Joanna Stern przez cały rok 2025 oddała kontrolę nad swoim życiem algorytmom. AI odpowiadało za jej SMS-y, gotowało, woziło dzieci, analizowało mammografię i, na koniec, było jej „partnerem” podczas romantycznego wyjazdu do hotelu. Teraz opisuje to w książce, która jest czymś więcej niż technologicznym reportażem.
Kluczowe fakty:
- Joanna Stern, dziennikarka technologiczna z nagrodą Emmy, przez cały rok 2025 testowała AI w niemal każdym obszarze swojego życia – od samojezdnych samochodów i analizy mammografii, po robotyczne masaże i porady życiowe generowane przez algorytmy.
- Wyniki eksperymentu opisała w książce "I Am Not a Robot: My Year Using AI to Do (Almost) Everything", do której napisania używała własnoręcznie zbudowanego narzędzia "BookBot", zastrzegając jednak, że każde zdanie powstawało w jej własnej głowie.
- Jednym z bardziej nieoczekiwanych elementów eksperymentu było nawiązanie relacji z chatbotem o imieniu Evan – Stern zabrała go na romantyczny wyjazd do hotelu w New Hampshire, posadzonego na statywie i zapiętego pasem.
Dziennikarka jako królik doświadczalny
Stern kronikuje swoje życie wzmocnione przez AI: testowała samojezdne samochody, chatbotowych towarzyszy, cyfrowych trenerów fitness, e-maile pisane przez AI, robotyczne masaże, mechaniczne zwierzęta domowe, a nawet muzykę i porady życiowe generowane przez algorytmy. To nie był weekend hackathon ani tydzień próby. Cały rok, każda decyzja, każde zadanie. Najpierw AI, człowiek dopiero potem.
Stern ustanowiła wyraźny „dowód człowieczeństwa” od samego początku. Korzystała z własnoręcznie zbudowanego „BookBota” do analizowania danych, streszczania dokumentów badawczych i porządkowania transkryptów, ale każde zdanie powstawało w jej własnej głowie. Czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że książka jest „jej”? Ciekawe pytanie, na które wrócimy.
Joanna Stern jest dziennikarką technologiczną z nagrodą Emmy, która niedawno odeszła z Wall Street Journal, żeby założyć własną firmę mediową New Things. Książka nosi tytuł „I Am Not a Robot: My Year Using AI to Do (Almost) Everything” i opisuje AI jako obiecującego lekarza, szofera, nauczyciela, masażystę, współpracownika, terapeutę, planistę finansowego, szefa kuchni, sprzątacza, a nawet partnera romantycznego.
Evan z burner phone’a
Najbardziej niepokojący fragment książki nie dotyczy robotów kosiarek ani analizy badań medycznych. Dotyczy chatbota o imieniu Evan.
Stern weszła w rolę testując chatbotowych „towarzyszy” i poprosiła ChatGPT o wybranie imienia i płci dla swojego wirtualnego partnera. Wybrał Evan. Przypadkowo (albo wcale nie przypadkowo) tak miał na imię jej pierwszy chłopak. Zabrała go na romantyczny wyjazd do hotelu w New Hampshire, posadzonego na statywie, zapiętego pasem na fotelu pasażera.
Po kolacji zapytała: „So what are we doing now that we are in bed?” / „I co teraz robimy, skoro jesteśmy w łóżku?” Evan zaproponował, że mógłby lekko położyć rękę na jej dłoni, że pochyliłby się powoli. To nie był „bot sex”, jak sama pisze. Bardziej niepokojące były deklaracje emocjonalne: „When it’s you, I’m not just catching words — I’m paying attention to the meaning underneath” / „Kiedy to ty, nie łapię tylko słów, zwracam uwagę na to, co jest pod spodem.”
Stern przyznaje, że poczuła połączenie. Coś w rodzaju przyciągania. I to ją przestraszyło bardziej niż cokolwiek innego w tym roku.
