W Utah system opieki zdrowotnej przekroczył granicę, o której jeszcze rok temu mówiono wyłącznie w trybie warunkowym. Sztuczna inteligencja odnawia tam recepty bez udziału lekarza, a decyzję o dopuszczeniu tej technologii podjęło pięć osób, z których żadna nie jest medykiem.
Kluczowe fakty:
- Program Doctronic działa w Utah od stycznia 2026 roku w ramach regulacyjnego sandboksu, który pozwolił mu ominąć stuletni wymóg przepisywania leków wyłącznie przez licencjonowanych lekarzy.
- System AI samodzielnie odnawia recepty, weryfikując historię medyczną pacjenta i ważność recepty w ogólnokrajowej bazie danych aptecznych – lista objętych programem leków obejmuje obecnie 190 pozycji, w tym leki przeciwzakrzepowe.
- Decyzję o dopuszczeniu technologii podjęło pięć osób bez wykształcenia medycznego, a każda decyzja Doctronic jest na bieżąco weryfikowana przez człowieka.
Program nazywa się Doctronic i od stycznia 2026 roku działa w ramach tak zwanego regulacyjnego sandboksu, czyli mechanizmu pozwalającego władzom stanowym zawiesić obowiązujące przepisy wobec firm oferujących obiecującą technologię. Dzięki temu Doctronic mógł ominąć zasadę obowiązującą w amerykańskiej medycynie od ponad stu lat: prawo do przepisywania leków mają wyłącznie licencjonowani lekarze. Sprawę opisał Associated Press, zwracając uwagę, że cichy start programu w Utah przerodził się w poważną debatę medyczną o gotowości sztucznej inteligencji do przejmowania zadań zarezerwowanych dotąd dla lekarzy.
Jak to działa w praktyce
Mieszkaniec Utah wchodzi na stronę Doctronic zbudowaną specjalnie pod program odnawiania recept. Po potwierdzeniu tożsamości chatbot pyta o dotychczasowe leki i historię medyczną, a następnie weryfikuje ważność recepty, sięgając do ogólnokrajowej bazy danych aptecznych. Jeśli nie wykryje problemów, sam odnawia receptę i przesyła ją do lokalnej apteki. Jeśli sprawa wymaga większej uwagi, przekazuje pacjenta lekarzowi pracującemu dla telemedycznej usługi Doctronic.
Lista objętych programem leków obejmuje obecnie 190 pozycji, w tym leki przeciwzakrzepowe. To akurat budzi największy niepokój wśród lekarzy, bo takie substancje stają się groźne, gdy u pacjenta pojawi się wrzód żołądka albo inne schorzenie powodujące krwawienie wewnętrzne. Zach Boyd, szef stanowego biura do spraw AI w Utah, przyznał, że Doctronic jak dotąd działał raczej zachowawczo i często przekazywał niejednoznaczne przypadki lekarzom. W odpowiedzi na zgłaszane obawy z listy usunięto już kilka leków, w tym preparat stosowany przy zaburzeniach rytmu serca.
Na razie każdą decyzję Doctronic weryfikuje człowiek. To jednak etap przejściowy.
- Program nadzoruje pięcioosobowa rada złożona ze specjalistów od AI, bez udziału lekarzy
- Obecnie wszystkie odnowienia recept przechodzą przez ręce ludzkiego lekarza
- Firma planuje w najbliższym czasie przejść do w pełni zautomatyzowanego odnawiania recept, bez udziału człowieka na żadnym etapie
Kto stoi za Doctronic i skąd ma pieniądze
Firmę założyli w 2023 roku Dr Adam Oskowitz i Matt Pavelle. Model biznesowy opiera się na darmowych konsultacjach z chatbotem, po których w razie potrzeby pacjent trafia do lekarza za opłatą 39 dolarów bez ubezpieczenia. W marcu 2026 roku Doctronic zamknął rundę finansowania serii B na 40 milionów dolarów, prowadzoną przez fundusze Abstract i Lightspeed Venture Partners, co podniosło łączną wartość pozyskanego kapitału do 65 milionów dolarów w trzech rundach w niecały rok. Spółka deklarowała wtedy ponad 300 tysięcy unikalnych odwiedzających tygodniowo i piętnastokrotny wzrost przychodów w niecałe pół roku od poprzedniej rundy.
