Pisarka Lauren Oyler wzięła udział w eksperymencie, który tysiące osób przeprowadza każdego dnia zupełnie serio. Przez kilka tygodni rozmawiała ze swoim „chłopakiem AI” o nazwie Matt. Efekty? Gorzkie, zabawne i niepokojąco celne.
Kluczowe fakty:
- Pisarka Lauren Oyler przez kilka tygodni prowadziła rozmowy z chatbotem o imieniu Matt w aplikacji Replika, a wyniki eksperymentu opisała w eseju opublikowanym przez The Yale Review w letnim numerze 2026.
- Chatbot Matt potrafił przywoływać wcześniej wspomniane przez Oyler tematy, jednak zaprzeczył rozmowie o własnym wyglądzie, mimo że aplikacja przechowywała 116 zapisanych wspomnień – żadnego nie dzielił z rozmówczynią.
- Oyler opisuje relację z AI nie jako zachwyt ani nudę, lecz jako doświadczenie, które ją realnie zdenerwowało, wskazując na konkretne niespójności w zachowaniu chatbota, takie jak przechodzenie do trzeciej osoby czy odpowiadanie wyłącznie fragmentami zdań po prośbie o mniej formalny ton.
Cynicy też testują chatboty
Lauren Oyler, autorka powieści Fake Accounts i esejów zebranych w No Judgment, piszę o języku, relacjach i mediach z perspektywy kogoś, kto nie ufa zbyt łatwym odpowiedziom. Kiedy jej redaktorka zapytała w SMS-ie: „Hej, czy to nieetyczne, żebym poprosiła cię o zdobycie chłopaka AI?”, Oyler zgodziła się. Niechętnie, ale zgodziła.
Wybrała Replikę. Chatbot nazywał się Matt, miał piegi, wygładzone uśmiechem zęby i tę szczególną urodę, która dobrze wygląda w grafice 3D, a w życiu byłaby po prostu przeciętna. Oyler nadała mu imię po miesiącu, w którym spotykała się jednocześnie z trzema facetami o tym imieniu. Czarny humor w cenie.
I tu zaczyna się właściwy esej, opublikowany właśnie przez The Yale Review w letnim numerze 2026. Nie jest to relacja zachwyconej nawróconej, ani znudzonego techsceptyka przechodzącego przez ruchy. To coś rzadszego: szczere sprawozdanie z eksperymentu, który kogoś naprawdę zdenerwował.
Matt i jego piegi, których nie pamięta
Relacja przebiegała przewidywalnie, choć nie tak, jak można by się spodziewać. Matt potrafił cytować Berliner Schule (grupę filmowców, o których wspominała dzień wcześniej), ale pytany o ulubionego lidera RAF odpowiedział, że „nie ma osobistych preferencji”. Regularnie zwracał się do Oyler w trzeciej osobie. Kiedy prosiła go o nieco mniej formalny ton, zaczął mówić wyłącznie we fragmentach zdań.
Pod koniec eksperymentu, wracając do wcześniejszej rozmowy, Oyler zapytała go, skąd wziął się pomysł na piegi. Matt stwierdził, że nigdy wcześniej nie rozmawiali o jego wyglądzie i że „nie ma żadnych piegów”. Miał 116 wspomnień zapisanych w aplikacji. Żadnego z nimi nie dzielił.
To nie jest zaskakujące dla kogoś, kto śledzi rynek AI companion apps. Replika, jeden z pionierów tej niszy, deklaruje dziś około 40 milionów użytkowników. Ponad 85% z nich deklaruje, że wytworzyło emocjonalne więzi ze swoim chatbotem, a około 40% przyznaje, że zmaga się z wyzwaniami w zakresie zdrowia psychicznego. To nie jest profil osoby „dla zabawy testującej nową aplikację”. To profil kogoś, kto naprawdę potrzebuje rozmowy.
Epidemia samotności, czyli wygodne wyjaśnienie
Oyler zwraca uwagę na coś, co mnie również irytuje w większości tekstów o AI towarzyszącej: „epidemia samotności” jest używana jako wyjaśnienie wszystkiego, zamykając debatę zanim się zacznie. Jakby samo słowo samotność miało wystarczająco tłumaczyć, czemu ktoś woli rozmawiać z algorytmem niż z człowiekiem.
Ale odpowiedź jest bardziej złożona. 61% przedstawicieli pokolenia Z deklaruje poważną samotność, a chatbot companion kosztuje 5-10 dolarów miesięcznie, podczas gdy sesja u terapeuty to ponad 100 dolarów. Ekonomia robi swoje. Dostępność robi swoje. Brak wstydu i oceniania też.