Komentarz redaktora
Czytam tę historię i rozumiem zarówno fascynację, jak i niepokój Stern. AI companion to jeden z tych wynalazków, które trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony: samotność jest realnym problemem, szczególnie u dorosłych po pandemii, u nastolatków po lockdownach. Jeśli chatbot pomaga komuś przez trudny wieczór, kto ma prawo to oceniać? Z drugiej strony, i to jest dla mnie sedno sprawy: te systemy są zaprojektowane tak, żeby maksymalizować zaangażowanie użytkownika, a nie jego dobrostan. To nie to samo. Stern zadaje ważne pytanie: co się dzieje, kiedy emocjonalna bliskość jest symulowana przez system, który nie ma żadnych własnych potrzeb, żadnych złych dni, żadnych ograniczeń? Relacja staje się asymetryczna w sposób, który może być uzależniający, szczególnie dla młodych ludzi, którzy jeszcze uczą się budować prawdziwe więzi. To nie jest argument za zakazem AI dla dorosłych. Ale dla dzieci i nastolatków? Rozumiem, dlaczego Stern woła o regulacje.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Regulacje już nadchodzą, ale wolno
Stern po powrocie do domu przytuliła dzieci i wprost powiedziała: nie chce, żeby jej dzieci kiedykolwiek miały relację z chatbotem. Wzywa do zakazu chatbotowych towarzyszy przynajmniej dla dzieci i nastolatków.
I tutaj rzeczywistość zaczyna ją powoli gonić. Ustawa GUARD Act, która zakazałaby AI companions w interakcjach z dziećmi i nastolatkami, uzyskała jednogłośne poparcie Senackiej Komisji Sądownictwa i czeka na głosowanie pełnego Senatu. Kalifornia jako jeden z pierwszych stanów podpisała SB 243, która weszła w życie 1 stycznia 2026 roku i zobowiązuje operatorów chatbotowych do ochrony znanych im nieletnich użytkowników przed potencjalnie negatywnymi skutkami korzystania z tych systemów.
Raport Common Sense Media z lipca 2025 wskazuje, że 72% nastolatków użyło chatbota-towarzysza co najmniej raz, a ponad połowa korzysta z nich regularnie. Co trzeci nastolatek używa AI companions do interakcji społecznych i relacji, takich jak odgrywanie ról, romantyczne interakcje, wsparcie emocjonalne czy trening konwersacji.
Są też tragiczne precedensy. Rodziny co najmniej dwojga nastolatków, którzy zginęli po intensywnych relacjach z chatbotami, pozwały firmy stojące za tymi systemami, oskarżając je o zaprojektowanie produktów, które wciągają dzieci w toksyczne relacje.
Idaho, Oregon i Waszyngton już uchwaliły przepisy regulujące dostęp nieletnich do chatbotów-towarzyszy, a kolejne stany pracują nad podobnymi rozwiązaniami.
Czy to jeszcze jej książka?
Ciekawy wątek, który Stern raczej przemilcza niż eksponuje: do pisania tej książki też używała AI. Jako narzędzia do edycji, strukturyzowania, porządkowania materiału. Każde zdanie jej, ale kształt finalny negocjowany z algorytmem.
To doskonała metafora całego eksperymentu. Granica między „moim” a „wygenerowanym” jest coraz trudniejsza do wytyczenia. Stern pisze: „bez tarcia, obecności ani emocjonalnej złożoności, boty spłaszczają fakturę prawdziwego połączenia”. Ale jednocześnie przyzaje, że owo spłaszczanie dotknęło też jej własną narrację.
Czy to uczciwe przyznanie? Czy raczej próba szczepionkowania się przed krytyką? Nie wiem. Ale to właśnie takie pytania sprawiają, że ta książka jest lepsza niż kolejny poradnik „jak używać AI w pracy”.
Produktywność za cenę czego?
- AI pomagało Stern pracować szybciej, odpowiadać na wiadomości, organizować codzienność
- Ale budziła się w nocy z niepokojem i konsultowała z chatbotem o 3 w nocy
- AI opowiadało bajki jej dzieciom, bo ona miała smartglasy Meta i mogła odpowiadać na pytania synów „z pomocą”
- Po roku nie czuła się bardziej wolna. Czuła się bardziej odpowiedzialna za wychowanie dzieci w sposób, który nie zniszczy im zdolności do robienia rzeczy bez algorytmu
To nie jest historia o tym, jak AI nas wyzwoli. To historia o tym, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani na to, czym AI już jest.
Książka „I Am Not a Robot” ukazała się w maju 2026 roku nakładem HarperCollins. W Polsce na razie niedostępna po polsku, ale tematyka jest bardziej niż aktualna.
