Wyobraź sobie, że wpisujesz w wyszukiwarkę jedno słowo – i dostajesz… nic. Właściwie nic przydatnego. Taki scenariusz stał się faktem po tym, jak Google wdrożyło największą reformę swojej wyszukiwarki od ponad 25 lat.
Kluczowe fakty:
- Google wdrożyło największą reformę swojej wyszukiwarki od ponad 25 lat, kończąc erę "dziesięciu niebieskich linków" na rzecz odpowiedzi generowanych przez AI.
- Wpisanie słowa "disregard" w nowym Google Search powoduje błąd interfejsu - zamiast użytecznych wyników użytkownik widzi ogromny blok pustej przestrzeni.
- Model AI dosłownie wykonuje polecenie zawarte w słowie "disregard" (zignoruj), co wskazuje na problem z interpretacją intencji użytkownika przez sztuczną inteligencję.
Kilka dni temu, przy okazji konferencji Google I/O 2026, firma ogłosiła koniec ery „dziesięciu niebieskich linków”. Zamiast tradycyjnej listy wyników, Search coraz częściej serwuje użytkownikom odpowiedzi generowane przez AI, interaktywne doświadczenia i – jak się szybko okazało – zaskakujące błędy.
Słowo, które psuje wyszukiwarkę
Internauci szybko odkryli kuriozum: wpisanie słowa „disregard” (ang. zignoruj, pomiń) w nowym Google Search skutecznie… psuje interfejs wyszukiwarki. Zamiast użytecznych wyników, użytkownik widzi ogromny blok pustej przestrzeni. Model AI, zamiast zwrócić definicję czy linki do słowników, zachowuje się tak, jakby ktoś wydał mu polecenie – i wykonuje je. Dosłownie.
Link do Merriam-Webster co prawda jest, ale trzeba go szukać za tą czarną dziurą pustego miejsca. Dla przeciętnego użytkownika, który nie przewinie strony, wynik wyszukiwania tego słowa to po prostu nic.
Sprawa rozeszła się po mediach społecznościowych. Użytkownicy na X i Instagramie szybko podchwycili absurd sytuacji.
you dont know how fucking confused and irritated i was when i tried to search up disregard. pic.twitter.com/f0KFgD90XS
— rosee (@iihearttrose) May 22, 2026
To nie jest błahy błąd
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak ciekawostka, śmieszny edge case, którym można się pochwalić na Twitterze. Ale warto spojrzeć na to szerzej.
Przypadek słowa „disregard” to symptom głębszego problemu. Gdy AI przejmuje rolę pośrednika między użytkownikiem a informacją, traci się pewną przewidywalność. Stara wyszukiwarka była deterministyczna – zwracała linki i tyle. Nowa interpretuje intencję. I czasem interpretuje ją bardzo, bardzo źle. Pytanie brzmi: ile takich „martwych słów” jeszcze odkryjemy? I czy Google ma mechanizm, żeby je systematycznie wyłapywać, zanim zrobi to użytkownik metodą prób i błędów?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Dziennikarz TechCrunch, Russell Brandom, który opisał sprawę, dodał coś wyjątkowo wymownego – przez prawie 15 lat pracy w branży technologicznej nigdy nie zdarzyło mu się, żeby wynik Binga był bardziej użyteczny niż odpowiedź Google. Tym razem tak właśnie było.
AI Mode kontra rzeczywistość
Nowe Google Search działa na modelu Gemini 3.5 Flash i obsługuje już ponad miliard użytkowników miesięcznie w trybie AI Mode. AI Overviews docierają do 2,5 miliarda osób co miesiąc. To liczby, przy których każdy, nawet drobny błąd systemowy, staje się problemem na masową skalę.
Reforma wyszukiwarki przyniosła ze sobą kilka konkretnych zmian:
- wyszukiwarka rozumie dłuższe, konwersacyjne zapytania
- AI Overviews pozwalają teraz zadawać pytania uzupełniające bezpośrednio w wynikach
- „agenci informacyjni” mogą w tle monitorować tematy i wysyłać alerty
- użytkownicy mogą tworzyć spersonalizowane mini-aplikacje w obrębie wyszukiwarki
Brzmi futurystycznie. I jest futurystycznie. Problem w tym, że futurystyczna wyszukiwarka nie powinna gubić się na jednym angielskim słowie.
Kiedy narzędzie staje się zawodne
Zaufanie do narzędzia buduje się latami, a traci w jednej chwili. Google przez dekady było synonimem „znajdowania czegokolwiek”. Teraz, gdy firma zastępuje proste listy linków generowanymi odpowiedziami, stawka rośnie – bo błąd AI to nie tylko zły wynik, to brak wyniku. Albo wynik, który aktywnie myli użytkownika.
Bing, choć mniej agresywny w wdrażaniu AI podsumowań, w tym konkretnym przypadku poradził sobie lepiej. To rzadkość historyczna, którą warto odnotować.
Google zapewne szybko załata ten konkretny problem. Ale pytanie, ile jeszcze podobnych „ślepych plamek” czai się w nowym systemie, pozostaje bez odpowiedzi. A odpowiedź na nie poznamy pewnie wtedy, gdy kolejny użytkownik trafi na kolejne puste miejsce tam, gdzie powinna być informacja.
