Po konferencji Google I/O 2026 wyszukiwarka, którą znamy od ponad dwóch dekad, praktycznie przestaje istnieć. W jej miejsce wchodzi tryb konwersacyjny, agenci w tle i interfejs przypominający bardziej ChatGPT niż klasyczne dziesięć niebieskich linków.
Kluczowe fakty:
- Google wprowadza największą modernizację wyszukiwarki od 25 lat, zastępując tradycyjne dziesięć niebieskich linków interfejsem konwersacyjnym opartym na sztucznej inteligencji.
- AI Mode w wyszukiwarce Google przekroczył miliard użytkowników miesięcznie, a zapytania w tym trybie są średnio trzy razy dłuższe niż klasyczne wyszukiwania.
- Pod maską nowej wyszukiwarki pracuje model Gemini 3.5 Flash oraz agenci AI, którzy potrafią monitorować internet i powiadamiać użytkowników o wybranych wydarzeniach bez ich aktywnego udziału.
Elizabeth Reid, wiceprezeska kierująca pionem Search, nazwała tę zmianę największą modernizacją paska wyszukiwania od ponad 25 lat. W trakcie keynote’u padło jedno zdanie, które dla wielu użytkowników brzmi jak wyrok: „We are entering the next chapter of Google search where incredible AI features aren’t just in search. Google search is AI search through and through” / „Wchodzimy w nowy rozdział wyszukiwarki Google, w którym funkcje sztucznej inteligencji nie są już tylko dodatkiem. Wyszukiwarka Google jest teraz wyszukiwaniem AI na wskroś”.
I to właśnie zdanie „through and through” budzi największe emocje.
Co dokładnie się zmienia
Od tego tygodnia każde zapytanie w Google daje od razu opcję uruchomienia trybu AI Mode. Nawet jeśli z niego zrezygnujesz, AI Overviews i tak wskoczy na górę wyników, a obok niego pojawi się okienko czatu, w którym można dopytać. W praktyce wyszukiwarka zamienia się w asystenta konwersacyjnego, a tradycyjne linki schodzą coraz niżej.
Pod maską pracuje teraz Gemini 3.5 Flash, ten sam model, który Google wykorzystuje do zadań agentowych. Google chwali się, że AI Mode przekroczył miliard użytkowników miesięcznie, a zapytania w nim są średnio trzy razy dłuższe niż klasyczne. Doszły też agenci w tle, którzy potrafią monitorować internet bez naszego udziału, na przykład powiadomić, kiedy ulubiony zespół ogłosi trasę koncertową.
W komentarzach pod oficjalnym filmem Google jeden z użytkowników skomentował to krótko: „this is the best advertisement for letting people know it’s time to get a different search engine” / „to najlepsza reklama dla informacji, że pora zmienić wyszukiwarkę”. Trudno o lepsze podsumowanie nastrojów.
Mam wobec tej zmiany bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem logikę Google. Użytkownicy faktycznie zaczęli pytać dłużej, w bardziej kontekstowy sposób, a stary model dziesięciu niebieskich linków słabo radzi sobie z pytaniami w stylu „porównaj mi te trzy laptopy pod kątem pracy z modelami językowymi”. AI Mode w takich zadaniach realnie pomaga.
Z drugiej strony nie da się przejść obok faktu, że Google właśnie zmienił reguły gry dla całego otwartego internetu. Jeśli odpowiedź dostajemy gotową na górze ekranu, ruch do mediów, blogów i serwisów spada. A to ten ruch utrzymuje treści, które potem trafiają do treningu modeli AI. Mamy klasyczny problem pasażera na gapę.
Pytania, które warto sobie zadać, są dwa. Czy chcemy oddać Google rolę pośrednika, który decyduje, co przeczytamy i czego nie przeczytamy nigdy, bo nigdy nie klikniemy? I czy zaufanie do podsumowań generowanych przez model, który potrafi się mylić, to dobry pomysł przy zapytaniach medycznych, prawnych czy finansowych? Nie mam jednoznacznych odpowiedzi. Mam za to przeczucie, że pluralizm wyszukiwarek staje się dziś kwestią higieny informacyjnej, a nie tylko hobby entuzjastów prywatności. – Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Warto przypomnieć, że Google nie jest dziś tylko firmą technologiczną pod presją mody na AI. W 2024 roku amerykański sąd federalny orzekł, że firma utrzymywała nielegalny monopol na rynku wyszukiwania internetowego. To kontekst, w którym debata o alternatywach przestaje być akademicka.
Siedem alternatyw, które realnie da się używać
Poniżej zestawiam wyszukiwarki, które w mojej ocenie zasługują na test. Każda ma inną filozofię, więc nie jest to ranking, tylko mapa wyboru.
- Perplexity dla tych, którzy AI w wyszukiwaniu chcą, ale na własnych warunkach
- Kagi dla tych, którzy gotowi są zapłacić za spokój
- DuckDuckGo dla zwolenników darmowej prywatności
- Startpage dla osób chcących wyniki Google bez Google
- &udm=14 dla minimalistów lubiących Google bez AI
- Brave dla użytkowników szukających pełnego ekosystemu przeglądarka plus wyszukiwarka
- Ecosia dla tych, którym zależy na komponencie ekologicznym
Perplexity
Perplexity zasługuje na pierwsze miejsce z prostego powodu. To dziś najpoważniejszy konkurent Google w segmencie, który Google właśnie próbuje zająć na siłę, czyli wyszukiwanie wspomagane przez AI z odpowiedziami konwersacyjnymi.
