Przez całe lato Amerykanie kłócili się nie o to, która piosenka jest przebojem sezonu, tylko o to, czy w ogóle została nagrana przez człowieka. Fenix Flexin, raper z Los Angeles, po dwóch miesiącach zaprzeczeń przyznał, że jego „Rubberz” powstało w generatorze muzyki Treblo, a utwór zdążył w tym czasie dojść do 58. miejsca na Billboard Hot 100.
Kluczowe fakty:
- Raper Fenix Flexin przez dwa miesiące zaprzeczał, że jego utwór „Rubberz" został stworzony przez AI, jednak ostatecznie przyznał, że powstał w generatorze muzyki Treblo. W tym czasie piosenka zdążyła dotrzeć do 58. miejsca na Billboard Hot 100.
- Producent Medasin ujawnił, że do stworzenia utworu wystarczyły dwa polecenia wpisane do darmowego generatora Treblo – narzędzie wygenerowało kompozycję z niemal identycznymi wersami i parami rymów jak w „Rubberz".
- Firma Treblo udostępniła narzędzie do wykrywania własnych generacji, które po wgraniu „Rubberz" wskazało, że utwór pochodzi z jej modelu, przy deklarowanym wskaźniku fałszywych alarmów poniżej jednego na dziesięć tysięcy.
Zacznijmy od tego, że „Rubberz” brzmi źle. Nie w sensie kontrowersyjnym, tylko po prostu źle: to synthpopowa pastisz z lat osiemdziesiątych, z wokalem stylizowanym na brytyjski akcent, który krytycy porównywali do Morrisseya, a złośliwsi do parodii Men at Work. Fenix przez lata nagrywał trap w duecie Shoreline Mafia. Tu nagle śpiewa cudzym głosem, w cudzej konwencji, i coś się w tym nie zgadza.
Dwa miesiące zaprzeczeń i jedno nagranie, które wszystko zmieniło
Podejrzenia pojawiły się jeszcze przed premierą, na podstawie fragmentów, które raper wrzucał do sieci. Fenix i producent podpisany jako Purps on the Beat konsekwentnie zaprzeczali. W wywiadzie dla RapTV raper tłumaczył, że po prostu potrafi mówić z brytyjskim akcentem i mógłby w nim nagrać cały album.
Sprawę rozstrzygnął producent Medasin, który na początku sierpnia opublikował rozbiór utworu. Pokazał, że wystarczyły dwa oczywiste polecenia wpisane do darmowego generatora Treblo (wcześniej działającego pod nazwą Sonauto), żeby dostać kompozycję z tymi samymi parami rymów i niemal identycznymi wersami. Gdy Fenix odpowiedział zrzutami ekranu z sesji w programie do nagrywania, Medasin wykazał, że materiał wygenerowany przez AI też da się rozłożyć na osobne ślady.
Kilka dni później Treblo udostępniło narzędzie do wykrywania własnych generacji. Po wgraniu „Rubberz” wskazało, że utwór pochodzi z ich modelu, przy deklarowanym przez firmę wskaźniku fałszywych alarmów poniżej jednego na dziesięć tysięcy. Współzałożyciel Treblo Ryan Tremblay skomentował to bez cienia zażenowania: „Ktoś najwyraźniej wykorzystał nasz model, żeby znaleźć brzmienie” / „Someone appears to have used our model to find a sound”. Fenix skapitulował na Instagramie: „nigdy nie mówiłem, że nie użyłem AI” / „never said I didn’t use AI”, dodając, że nagrywanie wyglądało tak samo jak zawsze.
Efekt: ponad 35 milionów odtworzeń na Spotify i pierwszy w pełni wygenerowany utwór w historii Hot 100.
Wytwórnie zdążyły z propozycją na dwa tygodnie przed przyznaniem się
29 lipca koalicja niemal tuzina wytwórni, z Universal Music Group, Sony Music i Warner Music Group na czele, wystąpiła do firm prowadzących listy przebojów z propozycją nowych zasad. Nie chodzi o zakaz. Chodzi o trzy warunki, które utwór musi spełnić, żeby w ogóle mógł być notowany:
- musi być w przeważającej części dziełem człowieka, a AI może pełnić wyłącznie rolę pomocniczą
- narzędzie AI użyte przy produkcji musi być legalne i mieć odpowiednie licencje, czyli nie może być trenowane na cudzym katalogu bez zgody
- utwór nie może budzić podejrzeń o oszustwa streamingowe ani sztuczne napędzanie pozycji
Pod propozycją podpisały się też mniejsze firmy: BMG, Believe, Concord, Dirty Hit, Glassnote, HYBE, Mom+Pop i Partisan. Propozycja przyszła kilka tygodni po tym, jak RIAA, IFPI, Grammy i SAG-AFTRA zaproponowały wspólny system oznaczeń dla nagrań z AI.
