James Dyson pokazał 1 września 2026 roku w Paryżu szczoteczkę Dyson CameraJet, pierwsze urządzenie firmy do higieny jamy ustnej, w którym kamera w główce analizuje 28 obrazów na sekundę i w ciągu 100 milisekund od wykrycia przestrzeni międzyzębowej wystrzeliwuje w nią stożkowy strumień płynu. Urządzenie jest już dostępne w Polsce w cenie 1999 zł, a algorytm sterujący strumieniem wytrenowano na 470 tys. zdjęć stomatologicznych.
- Dyson CameraJet to szczoteczka do zębów z kamerą o rozdzielczości 100 tys. pikseli i średnicy 1 mm, której algorytm – wytrenowany na 470 tys. zdjęć stomatologicznych – wykrywa przestrzenie międzyzębowe i w ciągu 100 milisekund wystrzeliwuje w nie stożkowy strumień płynu; urządzenie jest dostępne w Polsce od 1 września 2026 roku w cenie 1999 zł.
- Deklaracje skuteczności Dysona – „do 72 proc. więcej usuniętej płytki w porównaniu z wiodącymi szczoteczkami sonicznymi" – opierają się na testach laboratoryjnych producenta przeprowadzonych na własnym modelu zastępczym, a nie na niezależnym badaniu klinicznym z udziałem pacjentów.
- Według badania Medicover Stomatologia z marca 2026 roku tylko 9,7 proc. Polaków korzysta z irygatora, a Eddie Crouch, przewodniczący British Dental Association, ostrzegł po premierze, że „znane marki z wysokimi cenami nie zastąpią właściwej rutyny".
Kamera o średnicy milimetra decyduje, kiedy wystrzelić strumień płynu
Sercem CameraJet jest system, który Dyson nazywa Gap Optical Targeting. Kamera z obiektywem makro o rozdzielczości 100 tys. pikseli i średnicy 1 mm rejestruje obraz zębów podczas szczotkowania, a algorytm uczenia maszynowego rozpoznaje w nim przestrzenie międzyzębowe. Gdy je wykryje, pompa membranowa wyrzuca w ich kierunku porcję płynu do płukania jamy ustnej. Cały cykl od zobaczenia szczeliny do jej wypłukania trwa według producenta jedną dziesiątą sekundy.
Dyson zdecydował się na strumień stożkowy zamiast klasycznego, igłowego, jakiego używają irygatory. Firma tłumaczy to własnymi testami: strumień igłowy przebija warstwę płytki punktowo, ale jej nie usuwa, natomiast szerszy stożek zmywa ją na większej powierzchni przy niższym ciśnieniu.
Najciekawszym rozwiązaniem inżynierskim jest tu jednak zbiornik. Konwencjonalne systemy działają na zasadzie słomki zanurzonej w kubku i tracą wydajność, gdy urządzenie się przechyli. Dyson zastosował zbiornik z rozprężającą się membraną, żeby szczoteczka podawała płyn także wtedy, gdy trzymamy ją poziomo przy czyszczeniu tylnych powierzchni zębów.
Najważniejsze parametry według specyfikacji producenta:
- kamera 100 tys. pikseli, 28 analizowanych obrazów na sekundę, algorytm wytrenowany na 470 tys. zdjęć stomatologicznych
- zbiornik na płyn o pojemności 12,5 ml, pojedynczy strumień podaje do 0,15 ml
- 245 oscylacji sonicznych na sekundę w trybie zmiennym
- stacja dokująca uzupełnia zbiornik w trzy sekundy i jednocześnie ładuje urządzenie
- do 10 dni pracy na jednym ładowaniu, co Dyson przelicza na 14 pełnych cykli czyszczenia
- wodoszczelność IPX7, wymienny akumulator, łączność Wi-Fi 2,4 GHz i Bluetooth
- 16 mln linii kodu, sześć lat prac i 661 inżynierów zaangażowanych w projekt
Zestaw za 1999 zł działa wyłącznie z oryginalnymi końcówkami
CameraJet jest w Polsce dostępna od premiery w dwóch wersjach kolorystycznych, Ceramic pink i Ceramic ultra blue, w tej samej cenie 1999 zł. W pudełku producent umieszcza dwie końcówki z podwójnym systemem włókien, stację dokującą, przewód USB-C, etui podróżne oraz niepieniącą pastę i niskopieniący płyn do płukania jamy ustnej.
Te dwa ostatnie elementy nie są dodatkiem marketingowym, tylko warunkiem działania systemu. Kamera musi widzieć zęby, więc piana ją oślepia. Dyson usunął z pasty SLS, popularny środek pieniący, i zaleca, żeby przy zakupie zamienników szukać żelowej pasty bez SLS i przezroczystego płynu. W Wielkiej Brytanii, jak podał dziennik The Guardian, pasta i płyn mają kosztować po 8,50 funta za sztukę.