Różnica polega na podejściu. Perplexity od początku projektowane było jako silnik odpowiedzi, nie silnik linków przerobiony na siłę. Każda odpowiedź zawiera ponumerowane cytaty z konkretnych źródeł, do których można od razu przejść. Bez ukrywania, bez minimalizowania, bez zmuszania użytkownika do scrollowania pod podsumowanie.
W wersji darmowej dostajemy podstawowy model i ograniczoną liczbę zapytań w trybie Pro Search. Subskrypcja Pro za 20 dolarów miesięcznie odblokowuje wybór modelu, w tym GPT-4o, Claude’a od Anthropic i Gemini. Dla osób, które już codziennie korzystają z modeli językowych do researchu, to często wystarczające zastępstwo dla klasycznej wyszukiwarki.
Mam jednak osobistą uwagę. Perplexity zaliczyło w 2024 roku kilka poważnych kontrowersji wokół traktowania źródeł i ignorowania pliku robots.txt na stronach wydawców. Wendell Cropper z Forbesa publicznie oskarżył firmę o plagiat. Dla mnie to znak, że to narzędzie warto używać świadomie, sprawdzając, do których publikacji prowadzą cytowania i czy faktycznie respektują pracę dziennikarską. Nie skreślam go z tego powodu, ale traktuję z otwartymi oczami.
Kagi
Kagi to wyszukiwarka płatna. Pięć dolarów miesięcznie za pakiet podstawowy, dziesięć za nielimitowane zapytania. W zamian dostajemy brak reklam, brak śledzenia i brak narzucanego AI Overview.
Co ciekawe, Kagi nie wyklucza AI z definicji. Funkcja „Quick Answer” potrafi wygenerować podsumowanie z linkami do źródeł, ale aktywujesz ją tylko wtedy, gdy sam chcesz. Do tego dochodzą „lenses”, czyli filtry dostosowujące wyniki, na przykład tryb akademicki preferujący artykuły naukowe zamiast wpisów blogowych. Dla researcherów i osób pracujących z informacją w trybie zawodowym to bardzo solidne narzędzie.
DuckDuckGo
Tu nikt nie musi nikomu płacić. DuckDuckGo żyje z reklam, ale nie zbiera danych o naszych wyszukiwaniach, historii przeglądania ani zakupach. Reklamy dobierane są kontekstowo na podstawie tego, czego właśnie szukamy, nie tego, kim jesteśmy.
DuckDuckGo również wyświetla podsumowania generowane przez AI, ale można je wyłączyć w ustawieniach. Całkowicie. Jednym kliknięciem. Google mogłoby się uczyć.
Startpage
Startpage to ciekawy paradoks. Pod spodem korzysta z indeksu Google, ale działa jako pośrednik, który anonimizuje nasze zapytania. Adres IP, identyfikatory, ślady tożsamości – wszystko to zostaje odcięte, zanim zapytanie pójdzie do Google.
Wadą jest oczywiście to, że to wciąż Google. Jeśli problemem jest sama jakość wyników, Startpage nic tu nie zmieni. Jeśli problemem jest prywatność, to wygodne rozwiązanie.
&udm=14
Najbardziej hackerska pozycja na liście. Nazwa wyszukiwarki to dosłownie ciąg znaków, który dokleja się do zapytania w Google, aby wyłączyć AI Overview. Twórca zautomatyzował ten proces i udostępnił kod na GitHubie, więc każdy może uruchomić własną instancję.
W praktyce dostajemy Google sprzed ery AI. Dziesięć niebieskich linków. Bez podsumowań. Bez chatbotów. Jak w 2010 roku, tyle że z dzisiejszym indeksem.
Brave
Brave oferuje zarówno przeglądarkę, jak i wyszukiwarkę. Przeglądarka oparta jest na Chromium, więc wtyczki z Chrome działają bez większych problemów. To duży atut dla osób przywiązanych do swoich rozszerzeń.
Najciekawsza w Brave jest funkcja „Goggles”. To filtry stron trzecich, które przebudowują wyniki wyszukiwania według wybranego klucza. Mamy między innymi „News from the Right”, „News from the Left”, „Tech Blogs”, a także uroczo proste „No Pinterest”. Funkcje AI można włączać i wyłączać dowolnie. To naprawdę nie jest trudne, Google.
Ecosia
Ostatnia pozycja kieruje uwagę w stronę, której zwykle nie kojarzymy z wyszukiwarkami. Ecosia również zbudowana jest na Chromium i również oferuje przeglądarkę. Najważniejsze jest jednak to, że około 80 procent przychodów z reklam firma przeznacza na sadzenie drzew.
Sadzenie drzew bywa narzędziem greenwashingu, więc warto patrzeć krytycznie. Ecosia publikuje co miesiąc raporty finansowe i opisuje konkretne projekty zalesiania, w których uczestniczy. Nie jest to gwarancja, ale jest to przejrzystość, której w branży zwykle brakuje.
Co z tego wynika
Zmiana w Google nie jest powierzchowna. To przebudowa fundamentu, na którym opieraliśmy odruch szukania informacji w sieci. Dla użytkownika, który chce szybkiej odpowiedzi na proste pytanie, AI Mode będzie wygodny. Dla wszystkich pozostałych, w tym dla wydawców internetowych, dziennikarzy, badaczy i osób, które po prostu lubią klikać w źródła, otwiera się przestrzeń na realne porównanie alternatyw.
Ja sam testuję obecnie Perplexity, Kagi i DuckDuckGo w trybie codziennym. Nie deklaruję jeszcze, którą zostawię na dłużej. Wiem natomiast, że domyślny odruch sięgania po Google przestał być bezrefleksyjny i nie sądzę, żebym był w tym sam.
