Jedni mówią, że AI odmieniło ich podejście do ćwiczeń. Inni mówią wprost: nienawidzę tego. Redakcja The Guardian zebrała wypowiedzi czytelników na temat korzystania ze sztucznej inteligencji w kontekście fitnessu i diety, a wyłaniający się z nich obraz jest znacznie bardziej złożony, niż sugerowałyby entuzjastyczne nagłówki z branżowych mediów.
Kluczowe fakty:
- Użytkownicy AI w fitnessu cenią dostępność 24/7 i możliwość dostosowania planów do ograniczeń zdrowotnych, ale eksperci ostrzegają przed "podejściem według przepisu" i ryzykiem kontuzji.
- AI nie może korygować techniki w czasie rzeczywistym ani oceniać stanu zdrowia użytkownika, opierając się wyłącznie na informacjach podanych przez użytkownika.
- Większość użytkowników traktuje AI jako narzędzie uzupełniające, a nie zastępujące prawdziwych trenerów – wielu łączy plany AI z zajęciami pod okiem specjalistów.
AI jako trener, dietetyk i fizjoterapeuta w jednym
Pomysł jest kuszący: masz do dyspozycji 24/7 wirtualnego asystenta, który zna Twoje ograniczenia zdrowotne, historię treningową i cele, a na ich podstawie układa spersonalizowany plan. I to za darmo. Jose z Holandii, 60 lat, po latach nieudanych prób utrzymania rutyny opisuje swoje doświadczenie tak: powiedział AI o problemie z kolanem, historii treningowej jako pływaka w liceum i swoich celach, a system ułożył tygodniowy plan łączący trzy dni siłowni z trzema dniami pływania. Dwa miesiące później trzyma się go po raz pierwszy od lat.
Podobnie Chris Morrell z Surrey, który zbliża się do pięćdziesiątki i traktuje AI jak połączenie trenera, asystenta i lekarza. Karmi system transkrypcjami podcastów o długowieczności, a na tej podstawie dostaje plany treningowe uwzględniające jego wiek i aktualne kontuzje.
Jeszcze dalej poszedł Tom Davison, 30-latek z Holandii, który „vibe-coded” własną aplikację treningową. Dwie wieczory kodowania i gotowe, jak mówi.
Kiedy AI myli się z przekonaniem
Nie brakuje jednak głosów sceptycznych. Debbie McGowan z West Lancashire, która zaczęła stosować lek Mounjaro w 2024 roku i połączyła to z treningiem siłowym, mówi wprost: „AI can be wrong, and confidently so. It sometimes feels like working with an over-enthusiastic, knowledgable, but inexperienced intern.” / „AI może się mylić, i to z przekonaniem. Czasem to jak praca z przesadnie entuzjastycznym, niby-wiedzącym, ale niedoświadczonym stażystą.”
To zdanie trafia w sedno jednego z największych problemów z AI w roli eksperta od zdrowia.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: AI jako narzędzie do budowania planów treningowych ma realną wartość, szczególnie dla tych, których nie stać na trenera personalnego albo którzy po prostu wolą działać samodzielnie. Dostępność 24/7, brak oceniania, możliwość dostosowania do kontuzji i preferencji, to zalety, których nie można bagatelizować. Ale jest tu poważne ryzyko, które zbyt często się pomija. AI nie widzi Cię na sali. Nie koryguje postawy w czasie rzeczywistym. Nie wyczuje, że boli Cię kolano bardziej niż zwykle, bo właśnie nie napisałeś mu o tym. Opiera się wyłącznie na tym, co mu podasz, a użytkownik często nie wie, czego nie wie. Najgroźniejsza jest właśnie ta pewność siebie modelu przy udzielaniu błędnych odpowiedzi. Pytanie, które warto zadać: czy jesteśmy gotowi jako społeczeństwo na sytuację, w której miliony ludzi trenują według planów wygenerowanych przez system, który nigdy nie widział ich ciała?
Eksperci z dziedziny medycyny sportowej są powściągliwi. Dr Carol Garber, profesor nauk o ruchu na Uniwersytecie Columbia, mówi: „Developing a fitness program requires more than a cookbook approach, which is what you will get from AI” / „Opracowanie programu fitness wymaga czegoś więcej niż podejścia według przepisu, a właśnie to dostaniesz od AI.” I dodaje, że błędy AI mogą prowadzić do poważnych kontuzji.
Między użytecznością a głębszym niepokojem
Interesujące jest to, że wielu rozmówców The Guardian korzysta z AI mimo mieszanych uczuć wobec technologii jako takiej. Patrick McCann, 62-letni były motocyklista wyścigowy z Nowej Zelandii, który używa AI do treningu siłowego, przyznaje bez owijania w bawełnę: „in general, along with social media, the world wide web, and most tech innovations since 1985, I feel that we were better off without them” / „ogólnie rzecz biorąc, razem z mediami społecznościowymi, internetem i większością innowacji technologicznych od 1985 roku, uważam, że było nam bez nich lepiej.”
To ciekawa pozycja, używam, bo działa, ale wolałbym, żeby nie istniało.
Drew Long z Edynburga, 46 lat, ujmuje to inaczej. Uważa AI za „dobry pierwszy krok” w eksploracji tematu, ale nie substytut głębszej wiedzy. Sam zaczął od YouTube’a, żeby nauczyć się techniki ćwiczeń, a dopiero potem sięgnął po ChatGPT do konsultacji dietetycznych.
Co AI daje, a czego nie zastąpi
Z zebranych relacji wyłania się dość konkretna lista tego, w czym AI sprawdza się w kontekście fitnessu, i gdzie ma wyraźne limity:
- Planowanie treningów przy określonych celach i ograniczeniach zdrowotnych: duży plus
- Odpowiedzi na pytania o technikę i kontuzje: pomocne, ale wymagają weryfikacji
- Motywacja i śledzenie postępów: działa, o ile model utrzymuje „upbeat tone”
- Korekta techniki w czasie rzeczywistym: niemożliwa bez wizji
- Ocena ogólnego stanu zdrowia: poza zasięgiem modelu językowego
- Zastąpienie doświadczonego trenera przy poważnych celach sportowych: ryzykowne
Gerarda Cronin, 68-latka z Brytyjskiej Kolumbii, która rok temu dopiero nauczyła się nurkować głową pod wodę, dziś przepływa 2800 metrów tygodniowo. Używa aplikacji MySwimPro z AI i podkreśla, że łączy ją z zajęciami z prawdziwymi trenerami. „I think the two methods are complementary” / „Myślę, że obie metody się uzupełniają.” To chyba najbardziej rozsądny model ze wszystkich opisanych.
„Nienawidzę tego”
Na koniec warto oddać głos Susan Mulhall, 76-latce z Waszyngtonu, która nie owija w bawełnę: „I loathe and despise AI” / „Gardzę AI i go nienawidzę.” Dla niej AI na siłowni to źródło irytacji i izolacji.
Jej głos nie jest odosobniony. Nawet wśród tych, którzy AI używają, rzadko widać bezwarunkowy entuzjazm. To raczej pragmatyczne „działa wystarczająco dobrze” niż „zmieniło moje życie”.
I może właśnie taka postawa jest najbardziej dojrzała.
