Od 2 sierpnia przepisy o przejrzystości z artykułu 50 AI Act obowiązują wprost, a Komisja Europejska wraz z krajowymi organami nadzoru ma prawo je egzekwować. Miesiąc później nie ma jeszcze ani jednego postępowania przeciwko firmie objętej rozporządzeniem, choć Biuro AI może już występować o informacje i o dostęp do modeli.
- Od 2 sierpnia 2026 roku zaczęły obowiązywać przepisy o przejrzystości z artykułu 50 AI Act, nakładające m.in. obowiązek informowania użytkowników o interakcji z maszyną, oznaczania deepfake'ów oraz treści generowanych przez AI znacznikiem czytelnym maszynowo.
- Za naruszenie nowych przepisów grozi kara do 15 milionów euro lub 3 procent światowego rocznego obrotu – w zależności od tego, która kwota jest wyższa.
- Miesiąc po wejściu przepisów w życie nie wszczęto jeszcze żadnego postępowania przeciwko firmom objętym rozporządzeniem, choć Biuro AI ma już uprawnienia do żądania informacji i dostępu do modeli.
To pierwszy moment, w którym unijne prawo o sztucznej inteligencji przestało być projektem na przyszłość. Ashley Gold z Axios opisała to prosto: Bruksela dopiero teraz sprawdzi, czy potrafi zamienić własny podręcznik regulacyjny w reguły, których firmy są w stanie realnie przestrzegać.
Co dokładnie zaczęło obowiązywać 2 sierpnia
Zestaw obowiązków jest węższy, niż sugerowały wcześniejsze zapowiedzi, ale dotyka znacznie większej liczby podmiotów niż przepisy o systemach wysokiego ryzyka. Chodzi o cztery rzeczy:
- chatboty i inne systemy prowadzące interakcję z człowiekiem muszą informować użytkownika, że rozmawia z maszyną, a nie z człowiekiem
- deepfake’i, czyli obrazy, wideo i audio wygenerowane lub zmodyfikowane przez AI, muszą być oznaczone
- treści generowane przez AI muszą mieć oznaczenie czytelne maszynowo, umożliwiające automatyczne wykrycie pochodzenia
- systemy rozpoznawania emocji i kategoryzacji biometrycznej muszą informować osoby, które im podlegają
Komisja przyjęła wytyczne do tych obowiązków 20 lipca 2026 roku. Za naruszenie grozi kara do 15 milionów euro albo 3 procent światowego rocznego obrotu, w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Jedyne odroczenie dotyczy oznaczania maszynowego dla systemów generatywnych wprowadzonych do obrotu przed 2 sierpnia. One mają czas do 2 grudnia 2026 roku. Wszystko, co weszło na rynek później, musi być zgodne od pierwszego dnia.
Prawnicy nie owijają w bawełnę
Patrick Van Eecke, partner w brukselskim biurze Cooley, który doradza firmom w zakresie zgodności z AI Act, w rozmowie z Axios ocenił rozporządzenie krótko: „To bałaganiarski akt prawny” / „This is a messy piece of legislation”.
Jego zdaniem 2 sierpnia był momentem, od którego zwykli użytkownicy zaczną odczuwać skutki rozporządzenia, bo zaczną dostawać komunikaty o tym, że oglądają materiał wygenerowany przez maszynę.
Amy Worley, dyrektor zarządzająca i inspektor ochrony danych w Berkeley Research Group, patrzy na to inaczej. W jej ocenie technologia rozwija się tak szybko, że jakikolwiek standard jest lepszy niż jego brak, a unijne rozporządzenie na razie jako jedyne taki standard dostarcza. Zwróciła też uwagę na coś, o czym w dyskusji o AI Act mówi się rzadko: znakowanie treści może posłużyć firmom jako linia obrony w sporze sądowym, nie tylko jako obowiązek regulacyjny.
Znaki wodne stały się produktem, nie deklaracją
Najbardziej widocznym efektem nowych przepisów jest to, co dostawcy modeli zaczęli robić z własnym kodem. Anthropic zapowiedział, że przyszłe modele Claude’a będą generować tekst zawierający znak wodny, i wprost wskazał AI Act jako powód. Firma opisała mechanizm w materiale z 14 sierpnia: oznaczenie opiera się na metodzie SynthID-Text opublikowanej przez Google DeepMind w „Nature” w 2024 roku i polega na zmianie źródła losowości przy wyborze kolejnego słowa. Dla czytelnika tekst z oznaczeniem jest nie do odróżnienia od tekstu bez niego, nie powstają dodatkowe tokeny, nie ma ukrytych znaków, a sam znak nie niesie żadnej informacji o użytkowniku ani jego organizacji. Anthropic zapowiedział też API do wykrywania znaku wodnego. Pisaliśmy o tym szerzej w tekście Anthropic wszywa niewidzialny znak wodny w teksty Claude’a.
Anthropic nie jest sam. Google i Meta zadeklarowały w lipcu rozwijanie narzędzi przejrzystości i znakowania, Meta zapowiedziała współpracę z Biurem AI, żeby jej podejście do zgodności pozostało praktyczne i możliwe do zintegrowania z innymi. OpenAI publikuje streszczenia danych treningowych i osadza sygnały pochodzenia w generowanych treściach. Microsoft poszedł w stronę wewnętrznego ładu korporacyjnego i zarządzania ryzykiem.
Kodeks praktyk w zakresie przejrzystości treści generowanych przez AI, opublikowany przez Komisję 10 czerwca 2026 roku, do końca lipca podpisało około 190 organizacji. Mniej więcej połowa z nich to małe firmy. Dokument jest dobrowolny, ale sygnatariusze zyskują domniemanie zgodności i łagodniejsze podejście organów, a ci, którzy go nie podpisali, muszą wykazać zgodność samodzielnie i realnie muszą się liczyć z większą liczbą wezwań do przekazania informacji.
