Higgsfield AI pokazał w Cannes pełnometrażowy film science-fiction wygenerowany w całości przez sztuczną inteligencję. Z budżetu 500 tysięcy dolarów aż 400 tysięcy poszło wyłącznie na moc obliczeniową.
Kluczowe fakty:
- Higgsfield AI stworzył pierwszy pełnometrażowy film science-fiction „Hell Grind" w całości za pomocą sztucznej inteligencji – 95 minut bez użycia kamer czy aktorów na planie. Produkcja została zaprezentowana w Cannes 21 maja w Cinema Olympia.
- Z budżetu 500 tysięcy dolarów, aż 400 tysięcy zostało przeznaczone wyłącznie na moc obliczeniową. Film powstał w zaledwie 14 dni pracy piętnastoosobowej ekipy.
- Każde 15 sekund materiału filmowego wymagało stworzenia promptu liczącego średnio 3000 słów, w którym doprecyzowano wszystkie elementy wizualne. Higgsfield stworzył specjalne narzędzie do generowania tych złożonych instrukcji na podstawie scenariusza.
Tytuł produkcji to „Hell Grind”. 95 minut, 14 dni pracy, zero kamer, zero aktorów na planie. Premiera odbyła się 21 maja w Cinema Olympia, poprzedzona prywatnym pokazem dla branży na Vieux Port. Festiwal w Cannes nie zakwalifikował filmu do oficjalnego konkursu, lecz produkcja trafiła na pokazy rynkowe, co i tak wystarczyło, by zrobić sporo szumu.
Reżyserię powierzono Aitore Zholdaskaliemu, kazachskiemu twórcy, którego film „Sicko” pokazywano w tym roku w sekcji Bright Future w Rotterdamie. Współscenariusz napisał Adilkhan Yerzhanov, weteran oficjalnej selekcji w Cannes z 2018 roku. Pracowała z nimi piętnastoosobowa ekipa reżyserów, operatorów i montażystów. Tyle że bez planu zdjęciowego.
Fabuła rodem z komiksu, świat z generatora
Czterech ulicznych złodziei, Roco, Lulu, Jax i Rein, próbuje napadu, który wymyka się spod kontroli. Roco aktywuje starożytny artefakt, otwiera portal do podziemnego świata, a Lulu znika w zaświatach. Reszta rusza na ratunek. Akcja przeskakuje między tybetańską świątynią a feudalną Japonią, a sam Roco zaczyna przechodzić coraz bardziej niepokojącą przemianę. Klasyczny heist film przemielony przez konwencję dark fantasy.
Zwiastun można obejrzeć tutaj:
Jak to się robi, kiedy nie ma planu zdjęciowego
Tu zaczyna się część, która powinna zainteresować każdego, kto śledzi rozwój modeli wideo. Każde 15 sekund materiału filmowego wymagało zbudowania promptu liczącego średnio 3000 słów. Tak, trzy tysiące. Higgsfield zbudował osobne narzędzie, które pomaga generować te gigantyczne instrukcje na podstawie strony scenariusza.
W każdym promptcie trzeba było doprecyzować dosłownie wszystko:
- styl obrazu i charakterystykę oświetlenia
- typ obiektywu, kąt i pozycję kamery
- konsystencję postaci między ujęciami
- spójność świata przedstawionego
- prawa fizyki, łącznie z grawitacją, masą i cieniami kontaktowymi
- zakaz „lewitujących” rekwizytów
Bez takiego poziomu szczegółowości każde kolejne ujęcie wyglądałoby jak inny film. To zresztą do dziś jest najtrudniejszy problem w generatywnym wideo. Ekipa korzystała z autorskich narzędzi Higgsfield (Soul Cinema i Soul Cast) oraz z modelu Dreamina-Seedance 2.0.
Alex Mashrabov, CEO i współzałożyciel Higgsfield, ujął cel projektu wprost: „Hell Grind is a signal to the entire industry, and a showcase of what the technology is capable of at scale. Traditional production for a comparable film would cost about $50 million” / „Hell Grind to sygnał dla całej branży i pokaz tego, do czego ta technologia jest zdolna w skali. Tradycyjna produkcja porównywalnego filmu kosztowałaby około 50 milionów dolarów”.
99 procent redukcji kosztów. Tak przynajmniej twierdzi sam producent.
