of Self-Surveillance”, ocenia sprawę jednoznacznie: „This inescapable network of surveillance gives police a new power that they didn’t have” / „Ta sieć inwigilacji, z której nie można uciec, daje policji nową władzę, której wcześniej nie miała.”
I tu zaczynają się poważniejsze pytania. Badania Centrum Praw Człowieka Uniwersytetu Waszyngtońskiego wykazały w ubiegłym roku, że kilka agencji w tym stanie dzieliło dane z Flock ze Strażą Graniczną USA. Flock co prawda zakończył programy pilotażowe z agencjami imigracyjnymi CBP i ICE, ale eksperci ds. prywatności wskazują, że federalne służby imigracyjne nadal mają dostęp do bazy Flock przez lokalne jednostki policji.
Do tego dochodzą konkretne przypadki nadużyć:
- Szef policji w Kansas zmuszony do rezygnacji po tym, jak używał danych Flock do śledzenia byłej partnerki
- Społeczność Shaker Heights w Ohio ograniczyła dostęp do systemu po odkryciu ponad 200 zapytań o charakterze imigracyjnym
- Miasto Bandera w Teksasie zerwało kontrakt z Flock po protestach mieszkańców i aktach wandalizmu na kamerach
Ponad 90 tysięcy kamer, ruch DeFlock i pytanie o regulacje
Projekt DeFlock, mapujący rozmieszczenie kamer na terenie USA, szacuje, że w kraju działa ponad 90 tysięcy takich urządzeń. Ponad 60 społeczności odrzuciło lub anulowało kontrakty z Flock i podobnymi firmami. Hasło ruchu to „Get the Flock Out”.
Flock w komunikatach powtarza, że każda lokalna społeczność ma pełną kontrolę nad tym, z kim dzieli dane: „Each Flock customer has sole authority over if, when, and with whom information is shared” / „Każdy klient Flock ma wyłączną kontrolę nad tym, czy, kiedy i z kim informacje są udostępniane.” NPR ujawniło jednak w lutym 2026 roku, że wielu lokalnych urzędników nie zdawało sobie sprawy, jak szeroko dane były faktycznie rozpowszechniane.
Na poziomie stanowym reakcje są różne. Stan Waszyngton wprowadza Driver Privacy Act, który zakazuje używania kamer do celów imigracyjnych, ogranicza retencję danych do 21 dni i wyłącza spod monitoringu tereny wokół placówek opieki zdrowotnej. W innych stanach debata dopiero się zaczyna.
Troy jako laboratorium sporów o AI w przestrzeni publicznej
Sprawa w Troy może wyglądać jak lokalna awantura polityczna, ale naprawdę chodzi o coś znacznie szerszego. Jak daleko może sięgać automatyczny nadzór w przestrzeni publicznej? Kto powinien podejmować decyzje o instalacji systemów AI monitorujących ruch? I co ważniejsze: kiedy „bezpieczeństwo publiczne” staje się pretekstem do rozszerzania uprawnień wykonawczych poza wszelką kontrolę?
Burmistrzyni Mantello nadal uśmiecha się na sesjach rady i powtarza, że kamery nigdzie nie pójdą. Shea po jednej z sesji podeszła do niej i szepnęła, że naprawdę powinny porozmawiać. „Sure, sure, sure” / „Jasne, jasne, jasne” – odparła burmistrzyni, wciąż się uśmiechając.
Stan wyjątkowy trwa. Pozew trwa. Kamery też.