Zastanawiam się, czy nie oceniamy tego rozporządzenia po niewłaściwym kryterium. Przez półtora roku wszyscy pytali, kiedy Bruksela kogoś ukarze. Tymczasem najwięcej wydarzyło się bez jednej decyzji administracyjnej: pięciu największych dostawców modeli przebudowało sposób generowania tekstu i plików, bo tak było prościej niż udowadniać zgodność inną drogą. Anthropic wdrożył znakowanie globalnie, bo nie miał trwałego sposobu ograniczenia go do jednego regionu. To dokładnie ten mechanizm, który dwadzieścia lat temu wypchnął europejskie normy motoryzacyjne poza Europę.
Druga strona tej samej monety mnie niepokoi. Rozporządzenie, o którym doradzający przy nim prawnik mówi, że jest bałaganiarskie, będzie egzekwowane przez organ, który dopiero się organizuje, wobec firm, które nie zawsze wiedzą, czy są dostawcą, czy podmiotem stosującym. Znak wodny nie mówi, kto napisał tekst. Mówi tylko, że dany model prawdopodobnie brał w tym udział. Pytanie, co się stanie, gdy pracodawca, uczelnia albo sąd potraktuje ten sygnał jako dowód, a nie jako przesłankę.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Czy Bruksela wyznaczy standard dla reszty świata
Argument, który przewija się w rozmowach z prawnikami, brzmi tak: AI Act nie musi zostać skopiowany, żeby zadziałał. Wystarczy, że firmy potraktują go jako domyślny punkt odniesienia dla przejrzystości i zarządzania ryzykiem, a Unia ukształtuje globalne reguły również tam, gdzie jej prawo nie sięga. Wdrożenie po stronie firm bywa chaotyczne, ale to, gdzie ostatecznie osiądzie poziom zgodności, będzie miało wpływ na sposób działania tych firm na całym świecie.
Ale trzeba pamiętać, że to dopiero pierwsza rata. Przepisy o systemach wysokiego ryzyka, czyli te dotyczące edukacji, biometrii, migracji, zatrudnienia czy oceny zdolności kredytowej, zostały przesunięte na 2 grudnia 2027 roku. Wysokie ryzyko wbudowane w produkty regulowane osobnymi przepisami wchodzi dopiero 2 sierpnia 2028 roku. Pełny wpływ rozporządzenia da się ocenić najwcześniej za dwa lata.
W drugą stronę pakiet zmian idzie szybciej. Od 2 grudnia 2026 roku zakazane będą systemy generujące materiały o charakterze seksualnym bez zgody osoby przedstawionej oraz materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci.
W Polsce nadzorca istnieje na papierze, kary ruszają 28 października
Tu robi się ciekawie, bo polski harmonogram nie pokrywa się z unijnym. Ustawa z 3 lipca 2026 roku o systemach sztucznej inteligencji została ogłoszona w Dzienniku Ustaw 27 lipca pod pozycją 1003, a jej zasadnicza część weszła w życie 11 sierpnia. Powołuje Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, w skład której wchodzą przedstawiciele wskazani przez Prezesa UOKiK, KNF, KRRiT i Prezesa UKE. Przewodniczącego powołuje Sejm za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję.
Uprawnienia do prowadzenia kontroli i nakładania kar KRiBSI zyska 28 października 2026 roku. Ale ze względu na terminy obsadzenia stanowisk Komisja realnie zacznie pracować najwcześniej w listopadzie. Odwołania od jej decyzji trafiają do Sądu Okręgowego w Warszawie, a kwoty w euro przelicza się po średnim kursie NBP z 28 stycznia danego roku.
Skala problemu jest większa, niż wynikałoby to z liczby firm budujących własne modele. Według badania NBP „Szybki Monitoring” narzędzia AI wykorzystuje 42 procent polskich przedsiębiorstw w drugim kwartale 2026 roku, wobec 14 procent na koniec 2024 roku. W dużych firmach to 59 procent, w mikro i małych 28 procent. Przepisy artykułu 50 obejmują nie tylko dostawców, ale też podmioty stosujące, czyli każdą firmę, która publikuje zawodowo treści wygenerowane przez cudze narzędzie. Jednocześnie badania cytowane przez Factorial pokazują, że formalną strategię wykorzystania AI ma nieco ponad połowa polskich firm, a 16 procent zaczęło wdrażać wewnętrzne zasady i przerwało ten proces.
Czyli mamy rynek, na którym adopcja narzędzi rośnie trzykrotnie w półtora roku, a przygotowanie organizacyjne zostaje w tyle. Do listopada nikt tego nie skontroluje. Potem już tak.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym artykułu Ashley Gold w Axios z dnia 28.08.2026, komunikatu Komisji Europejskiej o wejściu w życie obowiązków przejrzystości oraz materiału Anthropic o działaniu znaku wodnego w tekstach Claude’a z 14.08.2026. Wykorzystano również analizy kancelarii Cooley i Goodwin, dane Narodowego Banku Polskiego z badania „Szybki Monitoring” za drugi kwartał 2026 roku, tekst ustawy z 3 lipca 2026 roku o systemach sztucznej inteligencji (Dz.U. 2026 poz. 1003) oraz wcześniejsze materiały redakcji AIPORT.pl. Cytat Patricka Van Eecke, partnera w kancelarii Cooley, został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o egzekwowaniu AI Act i o uruchomieniu KRiBSI.
