Setki lokalnych społeczności w całych Stanach Zjednoczonych wypowiedziały wojnę centrom danych. To nie jest marginalny protest kilku aktywistów. To zorganizowany, dwupartyjny bunt, który w 2025 roku zablokował lub opóźnił inwestycje warte ponad 156 miliardów dolarów.
Kluczowe fakty:
- Według organizacji Data Center Watch, tylko w drugim kwartale 2025 roku sprzeciw wobec centrów danych wzrósł o 125 procent, a zablokowane lub opóźnione projekty osiągnęły wartość szacunkowo 98 miliardów dolarów.
- Aktywnie działa już 188 lokalnych grup sprzeciwu w 40 stanach USA, które od połowy 2024 roku zablokowały inwestycje warte 18 miliardów dolarów i opóźniły kolejne o wartości 46 miliardów dolarów.
- W badaniu Quinnipiac University 65 procent Amerykanów sprzeciwiło się budowie centrów danych AI w swoich społecznościach, a 72 procent z nich jako główny powód wskazało rosnące rachunki za energię elektryczną, które w niektórych obszarach wzrosły nawet o 267 procent między 2020 a 2025 rokiem.
I nabiera tempa.
Jak wygląda ten opór w liczbach
Zacznijmy od faktów, bo są naprawdę uderzające. Według organizacji Data Center Watch, tylko w drugim kwartale 2025 roku sprzeciw wobec centrów danych wzrósł o 125 procent. W samym tym kwartale zablokowano lub opóźniono projekty warte szacunkowo 98 miliardów dolarów, co stanowi więcej niż łączna suma ze wszystkich poprzednich kwartałów od 2023 roku.
Aktywnie działa już 188 lokalnych grup sprzeciwu w 40 stanach USA. Łącznie, od połowy 2024 roku, społeczna opozycja zablokowała inwestycje warte 18 miliardów dolarów i opóźniła kolejne o wartości 46 miliardów.
To nie są liczby z jakiegoś lobbystycznego raportu straszącego branżę. To efekt autentycznej, oddolnej mobilizacji ludzi, którym rachunki za prąd rosną szybciej niż pensje.
Czego boją się mieszkańcy
Powody sprzeciwu są konkretne. W badaniu Quinnipiac University z marca 2026 roku 65 procent Amerykanów sprzeciwiło się budowie centrów danych AI w swoich społecznościach. Spośród nich 72 procent jako główny powód wskazało rosnące rachunki za energię elektryczną, 64 procent obawy o zużycie wody, a 41 procent hałas.
Jedna z analiz Bloomberg wykazała, że w niektórych obszarach miesięczne ceny energii wzrosły nawet o 267 procent między 2020 a 2025 rokiem. I to nie jest tylko problem biedniejszych stanów czy odległych wsi. Northern Virginia, obszar z największą koncentracją centrów danych na świecie (ponad 400 obiektów, zasłużenie zwany „Data Center Alley”), od lat boryka się z podobnymi napięciami na lokalnym poziomie.
Zużycie energii elektrycznej przez centra danych na świecie wzrosło w 2025 roku o 17 procent, znacznie przekraczając ogólny wzrost globalnego popytu na poziomie 3 procent. Do 2030 roku konsumpcja ma się podwoić, a w przypadku obiektów zorientowanych na AI potroić.
Do tego dochodzi jeszcze jeden, mniej nagłaśniany problem: naukowcy szacują, że wzrost zanieczyszczenia powietrza związanego z centrami danych może prowadzić do nawet 1300 przedwczesnych zgonów rocznie do 2030 roku, przy koszcie rzędu 20 miliardów dolarów rocznie.
Sanders i AOC idą na wojnę z Big Techem
Senator Bernie Sanders i kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez ogłosili projekt ustawy „Artificial Intelligence Data Center Moratorium Act”, który nałożyłby federalne moratorium na nowe centra danych AI do czasu ustanowienia silnych krajowych zabezpieczeń.
Projekt jest ambitny. Ustawa nałożyłaby ogólnokrajowy zakaz budowy lub rozbudowy nowych lub istniejących centrów danych z zapotrzebowaniem na moc 20 megawatów lub więcej, dopóki nie zostaną wprowadzone odpowiednie regulacje.
Sanders nie gryzł się w język:
„AI and robotics are creating the most sweeping technological revolution in the history of humanity. The scale, scope and speed of that change is unprecedented. Congress is way behind where it should be in understanding the nature of this revolution and its impacts.” / „AI i robotyka tworzą najbardziej przełomową rewolucję technologiczną w historii ludzkości. Skala, zakres i tempo tej zmiany są bezprecedensowe. Kongres jest daleko w tyle, jeśli chodzi o zrozumienie natury tej rewolucji i jej skutków.”