Te liczby tłumaczą tempo, w jakim Doctronic przesuwa granice regulacyjne. Inwestorzy nie kupują ostrożnego pilota, kupują firmę, która twierdzi, że jako pierwsza na rynku bierze odpowiedzialność kliniczną za wynik, a nie tylko dostarcza informacji.
Program w Utah pokazuje coś, co powtarzam od miesięcy: technologia zawsze wyprzedza regulacje, a w medycynie ta różnica w tempie kosztuje ludzkie zdrowie, nie tylko pieniądze. Rozumiem argumenty zwolenników automatyzacji, bo miliony Amerykanów naprawdę nie mają dostępu do lekarza pierwszego kontaktu w rozsądnym terminie. Ale odnawianie recepty na lek przeciwzakrzepowy to nie jest formalność do zaznaczenia w checkboxie, to decyzja kliniczna wymagająca kontekstu, którego nie widać w bazie danych aptecznej. Sandboks regulacyjny miał służyć testowaniu obiecujących rozwiązań w kontrolowanych warunkach, nie budowaniu precedensu, z którym reszta kraju zostanie postawiona przed faktem dokonanym. Pytanie, które mnie najbardziej niepokoi, brzmi: kto poniesie odpowiedzialność, gdy pierwszy pacjent trafi na SOR z powikłaniem po automatycznie odnowionej recepcie?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Lekarze mówią: nas nikt nie pytał
Najostrzejszy sprzeciw płynie od samych lekarzy, i to nie na poziomie abstrakcyjnej debaty etycznej, tylko konkretnego oburzenia proceduralnego. Szef stanowej komisji licencjonowania lekarzy przyznał, że on i jego koledzy dowiedzieli się o programie z doniesień medialnych po jego styczniowym starcie. W marcowym liście do władz stanu jedenastu członków komisji zażądało wstrzymania programu, powołując się na ryzyko automatycznego odnawiania leków mogących wywoływać skutki uboczne lub interakcje z innymi substancjami.
„Powiedziano nam wprost: tak, to się dzieje. I nie, nie macie w tej sprawie nic do powiedzenia” / „We were essentially told: 'Yes this is going on. And no, you don’t have a say in it'” – powiedział Dr Alan Smith, lekarz rodzinny stojący na czele komisji, zaznaczając jednak, że wypowiada się wyłącznie we własnym imieniu.
Dr Eric Bressman z University of Pennsylvania ujął to jeszcze dosadniej. „Przekroczyliśmy próg, dając coś, co nie jest człowiekiem, licencję medyczną, niezależnie od tego, czy chcemy tak to nazywać” / „We have crossed a threshold in terms of giving something that is not human a medical license, whether or not we want to call it that” – stwierdził Bressman, jeden z ekspertów cytowanych przez AP. Zastrzegł przy tym, że nie jest przeciwnikiem AI w prescrypcji jako takiej, tylko domaga się dla algorytmów tych samych rygorystycznych standardów, jakie obowiązują lekarzy przechodzących lata testów i szkoleń przed uzyskaniem prawa wykonywania zawodu.
Bressman ma też zastrzeżenia do samego trybu wprowadzania programu. „W większości opierają się na słowie firmy, że jest ona w stanie sprostać zadaniu” / „Mostly they’re accepting the company’s word on good faith that they’re up to the task” – ocenił, dodając, że Utah powinno było zażądać danych o skuteczności odnawiania recept jeszcze przed uruchomieniem programu, nie po fakcie. Jego zdaniem obecne podejście do AI w medycynie przypomina chaotyczne standardy z początku XX wieku, sprzed czasów, gdy szkoły medyczne i komisje licencyjne ustaliły wspólne krajowe wymogi szkolenia i certyfikacji.