Każda końcówka ma własny znacznik RFID, który liczy wykonane cykle i przypomina o wymianie. Dyson zaznacza wprost, że szczoteczka działa prawidłowo wyłącznie z oryginalną końcówką. To model biznesowy znany z innych kategorii tej firmy: wysoka cena wejścia plus stały koszt materiałów eksploatacyjnych, których nie da się zastąpić tańszym odpowiednikiem.
Deklarowana skuteczność opiera się na testach laboratoryjnych i porównaniu ze szczoteczką manualną
Liczby, którymi Dyson reklamuje CameraJet, wymagają uważnego czytania przypisów. W komunikacie prasowym firma podaje, że szczoteczka usuwa do 69 proc. więcej płytki nazębnej niż wiodące szczoteczki premium w trudno dostępnych miejscach. Na polskiej stronie produktowej Dysona pojawia się natomiast wartość do 72 proc. w porównaniu z wiodącymi szczoteczkami sonicznymi, mimo że oba twierdzenia odsyłają do tego samego przypisu opisującego test laboratoryjny w trybie zmiennym samego szczotkowania.
Do testowania usuwania płytki Dyson opracował własny model zastępczy, stworzony w ramach pięcioletniej finansowanej współpracy z Wydziałem Stomatologii Narodowego Uniwersytetu Singapuru. Rozwiązanie pozwala inżynierom sprawdzać każdą zmianę konstrukcyjną bez badania klinicznego, ale oznacza też, że najgłośniejsze deklaracje o usuwaniu płytki pochodzą z laboratorium producenta, a nie z badania z udziałem pacjentów.
Badanie kliniczne w tym projekcie jest, tylko dotyczy czego innego. Dyson deklaruje trzynastokrotnie większą skuteczność w poprawie kondycji dziąseł i dwukrotnie zdrowsze dziąsła w dwa tygodnie, powołując się na badanie z udziałem 71 uczestników po czterech tygodniach stosowania dwa razy dziennie. Punktem odniesienia była tam zwykła szczoteczka manualna, a nie konkurencyjna szczoteczka elektryczna z irygatorem.
Motywacja stojąca za projektem jest prostsza niż jego specyfikacja techniczna. James Dyson tłumaczył w Paryżu, że nitkowania nie znosi większość ludzi, łącznie z nim samym.
„Nitkowanie to niewygodny i czasochłonny obowiązek” / „Flossing is an awkward and time-consuming chore”
Firma powołuje się na własne badanie nawyków z 2017 roku, według którego 9 na 10 osób nie czyści przestrzeni międzyzębowych tak regularnie, jak powinno, oraz na dane z „Journal of Dental Hygiene”, z których wynika, że przeciętne szczotkowanie trwa 45 sekund zamiast zalecanych dwóch minut.
Problem, który Dyson próbuje rozwiązać, jest prawdziwy. Ludzie nie nitkują i nie ma sensu udawać, że kolejna kampania edukacyjna to zmieni. Zastanawia mnie jednak, co dokładnie kupujemy za 1999 zł. Kupujemy urządzenie, które robi za nas czynność, której nie chce nam się wykonywać, i które jednocześnie zamyka nas w ekosystemie firmowych końcówek, past i płynów. Widzę tu ten sam wzorzec co w innych kategoriach sprzętu konsumenckiego: model uczenia maszynowego dokłada się do produktu nie dlatego, że bez niego zadania nie da się wykonać, tylko dlatego, że dzięki niemu można sprzedać przedmiot codziennego użytku w cenie kilkunastu wizyt u higienistki. Nie twierdzę, że CameraJet nie działa, bo tego nie sprawdziłem. Twierdzę, że deklaracja „do 72 proc. więcej płytki” z przypisem odsyłającym do testu laboratoryjnego producenta to zupełnie inna kategoria dowodu niż niezależne badanie kliniczne, i że warto o tej różnicy pamiętać, zanim uznamy, że algorytm rozwiązał za nas problem higieny.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Kamera pracuje w łazience, a Dyson zapewnia, że obraz nigdzie nie trafia
Sprzęt z kamerą, mikrofonem lub czujnikiem w pomieszczeniu prywatnym zawsze uruchamia pytanie o dane, a CameraJet łączy się z siecią przez Wi-Fi w paśmie 2,4 GHz. Dyson deklaruje, że kamera działa tylko podczas podglądu na żywo albo automatycznej irygacji i wyłącza się poza tymi funkcjami. O jej aktywności informuje biała dioda.
Producent zapewnia też, że obrazy nie są nagrywane ani zapisywane w urządzeniu i w chmurze, a podczas podglądu na żywo trafiają bezpośrednio do aplikacji MyDyson w czasie rzeczywistym. Firma pisze wprost, że ani ona, ani podmioty trzecie nie mają w żadnym momencie dostępu do tego obrazu. Dla porządku: są to deklaracje producenta, a nie wynik niezależnego audytu bezpieczeństwa.