AOC poszła jeszcze dalej:
„Congress has a moral obligation to stand with the American people and stop the expansion of these data centers until we have a framework to adequately address the existential harm AI poses to our society. We must choose humanity over profit.” / „Kongres ma moralny obowiązek stanąć po stronie Amerykanów i zatrzymać rozbudowę tych centrów danych, dopóki nie mamy ram, by odpowiednio zająć się egzystencjalną szkodą, jaką AI wyrządza naszemu społeczeństwu. Musimy wybrać człowieczeństwo ponad zysk.”
Eksperci są zgodni, że ustawa nie ma szans na uchwalenie w obecnym Kongresie. Ale pokazuje głębię obaw, jakie wielu progresywistów żywi wobec rosnącej roli centrów danych i sztucznej inteligencji.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Rozumiem frustrację Sanders i AOC, ale moratorium federalne to broń masowego rażenia wymierzona w problem, który wymaga chirurgicznej precyzji. Z jednej strony mają rację: rachunki za prąd rosną, środowisko cierpi, a społeczności lokalne nie mają żadnego realnego głosu w tym, co ląduje za ich płotem. To są prawdziwe problemy. Z drugiej strony, zamrożenie całej infrastruktury AI to ryzyko, którego konsekwencje wykraczają daleko poza Silicon Valley.
Stawiam pytanie, które mnie naprawdę niepokoi: czy kraje, które nie mają takich skrupułów, bo Chiny akurat nie przeprowadzają referendów lokalnych w sprawie centrów danych, nie wyjdą z tego wyścigu zwycięsko? I czy za kilka lat nie okaże się, że „humanistyczna” pauza Ameryki była prezentem dla jej rywali strategicznych?
Nie mówię, że trzeba budować bez ograniczeń. Mówię, że brak regulacji i moratorium to dwa różne, oba złe skrajności.
Maine jako pierwszy stan mówi „stop”. I zaraz się wycofuje.
Historia Maine to osobna, wiele mówiąca opowieść o tym, jak trudno jest w praktyce zahamować ten pociąg.
Maine Senate w głosowaniu z 14 kwietnia 2026 roku uchwaliła pierwszą w kraju ustawę zakazującą budowy dużych centrów danych w stanie do listopada 2027 roku. Ustawa LD 307 nakłada moratorium na centra danych o zapotrzebowaniu na moc 20 megawatów lub więcej.
Brzmi jak przełom. Ale:
Gubernator Janet Mills zawetowała projekt 24 kwietnia 2026 roku. Choć w swoim liście przyznała, że moratorium „jest właściwe ze względu na skutki ogromnych centrów danych w innych stanach”, stwierdziła, że ostateczna wersja ustawy nie uwzględnia konkretnego projektu w mieście Jay, który cieszy się silnym poparciem lokalnej społeczności i regionu.
Czyli moratorium tak, ale tylko jeśli nie blokuje projektów, które lokalni politycy już popierają. Klasyczna polityka.
- Stan Maine rozpatrywał zakaz budowy obiektów powyżej 20 MW
- Ustawa przeszła przez legislaturę z poparciem obu partii
- Gubernatorka, demokratka ubiegająca się o fotel senatora, zawetowała ze względu na jeden konkretny projekt w Jay
- Inne proponowane inwestycje w Maine obejmują projekt za 5 miliardów dolarów w Wiscasset (zawieszony po sprzeciwie społeczności) oraz centrum danych za 300 milionów w Lewiston (odrzucone przez radę miejską)
Czy da się to pogodzić?
Branża oczywiście nie siedzi cicho. Data Center Coalition, branżowe lobby, argumentuje, że centra danych „napędzają nowoczesne życie: telemedycynę, klasy cyfrowe” i generują miejsca pracy oraz przychody podatkowe. Argument brzmi przekonująco, ale jest jeden problem: firmy wybierające lokalizacje pod centra danych często celują w obszary z tanią nieruchomością i słabszymi władzami lokalnymi, przy dużych zbiornikach wodnych, i regularnie uzyskują ulgi podatkowe od stanów i samorządów.
Jak zauważają analitycy AEI, moratoriums są „tępymi narzędziami skierowanymi w słabo zdefiniowany cel”, bo obejmują znacznie więcej niż tylko gigantyczne obiekty AI, a nie oferują żadnego mechanizmu rozwiązania problemów z siecią energetyczną i wodą.
Pytanie, które wisi w powietrzu, brzmi: czy Big Tech, widząc rosnący opór w USA, nie przeniesie kolejnych inwestycji do Europy, gdzie regulacje też są trudne, lub do krajów, gdzie nie są trudne wcale?
Na razie odpowiedź brzmi: patrz na Polskę, gdzie ta dyskusja dopiero raczkuje.