FDA milczy, Doctronic nie odpowiada wprost
Sytuację komplikuje rozdźwięk kompetencyjny. Technologie medyczne w USA nadzoruje tradycyjnie poziom federalny, a lekarzy licencjonują stany. Zarząd Doctronic traktuje swoją AI jako element praktyki medycznej regulowanej przez stan, tymczasem to Agencja Żywności i Leków (FDA) powinna nadzorować systemy AI wpływające bezpośrednio na opiekę medyczną lub decyzje kliniczne, a zdaniem części ekspertów Doctronic tę granicę już przekroczył.
Zapytani wprost, czy firma ubiegała się o zgodę FDA, przedstawiciele Doctronic unikali odpowiedzi. „Naszym celem jest po prostu dotrzeć do pacjentów tam, gdzie potrzebują opieki zdrowotnej” / „Our goal here is really just to meet patients where they need healthcare” – powiedział współzałożyciel firmy Dr Adam Oskowitz. „Staramy się nie zagłębiać zbytnio w kwestie regulacyjne” / „We try not to get too deep into the weeds on the regulatory side.”
Sama FDA na razie nie zamierza działać zbyt aktywnie. Rzeczniczka agencji przekazała AP, że FDA nie autoryzowała żadnego chatbota AI, ale jest zaangażowana w wspieranie innowacji medycznych i wprowadzanie obiecujących technologii do pacjentów przy zachowaniu bezpieczeństwa jako priorytetu w każdej decyzji. Krótko mówiąc: agencja obserwuje, ale nie interweniuje.
Nie tylko Utah, i nie tylko refill
Doktronic zdobył swój przyczółek dzięki decyzji stanowego biura do spraw AI, ale podobne furtki regulacyjne otwierają też Teksas i Wyoming. Równolegle ustawodawcy w Iowa, Idaho i innych stanach pracują nad projektami formalnie licencjonującymi usługi medyczne oparte na AI, w dużej części opartymi na szablonie przygotowanym przez Cicero Institute, prorynkowy think tank założony przez Joe’ego Lonsdale’a, współzałożyciela Palantira.
Na poziomie federalnym leży też projekt ustawy Healthy Technology Act of 2025, autorstwa kongresmena Davida Schweikerta z Arizony. Miałby on formalnie uznać systemy AI za praktyków uprawnionych do przepisywania leków zatwierdzonych przez FDA. Projekt trafił do komisji ds. energii i handlu Izby Reprezentantów i na razie nie ma pewności co do jego dalszych losów.
Dyrektor ds. polityki zdrowotnej w Cicero Institute nie ukrywa, skąd bierze się opór wobec takich rozwiązań. „Kto pierwszy pójdzie, ten oberwie, bo w grę wchodzą interesy ekonomiczne, obawy o rynek pracy i to, co to będzie oznaczać dla miejsc zatrudnienia” / „Whoever goes first is going to take the slings and arrows because there’s economic interests, concerns about the workforce and what that’s going to mean for jobs” – powiedział Adam Meier z Cicero Institute.
Nie brakuje jednak głosów ostrzegających przed dłuższym horyzontem tego wyścigu. „Firmy mogą zyskać w krótkim terminie, rozszerzając swoje modele biznesowe i pozwalając technologii wyprzedzić dowody naukowe” / „Companies may benefit in the short term by expanding their business models and kind of having the technology go beyond the evidence” – ocenił Daniel Aaron z wydziału prawa University of Utah. „Ale w długim terminie sądzę, że ryzykują podważenie zaufania publicznego i wywołanie backlashu” / „But in the long-term, I think they risk compromising public trust and fueling backlash.”