Haczyk tkwi w drugim warunku. Warner dogadał się z Suno i z Udio, Universal z Udio, a Sony wciąż procesuje się z obydwoma. Trzy firmy, które podpisały ten sam dokument, nie mają wspólnego zdania na temat tego, które generatory są „odpowiednio autoryzowane”. Sygnatariusze wypuścili więc kryterium, którego same nie potrafią jednolicie zastosować.
Rozumiem odruch wytwórni i uważam, że co do zasady mają rację. Lista przebojów jest instytucją zaufania publicznego w branży muzycznej i jeśli przestanie cokolwiek mierzyć, straci sens. Ale mam z tą propozycją dwa problemy. Pierwszy: „w przeważającej części dziełem człowieka” to kryterium, którego nikt nie umie zmierzyć, a Deezer i Ipsos pokazali, że 97 procent słuchaczy nie słyszy różnicy. Drugi jest poważniejszy. Te same wytwórnie, które chcą wypchnąć AI z list, równolegle podpisują umowy z Nvidią, Spotify, Stability AI i Suno. To nie hipokryzja, to strategia: chodzi o to, żeby generatywna muzyka istniała na ich licencji i pod ich kontrolą, a nie żeby przestała istnieć. Sprawdziłem daty i kolejność wydarzeń, i wychodzi mi, że branża nie walczy z AI. Branża walczy o to, kto będzie pobierał opłatę.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Deezer policzył skalę i liczby są nieprzyzwoite
Francuska platforma jako pierwsza zaczęła wykrywać i oznaczać nagrania generowane maszynowo, dzięki czemu ma najlepsze dane na rynku. W czerwcu 2026 roku trafiało do niej około 90 tysięcy w pełni syntetycznych utworów dziennie, czyli w szczytowych momentach ponad połowę wszystkich nowych plików. Rok wcześniej było ich 10 tysięcy.
I teraz najciekawsze. Ta lawina odpowiada za od 1 do 3 procent odtworzeń. Deezer twierdzi, że 85 procent tych odtworzeń pochodzi z oszustw i nie jest rozliczane. Sama platforma wyklucza wykryte nagrania z playlist redakcyjnych i rekomendacji algorytmicznych, przez co ich zasięg organiczny praktycznie nie istnieje. W samym 2025 roku oznaczono tam ponad 13,4 miliona takich nagrań.
To nie jest rewolucja w słuchaniu. To jest problem dystrybucji i wyłudzeń tantiem, w którym „Rubberz” jest wyjątkiem, bo naprawdę znalazł publiczność.
Słuchacze nie rozpoznają, ale i tak nie chcą
W badaniu Deezera i Ipsos 97 procent uczestników nie odróżniło muzyki wygenerowanej od nagranej przez ludzi. Jednocześnie 80 procent uznało, że w pełni syntetyczne utwory powinny być wyraźnie oznaczane, a 52 procent, że nie powinny trafiać na główne listy przebojów obok nagrań ludzkich. Raport firmy Luminate pokazał z kolei, że 44 procent amerykańskich respondentów rzadziej sięgnie po utwór, jeśli wie, że powstał z udziałem generatywnej AI. Najbardziej nieufne są pokolenia Z i Alfa, czyli dokładnie ta grupa, na której branża opiera przyszłe przychody.
Artyści reagują ostrzej. SZA powiedziała magazynowi i-D: „Czuję się, jakbym była na wojnie przez AI” / „I feel like I’m at war because of AI”. Protestowali między innymi Billie Eilish, Kate Bush, Nick Cave, Sting i Paul McCartney. Björk stanęła po drugiej stronie i argumentowała, że problemem nie jest narzędzie, tylko brak uwagi i intencji przy masowej produkcji. Raper Tyga z tej samej wytwórni co Fenix ogłosił, że jego album powstał z AI, i dostał od Pitchforka pierwszą ocenę 0.0 od blisko dwóch dekad.
Platformy zaczęły się ustawiać. Bandcamp zakazał muzyki stworzonej w całości lub w znacznej części przez AI. Tidal dopuszcza takie nagrania, ale odcina je od tantiem i oznacza etykietą. Spotify 11 sierpnia uruchomiło dobrowolne zgłaszanie tożsamości „AI Persona” przez panel dla artystów, a od połowy września ma zacząć wyświetlać takie oznaczenia i domyślnie wykluczać te profile z rekomendacji redakcyjnych i algorytmicznych. Osobno działa funkcja AI Credits, w której twórca deklaruje, w jakim zakresie użył AI przy nagraniu.