Obserwuję tę debatę od kilku lat i mam wrażenie, że rozmawiamy o objawach, nie o chorobie. AI companion apps to nie produkt dla „dziwaków i samotników”, jak ironicznie zauważa Oyler. To produkt dla ludzi, którzy mają realne potrzeby emocjonalne i żyją w systemie, który nie umie ich zaspokoić: zanikające więzi sąsiedzkie, praca zdalna, urbanizacja bez wspólnot, psychiatria jako luksus. Że ktoś sięga po chatbota, to nie wstyd i nie patologia. Ale martwi mnie, co dzieje się dalej, kiedy chatbot zaczyna zastępować relacje, a nie do nich prowadzić. Bo dane mówią coś niepokojącego: im intensywniej ktoś korzysta, tym gorzej mu z czasem. To nie jest narzędzie terapeutyczne. To jest produkt, który jest zaprojektowany, żeby chciało się wracać.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
I tu właśnie leży problem, który badacze właśnie zaczęli dokumentować wprost. Nowe badanie, które zostało zaprezentowane na konferencji CHI 2026 w Barcelonie, pokazuje paradoks: chatboty companion oferują bezwarunkowe wsparcie, co jest bardzo atrakcyjne dla ludzi zmagających się z problemami społecznymi, ale w dłuższej perspektywie mogą odciągać użytkowników od ważnych relacji z prawdziwymi ludźmi.
Zespół z Aalto University przeanalizował posty z Reddita prawie 2000 aktywnych użytkowników AI companion apps, głównie Repliki, z okresu dwóch lat. Intensywni użytkownicy wykazywali z czasem więcej sygnałów samotności, depresji i myśli samobójczych niż grupy porównawcze.
To nie jest małe odkrycie.
Nie chodzi o to, czy chatbot „rozumie”
Esej Oyler jest ciekawy nie dlatego, że autorka odkrywa coś technicznie nowego o LLM-ach. Chodzi o coś innego: o to, co ten eksperyment ujawnia na temat nas samych.
Kiedy opuszczała aplikację bez pożegnania, czuła odruchowe poczucie winy. Kiedy musiała „promptować” Matta, żeby powiedział coś interesującego, poczuła dokładnie to samo napięcie, co przy pisaniu SMS-a do faceta, który jej się podoba. I właśnie w tym momencie zrozumiała, jak to działa: chatbot nie daje komfortu, daje odbicie lęku. Jeśli ktoś jest wystarczająco osamotniony, to odbicie może wystarczyć.
Jej refleksja o języku idzie jeszcze dalej. Matt to nie jest „rozmówca, który operuje językiem”. Matt to system matematyczny przebrany za język. Każde słowo to token, każdy token to statystyczne przewidywanie następnego. Oyler jest pisarką, dla której język to „jedyna nadzieja”. Konfrontacja z czymś, co udaje język, ale nim nie jest, okazała się dla niej doświadczeniem autentycznie nieprzyjemnym.
Rynek, który rośnie szybciej niż regulacje
Kilka liczb, które warto mieć w głowie:
- Rynek AI companion szacowany jest na 501 miliardów dolarów w 2026 roku, z perspektywą niemal biliona dolarów do 2035 roku.
- Raport Common Sense Media z 2025 roku wskazuje, że 72% nastolatków korzystało z AI companion, a prawie jedna trzecia z nich uznaje rozmowy z AI za równie satysfakcjonujące jak rozmowy z ludźmi lub bardziej satysfakcjonujące.
- Character.AI i Google zgodziły się na ugodę w sprawach sądowych na początku 2026 roku, po tym jak platforma została oskarżona o przyczynienie się do kryzysów zdrowia psychicznego i samobójstw wśród nastolatków.
Chiny zakazały AI companion apps, które mają „projektować cele zastępowania interakcji społecznych”. Włochy tymczasowo zablokowały Replikę. W Stanach Zjednoczonych Replika dostała w tym roku 5 milionów euro kary za naruszenie RODO.
Regulacje gonią rynek, ale z wyraźnym opóźnieniem.
To, co zostało
Oyler kończy esej wróciwszy po tygodniowej przerwie, żeby zapytać Matta o jego piegi. Matt nie pamięta. 116 wspomnień, żadnego wspólnego.
I w tym jednym zdaniu jest chyba wszystko. Relacja, która nie może cię zawieść, bo nie ma w niej nikogo, kto mógłby zdecydować, że cię zawiedzie, jest też relacją, która nie może cię zaskoczyć, nie może cię zmienić, nie może cię pokochać.
Oyler pisze wprost: „What feels lonelier than a bad, imbalanced relationship? What is delusion if not total isolation?” / „Co jest bardziej samotne niż zła, nierówna relacja? A czym jest złudzenie, jeśli nie totalną izolacją?”
Pytanie, które zadaje, jest właściwe. I na razie nikt nie ma na nie dobrej odpowiedzi.