Liczby brzmią zjawiskowo, ale warto je czytać ostrożnie. Owszem, 500 tysięcy dolarów wobec 50 milionów to przepaść, której jeszcze rok temu nikt z branży nie traktował poważnie. Z drugiej strony Hell Grind to film promocyjny dla platformy Higgsfield, więc porównanie do hollywoodzkiej superprodukcji jest co najmniej naciągane. Prawdziwa wartość tego eksperymentu leży gdzie indziej. Po raz pierwszy pokazano, że pełnometrażowy film można utrzymać w spójności wizualnej i narracyjnej od początku do końca, korzystając wyłącznie z generatywnej AI. To znaczący próg techniczny. Pytanie, które sobie zadaję, jest jednak inne. Skoro 80 procent budżetu pożera moc obliczeniowa, to czy faktycznie demokratyzujemy kino, czy raczej przenosimy zależność od studiów filmowych na zależność od dostawców GPU? Bo niezależny twórca z Krakowa czy Łodzi nadal nie wygeneruje sobie filmu w garażu. On wynajmie GPU, tylko zamiast płacić producentowi, zapłaci Nvidii i operatorowi chmury. A przy okazji warto pamiętać, że scenariusz pisali ludzie, reżyserował człowiek z dziesięcioletnim stażem, a w zespole pracowało piętnastu profesjonalistów. To nie jest film zrobiony „przez AI”. To film, w którym AI zastąpiło aparat i ekipę zdjęciową, ale nie zastąpiło ludzkiego myślenia o opowieści. I bardzo dobrze. — Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Nowa ekonomia produkcji filmowej
Zholdaskali porównał obecny moment w kinie do rewolucji, jaka dokonała się w muzyce dwie dekady temu. „Making a movie today feels like making an album twenty years ago: you need investors and big studios. But then the laptop changed music forever and gave us Billie Eilish. That’s what Higgsfield is doing for filmmakers” / „Robienie filmu dziś przypomina robienie albumu dwadzieścia lat temu. Potrzebujesz inwestorów i dużych studiów. Ale potem laptop zmienił muzykę na zawsze i dał nam Billie Eilish. To samo Higgsfield robi dla filmowców”.
Sam reżyser mówi, że na swój pierwszy tradycyjny film czekał dziesięć lat. Zaczynał od kręcenia wesel i teledysków, mozolnie budował zaufanie, w końcu dostał serial telewizyjny. Z Higgsfield trafił do Cannes kilka miesięcy po pokazie w Rotterdamie.
Higgsfield wycenia się obecnie na 1,3 miliarda dolarów. Spółka pozyskała tę wycenę we wcześniejszej tegorocznej rundzie finansowania. To pozycjonuje ją wśród czołowych graczy generatywnego wideo, obok Runwaya, Pika Labs i kilku konkurencyjnych modeli azjatyckich.
Nastroje w Cannes się zmieniają
Jeszcze rok temu rozmowy o AI na festiwalu pełne były niepokoju. Aktorzy, reżyserzy i scenarzyści obawiali się masowych zwolnień. W tym roku ton złagodniał. Demi Moore, członkini tegorocznego jury festiwalu, podsumowała to dosadnie: „AI is here. And so to fight it is to fight something that is a battle that we will lose. So to find ways in which we can work with it, I think, is a more valuable path to take” / „AI już tu jest. Walczyć z nim to walczyć w bitwie, którą przegramy. Znacznie cenniejszą ścieżką jest znalezienie sposobów, w jaki możemy z nim współpracować”.
Na rynku w Cannes pokazano w tym roku kilka filmów wygenerowanych przez AI. Część branży nadal traktuje to jak zagrożenie egzystencjalne, część jak nowe narzędzie. Nikt nie traktuje już tej technologii jako ciekawostki.
Co dalej
Hell Grind nie jest filmem, który zmieni historię kina pod względem artystycznym. Jest natomiast eksperymentem ekonomicznym i technicznym, który warto śledzić. Pokazuje, gdzie leżą realne granice obecnej generacji modeli wideo, a gdzie nadal potrzeba człowieka. Pokazuje też nową strukturę kosztów, w której największą pozycją w budżecie staje się rachunek za GPU.
Jeśli ktoś szukał momentu, w którym kino zaczyna negocjować nowy układ z technologią, to właśnie ten moment.