W Polsce ten sam problem wejdzie tylnymi drzwiami
Polskie listy przebojów prowadzi ZPAV. OLiS od 2023 roku łączy sprzedaż fizyczną z odtworzeniami w serwisach streamingowych, a jednym z tych serwisów jest Deezer. Jeśli propozycja wytwórni zostanie przyjęta globalnie, ZPAV będzie musiał odpowiedzieć na to samo pytanie, na które dziś nie ma dobrej odpowiedzi nikt: jak ustalić, czy utwór jest „w przeważającej części” ludzki.
Polska ma tu jednak przewagę, o której mało się mówi. ZAiKS już rozstrzygnął sprawę po swojemu. Wytwory AI nie są objęte ochroną prawnoautorską i nie uczestniczą w podziale wynagrodzeń autorskich, a zgłaszając utwór do rejestracji, trzeba podać procentowy udział człowieka w jego powstaniu. Amerykańska branża dopiero teraz próbuje wymyślić kryterium, które polskie stowarzyszenie ma zapisane w regulaminie repartycji.
Stawka jest konkretna. W 2025 roku ZAiKS rozliczył dla twórców rekordowe 677 milionów złotych, z czego 120 milionów pochodziło z internetu. Prognozy CISAC mówią, że do 2028 roku twórcy muzyki mogą stracić przez generatywną AI blisko jedną czwartą przychodów. Dyrektor generalny ZAiKS Karol Kościński w rozmowie na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach ujął to bez ogródek:
„Mamy więc sytuację, w której ktoś buduje system na cudzej twórczości, a potem oferuje produkty konkurencyjne wobec jej autorów. W prawie konkurencji nazywa się to pasożytnictwem.”
Kościński zwraca uwagę na coś, co w amerykańskiej dyskusji ginie za nazwiskami gwiazd. Zagrożona nie jest w pierwszej kolejności wielka scena, tylko muzyka użytkowa: oprawa programów, reklamy, dźwięk w przestrzeniach handlowych. To z tych zleceń wielu polskich kompozytorów finansuje twórczość, która trafia potem na płyty. Jeśli ten dochód zniknie, ubędzie nie tylko jingli.
Do tego dochodzi obowiązek oznaczania treści generowanych przez AI, który w Polsce zaczął obowiązywać 2 sierpnia 2026 roku i objął firmy szerzej, niż zakładano. Polski wydawca, który wypuściłby dziś odpowiednik „Rubberz” bez oznaczenia, ma do rozstrzygnięcia problem prawny, a nie wizerunkowy. Warto też pamiętać, że narzędzia poszły dalej niż generowanie z opisu tekstowego: Suno w wersji 5.5 pozwala trenować model na własnym głosie i własnym katalogu, co czyni pytanie o „przeważający udział człowieka” jeszcze trudniejszym.
Czego naprawdę dowodzi „Rubberz”
Nie tego, że AI potrafi napisać dobry przebój, bo nie napisała. Dowodzi czegoś gorszego dla branży: że wystarczy nazwisko z rozpoznawalnością, dystrybucja i dwa polecenia wpisane w darmowe narzędzie, żeby wejść na Hot 100 i utrzymać się tam przez dwa miesiące, zanim ktokolwiek zdoła to udowodnić. Wykrywanie zadziałało dopiero wtedy, gdy sam producent oprogramowania udostępnił detektor własnych generacji.
I tu jest właściwe pytanie. Kto ma decydować, czy piosenka jest ludzka? Wytwórnia, która równolegle licencjonuje generator? Platforma, która sprzedaje własne funkcje AI? Firma, która zarabia na modelu i na jego wykrywaniu jednocześnie?
Bo na razie każdy z tych podmiotów jest jednocześnie sędzią i zawodnikiem.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym artykułu Jasona Lamphiera w The Guardian z dnia 13.08.2026, informacji The Hollywood Reporter o propozycji wytwórni z dnia 29.07.2026 oraz danych z komunikatu Deezera z lipca 2026. Wykorzystano również materiały Stereogum, Complex, Wired, TechCrunch, Variety, NPR, Billboard oraz komunikat prasowy Spotify z 11.08.2026. Cytaty Ryana Tremblaya (współzałożyciel Treblo), Fenixa Flexina i SZA zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Kontekst polski opracowano na podstawie stanowiska i regulaminu repartycji Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, danych ZPAV oraz wywiadu z Karolem Kościńskim przeprowadzonego podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o zasadach notowania utworów generowanych przez AI na listach przebojów.