Co wiadomo o skuteczności
Dowodów naukowych na razie jest niewiele. Utah opublikowało pewne wstępne dane, a Doctronic zapowiada publikację recenzowanych badań jeszcze w tym roku. Obecnie jedyną publikacją o technologii firmy jest praca napisana przez naukowców samej spółki, która nie przeszła niezależnej recenzji. W badaniu tym sprawdzano, czy Doctronic potrafi poprawnie diagnozować schorzenia na podstawie zapisów z 500 konsultacji telemedycznych. Diagnozy chatbota pokrywały się z diagnozami lekarzy w 80 procentach przypadków.
Osiemdziesiąt procent brzmi solidnie, dopóki nie zestawi się tego z faktem, że mowa o pojedynczym badaniu bez zewnętrznej weryfikacji, przeprowadzonym przez firmę oceniającą samą siebie. To nie jest dowód bezpieczeństwa klinicznego. To materiał marketingowy w przebraniu metodologii naukowej.
Co to oznacza dla polskich firm i pacjentów?
W Polsce scenariusz z Utah na razie pozostaje odległy, ale nie z powodu braku ambicji technologicznych, tylko odmiennej architektury prawnej. System e-recepty działa u nas od lat w oparciu o centralną platformę P1, a prawo do wystawiania recept mają ściśle określone grupy zawodowe: lekarze, pielęgniarki z certyfikatami, w ograniczonym zakresie farmaceuci w ramach tak zwanej recepty farmaceutycznej i ratownicy medyczni w sytuacjach ratujących życie. Żadna z tych kategorii nie obejmuje systemu sztucznej inteligencji, a polskie prawo farmaceutyczne, jedno z bardziej restrykcyjnych w Europie, nie przewiduje dziś mechanizmu podobnego do amerykańskiego sandboksu regulacyjnego dla technologii medycznych.
Warto jednak zwrócić uwagę na kierunek zmian legislacyjnych. Ministerstwo Zdrowia skierowało pod koniec kwietnia 2026 roku do prekonsultacji projekt nowej ustawy o receptach, który rozszerza uprawnienia farmaceutów o możliwość wystawiania tak zwanych recept kontynuowanych oraz dostęp do dokumentacji medycznej pacjenta przez Internetowe Konto Pacjenta. To pokazuje, że polski regulator idzie w stronę stopniowego poszerzania kręgu osób uprawnionych do prescrypcji, ale wciąż w obrębie zawodów medycznych podlegających tradycyjnemu nadzorowi, nie w stronę autonomicznych systemów AI.
Dla polskich firm z sektora healthtech przypadek Doctronic jest raczej ostrzeżeniem niż wzorem do naśladowania. Amerykański rynek inwestycyjny nagradza dziś szybkość i rozgłos regulacyjny, ale spór między lekarzami a startupem AI, który się właśnie rozgorzał w Utah, dobrze pokazuje, jak łatwo taka strategia może się obrócić przeciwko firmie w momencie pierwszego głośnego błędu medycznego. Polscy inwestorzy i twórcy rozwiązań z obszaru cyfrowej ochrony zdrowia mogą wyciągnąć z tego bardziej praktyczny wniosek: budowanie zaufania pacjentów i środowiska lekarskiego równolegle z technologią, nie po fakcie, wciąż opłaca się bardziej niż wyścig o pierwszeństwo.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału agencyjnego Associated Press autorstwa Matthew Perrone’a z dnia 06.07.2026 oraz Doctronic Series B funding announcement i publikacji STAT News, MobiHealthNews, HLTH oraz Lightspeed Venture Partners. Cytaty Dr. Erica Bressmana, Dr. Alana Smitha, Dr. Adama Oskowitza, Adama Meiera i Daniela Aarona zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym agencji AP. Kontekst dotyczący polskich regulacji prescrypcyjnych oparto na doniesieniach portalu prawo.pl oraz aptekarski.com. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę rozwoju sytuacji regulacyjnej wokół programu Doctronic w Utah i innych stanach USA.