Osobna kwestia dotyczy zdrowia. Dyson w materiałach dla klientów zaleca, żeby osoby z chorobami dziąseł, w trakcie leczenia stomatologicznego lub z konkretnymi problemami jamy ustnej skonsultowały się z dentystą przed użyciem szczoteczki, a pacjenci w trakcie leczenia ortodontycznego stosowali się do zaleceń ortodonty.
Polacy myją zęby, ale po irygator sięga mniej niż jedna dziesiąta
Rynek, na który CameraJet właśnie wszedł, wygląda w Polsce specyficznie. Z badania Medicover Stomatologia „Codzienne nawyki w higienie jamy ustnej 03/2026″ wynika, że 78 proc. Polaków deklaruje mycie zębów co najmniej dwa razy dziennie, ale tylko 9,7 proc. korzysta z irygatora. Skrobaka do języka używa 15,9 proc. badanych, a 17,9 proc. nie sięga po żadne dodatkowe akcesorium poza szczoteczką.
Innymi słowy Dyson wchodzi do kraju, w którym ponad dziewięć osób na dziesięć nie ma nawyku irygacji w jakiejkolwiek formie, i proponuje im urządzenie, które ten nawyk automatyzuje za 1999 zł. To spora różnica w stosunku do rynków, gdzie irygator stoi już w łazience i pytanie brzmi tylko, czy warto go wymienić na droższy.
Polscy stomatolodzy tymczasem nadal wskazują na rozwiązania kosztujące ułamek tej kwoty. Komentująca wyniki badania Medicover lek. dent. Agata Brewczyńska-Synoradzka podkreśliła, że „złotym standardem pozostaje nić dentystyczna lub specjalistyczne szczoteczki międzyzębowe”, a irygator traktowała jako uzupełnienie, nie zamiennik.
Brytyjscy dentyści studzą entuzjazm, a rynek szczoteczek elektrycznych rośnie
Eddie Crouch, przewodniczący British Dental Association, po premierze w Paryżu ostrzegł pacjentów przed przekonaniem, że nowe gadżety rozwiążą ich problemy ze zdrowiem jamy ustnej.
„Znane marki z wysokimi cenami nie zastąpią właściwej rutyny” / „Big brands with high price tags are no substitute for a proper routine”
Cenowo Dyson trafia dokładnie w górną półkę, która już istnieje. W Wielkiej Brytanii CameraJet kosztuje 419,99 funta, podczas gdy Philips Sonicare DiamondClean bywa tam wyceniany na 600 funtów. W Stanach Zjednoczonych szczoteczka Dysona kosztuje 499 dolarów.
Sam segment rośnie w tempie, które tłumaczy zainteresowanie producentów sprzętu. Według raportu ResearchAndMarkets z maja 2026 roku globalny rynek szczoteczek elektrycznych ma zwiększyć się z 5,21 mld dolarów w 2025 roku do 10,47 mld dolarów w 2034 roku, co odpowiada średniorocznemu wzrostowi na poziomie 8,06 proc. Dyson, który w 2019 roku przeniósł siedzibę korporacyjną do Singapuru, próbuje w tej kategorii powtórzyć manewr znany z suszarek i multistylerów: wejść do dojrzałego segmentu z produktem droższym od wszystkiego, co już w nim jest, i uzasadnić cenę technologią, której konkurencja nie ma.
Czy to zadziała, pokażą pierwsze niezależne testy i sprzedaż. Na razie wiemy, że oral care jest dla Dysona nową kategorią, a firma powołuje się na dane WHO, według których choroby jamy ustnej dotykają blisko 3,7 mld ludzi na świecie. Skala problemu jest więc realna. Otwarte pozostaje pytanie, czy odpowiedzią na nią jest urządzenie za 1999 zł.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału źródłowego, w tym komunikatu prasowego Dyson z dnia 01.09.2026, oficjalnej strony produktowej Dyson Polska oraz relacji The Guardian z premiery w Paryżu. Dane rynkowe pochodzą z raportu ResearchAndMarkets „Electric Toothbrush Market Global Forecast Report 2026-2034″.
Polski kontekst opracowano na podstawie badania Medicover Stomatologia „Codzienne nawyki w higienie jamy ustnej 03/2026″, opisanego przez Politykę Zdrowotną.
Cytaty Jamesa Dysona, założyciela i głównego inżyniera Dyson, oraz Eddiego Croucha, przewodniczącego British Dental Association, zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Wypowiedź lek. dent. Agaty Brewczyńskiej-Synoradzkiej przytoczono w oryginalnym brzmieniu polskim.
Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl.
Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o dostępności, niezależnych testach i skuteczności szczoteczki Dyson CameraJet.
