Zielona transformacja już teraz zmienia warunki gry dla polskich firm i sektora bankowego. Rosnące koszty energii, nowe kryteria oceny zdolności kredytowej, a do tego sztuczna inteligencja jako potencjalny hamulec presji cenowej – tak wygląda polska gospodarka według Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole.
Kluczowe fakty:
- Sztuczna inteligencja może działać dezinflacyjnie poprzez podnoszenie produktywności i automatyzację zadań, szczególnie w sektorze usług finansowych, IT i obsługi klienta.
- Banki wprowadzają limity portfelowe na finansowanie budynków o niskiej efektywności energetycznej oraz oferują preferencyjne kredyty hipoteczne dla "zielonych" nieruchomości.
- Koszty transformacji energetycznej są już częściowo wbudowane w inflację, a system ETS2 dla budynków i transportu może istotnie podnieść koszty ogrzewania i paliw dla gospodarstw domowych.
Borowski uczestniczy w cyklu rozmów POLSIF i Bankier.pl z czołowymi ekonomistami polskich banków o wpływie zrównoważonego rozwoju na gospodarkę. Jego diagnoza jest trzeźwa: jesteśmy już w środku zmiany, nie u jej progu.
AI kontra inflacja. Czy to możliwe?
Jeden z bardziej zaskakujących wątków rozmowy dotyczy sztucznej inteligencji jako czynnika dezinflacyjnego. Borowski przekonuje, że wdrażanie narzędzi AI przyczynia się do zmniejszenia presji inflacyjnej, szczególnie w sektorze usług. Mechanizm jest prosty: AI podnosi produktywność, automatyzuje powtarzalne zadania, obniża koszty operacyjne i przesuwa pracowników w kierunku działań o wyższej wartości dodanej.
To szczególnie istotne w kontekście polskiej demografii. Kraj kurczy się pracowniczo, a gospodarka musi wytwarzać coraz więcej przy coraz mniejszym zasobie rąk do pracy. Borowski wskazuje, że AI może w tym pomóc, choć od razu zastrzega: to nie będzie rewolucja. Ewolucja, nie przełom.
Pierwsze korzyści będą widoczne w sektorach najbardziej podatnych na cyfryzację:
- finanse i bankowość
- usługi biznesowe i IT
- prawo
- obsługa klienta
Banki widzą dla siebie szczególny potencjał w szybszej analizie ryzyka kredytowego, automatyzacji procesów KYC (Know Your Customer, czyli procedury weryfikacji tożsamości klienta), wykrywaniu nadużyć i personalizacji usług.
AI w bankach: narzędzie pomocnicze, nie decydent
Borowski nie epatuje jednak technooptymizmem. Wprost zaznacza, że technologii AI nie należy traktować jako narzędzia, które samodzielnie rozstrzyga o ocenie całych portfeli kredytowych. Decyzje muszą być wytłumaczalne i weryfikowalne. Jeśli bank opiera ocenę ryzyka na algorytmie, którego sam nie rozumie, generuje nowe kategorie zagrożeń: reputacyjne, regulacyjne i modelowe.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: To bardzo rozsądne postawienie sprawy. Entuzjazm wokół AI w finansach jest zrozumiały, bo korzyści są realne. Ale warto pamiętać, że sektor bankowy to jeden z najbardziej regulowanych obszarów gospodarki. Model, który daje trafne wyniki, ale nie potrafi ich wyjaśnić, nie przejdzie przez sito nadzoru finansowego. I słusznie. Automatyzacja decyzji kredytowych bez ludzkiej kontroli to nie jest po prostu „ryzyko technologiczne” – to ryzyko systemowe. Z drugiej strony, jeśli banki będą stosować AI z odpowiednią ostrożnością, mogą rzeczywiście stać się bardziej precyzyjne w ocenie klientów, co ostatecznie może działać na korzyść tych, którzy dziś są niesłusznie odrzucani przez zbyt uproszczone modele scoringowe. Kluczowe pytanie brzmi: kto będzie nadzorował jakość tych modeli i na jakiej podstawie?
Zielone i brązowe: dwa prędkości finansowania
Równolegle z tematem AI, Borowski rysuje wyraźny obraz zmieniającego się krajobrazu kredytowego. Banki zaczynają różnicować warunki finansowania w zależności od tego, jak „zielony” jest klient lub jego nieruchomość. Na razie różnice w marżach są umiarkowane, ale kierunek jest wyraźny.
Credit Agricole ma w ofercie produkt „Zielony Dom” z obniżoną marżą względem standardowej hipoteki. Podobne rozwiązania stosują inne banki. Ale to co mniej znane: banki wprowadzają limity portfelowe na finansowanie budynków o niskiej efektywności energetycznej. Innymi słowy, klient może mieć pełną zdolność kredytową i mimo to spotkać się z odmową, bo nieruchomość, którą chce kupić lub wyremontować, po prostu „nie przejdzie” przez kryteria ESG banku.
To istotna zmiana, o której większość Polaków jeszcze nie wie.
Transformacja wbudowana w inflację
Borowski nie unika trudnych wniosków. Koszty transformacji energetycznej są już częściowo wbudowane w inflację i ścieżkę stóp procentowych, choć precyzyjne ich wyodrębnienie jest trudne. Rosnące ceny energii, koszty uprawnień do emisji CO2, wyższe koszty finansowania zielonych inwestycji – to wszystko działa proinflacyjnie w krótkim okresie.
Szczególnym ryzykiem pozostaje ETS2, czyli system handlu emisjami dla budynków i transportu, który może istotnie podnieść koszty ogrzewania i paliw dla gospodarstw domowych. Data jego wejścia w życie była już raz przesuwana, ale presja unijnego harmonogramu pozostaje.
W dłuższym horyzoncie obraz jest bardziej optymistyczny: mniejsza zależność od importowanych paliw, większa odporność na szoki surowcowe, wyższy PKB napędzany inwestycjami. Ale droga do tego stanu jest kosztowna.
Firmy potrzebują przewidywalności, nie tylko ambicji
Zapytany o jeden postulat do rządu, Borowski wskazuje bez wahania: przewidywalność regulacyjna. Firmy nie odkładają inwestycji, bo nie chcą się transformować. Odkładają je, bo nie wiedzą, jakie zasady będą obowiązywać za trzy, pięć czy dziesięć lat. Niepewność regulacyjna podnosi koszt kapitału i ogranicza innowacyjność – nawet jeśli przedsiębiorstwo ma zarówno środki, jak i chęci.
To dobry punkt wyjścia do szerszej rozmowy o tym, jak Polska powinna przechodzić przez zieloną transformację. Nie jako kraj, który kopiuje ścieżki innych, ale jako gospodarka szukająca własnego, pragmatycznego tempa zmian.
