YouTube oficjalnie udostępnia swoje własne narzędzie do wykrywania deepfake’ów wszystkim zainteresowanym z branży rozrywkowej. Aktorzy, muzycy, sportowcy i twórcy – niezależnie od tego, czy mają kanał na platformie – mogą teraz zgłosić się do systemu i chronić swój wizerunek przed nieautoryzowanym wykorzystaniem.
Dwa „oh shit moments” w ciągu pół roku
Branża rozrywkowa przeżyła w ostatnich miesiącach dwa momenty, które zmieniły postrzeganie zagrożeń związanych z deepfake’ami. Najpierw, jesienią ubiegłego roku, użytkownicy aplikacji Sora od OpenAI zaczęli masowo tworzyć materiały z wizerunkami znanych aktorów i postaci historycznych – w tym Martina Luthera Kinga Jr. OpenAI ostatecznie zareagowało, ale zanim to nastąpiło, szkody wizerunkowe były już faktem. Potem, w lutym, chińskie narzędzie Seedance 2.0 zaserwowało światu wiralne wideo przedstawiające fikcyjną walkę Brada Pitta z Tomem Cruise’em na szczycie wieżowca.
Prezes MPA Charles Rivkin nie owijał w bawełnę: „In a single day, the Chinese AI service Seedance 2.0 has engaged in unauthorized use of U.S. copyrighted works on a massive scale” / „W ciągu jednego dnia chiński serwis AI Seedance 2.0 dopuścił się nieautoryzowanego wykorzystania amerykańskich dzieł chronionych prawem autorskim na masową skalę.”
To właśnie ten film stał się dla Hollywood sygnałem alarmowym. Deepfake’i nie są już abstrakcyjnym zagrożeniem – są tutaj i rozwijają się w tempie, które trudno nadążyć.
Jak działa narzędzie YouTube?
System opiera się na mechanizmie podobnym do Content ID – platformy, którą YouTube od lat wykorzystuje do identyfikowania materiałów naruszających prawa autorskie. Tym razem jednak chodzi o wizerunek, nie o utwór muzyczny.
Mechanizm działania jest stosunkowo prosty:
- Celebryta, twórca lub osoba publiczna (albo jej agentka, manager lub prawnik) zapisuje się do systemu
- Przesyła swoje nagranie/wizerunek jako cyfrową replikę
- System automatycznie skanuje YouTube i flaguje potencjalne naruszenia
- Zespół danej osoby decyduje: zostawić czy zgłosić do usunięcia
Co ważne – zgłoszenie usunięcia nie gwarantuje, że YouTube faktycznie skasuje dany materiał. Platforma chroni treści satyryczne i parodystyczne, które mają długą tradycję na serwisie. Usunięte będą natomiast materiały zawierające tzw. „content replacement” – czyli treści, które bezpośrednio konkurują z oryginalną twórczością danej osoby.
Komentarz redaktora
YouTube zrobił coś, czego wiele firm technologicznych unika – wzięło odpowiedzialność, zanim zostało do tego zmuszone. To rzadkość. Narzędzie jest bezpłatne, dostępne nawet dla osób bez kanału na platformie i – co kluczowe – daje twórcom i celebrytom pewien poziom kontroli, który wcześniej po prostu nie istniał. Ale są też pytania, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi. Kto decyduje o granicy między parodią a naruszeniem wizerunku? Czy algorytm rozróżnia satyrę od dezinformacji? I skąd pewność, że cyfrowe repliki przesłane do systemu nie będą kiedyś wykorzystane w innym celu? Na dziś YouTube oferuje ubezpieczenie od pożaru – i dobrze. Ale reguły gry w dłuższej perspektywie wciąż są pisane.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Pilotaż z CAA i co z niego wynikło
YouTube testował narzędzie od końca 2024 roku we współpracy z agencją CAA. Alex Shannon, szef strategicznego rozwoju CAA, przyznaje wprost, że większość naruszeń wychodzi na jaw przypadkowo – i najczęściej za późno: „Frankly, by the time most of this AI-generated content featuring our clients like this is found, oftentimes it’s by happenstance. And then on top of that, by the time it’s discovered, a lot of the reputational damage has already been done.” / „Szczerze mówiąc, do czasu gdy większość generowanych przez AI materiałów z naszymi klientami zostaje wykryta, dzieje się to zazwyczaj przez przypadek. A w momencie odkrycia, wiele szkód wizerunkowych jest już zrobionych.”
Ciekawostka z pilotażu: wbrew pozorom większość twórców, których wizerunki pojawiały się w cudzych filmach, zdecydowała się nie usuwać tych materiałów. Fanowskie filmiki i przeróbki okazały się w dużej mierze pozytywne. Lesley Silverman z UTA ujmuje to trzeźwo: rzecz nie w tym, żeby kasować wszystko, ale żeby w ogóle wiedzieć, co się dzieje.
Pytanie o monetyzację: kto zarobi na twoim wizerunku?
To temat, który już teraz spędza sen z powiek agentom i prawnikom. Content ID pozwala właścicielom praw nie tylko usuwać naruszające materiały, ale też je monetyzować – zarabiając na reklamach z cudzych filmów. Czy podobna opcja pojawi się kiedyś przy deepfake’ach?
Mary Ellen Coe, dyrektor ds. biznesowych YouTube, nie wyklucza takiej możliwości, ale stawia na jasne priorytety: „We need to really focus on this foundational layer of responsibility and protection, and then we will think about rightsholders, and how do we think about monetization” / „Musimy skupić się na tej podstawowej warstwie odpowiedzialności i ochrony, a dopiero potem pomyślimy o właścicielach praw i o tym, jak podejść do monetyzacji.”
CAA posuwa się już dalej i prowadzi projekt o nazwie „CAA Vault” – cyfrowy sejf przechowujący wizerunki klientów z myślą o przyszłych możliwościach monetyzacji.
Hollywood niejednoznacznie wobec deepfake’ów
Nie wszystko jest czarno-białe. Pam Abdy, współdyrektorka wykonawcza Warner Bros. Pictures, pytana o fanowskie AI-trailers do nadchodzącej kontynuacji Practical Magic, stwierdziła, że w sumie to dla niej ekscytujące – bo znaczy, że ludzie chcą uczestniczyć w filmie. Sandra Bullock, gwiazda tej produkcji, ujęła to po swojemu: „It’s here. We have to observe it. We have to understand it. We have to lean into it… I mean, we have to be incredibly cautious and aware of it because there are people who will use it for evil and not good.” / „To jest tutaj. Musimy to obserwować. Musimy to rozumieć. Musimy się w to zaangażować… To znaczy, musimy być niesamowicie ostrożni i świadomi, bo są ludzie, którzy będą to wykorzystywać dla zła, a nie dla dobra.”
Co znamienne, CAA zainwestowała w dwie firmy działające w branży deepfake’ów: Metaphysic i Deep Voodoo. Branża nie tyle walczy z technologią, ile stara się ją oswoić.
Mary Ellen Coe podsumowuje to trafną metaforą: narzędzie do ochrony wizerunku to jak polisa ubezpieczeniowa od pożaru. Nie myślisz o niej, dopóki dom nie stanie w płomieniach. A potem jest za późno, żeby tego żałować.
