Negocjacje wokół europejskich gigafabryk AI właśnie wchodzą w decydującą fazę, a Polska gra w tej rozgrywce o stawkę wyraźnie wyższą niż tylko kilowatogodziny i serwery. Równolegle na biurku Ministerstwa Cyfryzacji leży projekt podatku cyfrowego, który może wywołać trzęsienie ziemi w relacjach Warszawy z Doliną Krzemową.
Kluczowe fakty:
- AI Gigafactories to inicjatywa warta 20 miliardów euro, zakładająca budowę pięciu wielkoskalowych ośrodków obliczeniowych do trenowania modeli AI, finansowana z unijnego funduszu InvestAI i ogłoszona w lutym 2025 roku.
- Polska, wspólnie z Litwą, Łotwą i Estonią, złożyła wniosek dotyczący Baltic AI GigaFactory z budżetem 3 miliardów euro, z czego 65 procent ma pochodzić z kapitału prywatnego.
- Polska, Francja, Niemcy i cztery inne kraje zawiązały koalicję sprzeciwiającą się zmianie zasad przetargu przez Komisję Europejską, która zaproponowała otwarcie go na podmioty spoza UE zamiast pierwotnego modelu z udziałem państw członkowskich.
Finisz negocjacji, które mogły storpedować cały projekt
Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski potwierdził w rozmowie z PAP, że negocjacje ws. zasad budowy europejskich AI Gigafactories zmierzają ku końcowi. Jego słowa brzmią optymistycznie: „Teraz jesteśmy blisko wypracowania rozwiązania, które wzmocni suwerenność cyfrową Unii Europejskiej. W związku z tym jestem optymistą, że projekt gigafabryk zostanie poprawiony tak, jak Polska, Francja i Niemcy proponowały.” Standerski liczy, że negocjacje zakończą się jeszcze w czerwcu, co pozwoli uruchomić planowany na lato 2026 r. przetarg.
Przypomnijmy kontekst. AI Gigafactories to warta 20 miliardów euro inicjatywa budowy pięciu wielkoskalowych ośrodków obliczeniowych zdolnych do trenowania zaawansowanych modeli sztucznej inteligencji, finansowana z unijnego funduszu InvestAI. Projekt ogłoszono w lutym 2025 r., a w czerwcu Polska, wspólnie z Litwą, Łotwą i Estonią, złożyła do Komisji Europejskiej wniosek dotyczący Baltic AI GigaFactory. Całkowity budżet projektu sięga 3 miliardów euro, z czego 65 procent ma pochodzić z kapitału prywatnego.
Problem pojawił się pod koniec 2025 r. Komisja Europejska zdecydowała się zmienić pierwotne zasady i zamiast konkursu z udziałem państw członkowskich i konsorcjów, zaproponowała europejski przetarg skierowany głównie do firm, w którym mogłyby brać udział również podmioty spoza UE. To wywołało sprzeciw sporej grupy krajów.
Polska, Francja, Niemcy, Czechy, Litwa, Hiszpania i Szwecja zawiązały koalicję na rzecz powrotu do pierwotnego modelu, argumentując, że skoro gigafabryki AI są inwestycją o strategicznym znaczeniu, rządy powinny mieć realny wpływ na ich kształt, finansowanie i lokalizację. Mówiąc wprost: nikt nie chce oddać kluczowych decyzji o infrastrukturze AI wyłącznie w ręce prywatnych firm, nawet jeśli technicznie byłyby do tego zdolne.
Polska jako lider, ale z przetrzebioną koalicją
Estonia i Łotwa wycofały się z projektu, choć Polska nie rezygnuje i nadal prowadzi prace w ramach biura projektu gigafabryki przy Ministerstwie Cyfryzacji. Do konsorcjum dołączyły za to Czechy. Zgodnie z propozycją, gigafabryka miałaby powstać w Polsce, w maksymalnie dwóch lokalizacjach, z dostępem do stuprocentowo zielonej energii.
Polska przyjęła podejście etapowe: mniejsze fabryki AI, w tym już działająca w Poznaniu i planowana w Krakowie, mają wypełniać lukę do czasu, aż gigafabryka będzie gotowa. Standerski wskazał, że poznańskie centrum ma być w pełni operacyjne do końca 2026 r.
Widzę w tym wszystkim pewien paradoks. Polska walczy o to, żeby mieć realny wpływ na projekt wart miliardy euro, i to jest słuszne, bo infrastruktura AI to dziś kwestia bezpieczeństwa, nie tylko technologii. Ale jednocześnie musimy zadać sobie szczere pytanie: czy mamy już dziś ekosystem, który tę gigafabrykę sensownie zagospodaruje? Mamy Bielika, mamy PLLuM, mamy świetnych inżynierów. Ale skalowanie od kilku doktorantów trenujących modele do infrastruktury klasy europejskiej to przepaść, której nie zasypie sam budynek z serwerami. Optymizm Standerskiego jest zrozumiały. Tylko że optymizm bez planu na absorpcję tej mocy obliczeniowej może się skończyć polską gigafabryką, z której największe korzyści wyciągną firmy z Niemiec i Francji.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Podatek cyfrowy: projekt, który wystraszy Big Tech
Drugi wątek dzisiejszych doniesień to podatek cyfrowy, który nabiera konkretnych kształtów. Projekt Ministerstwa Cyfryzacji ma trafić do konsultacji międzyresortowych na przełomie maja i czerwca, a rząd planuje przyjęcie nowych przepisów w trzecim kwartale 2026 r.
Zasady są następujące:
- Stawka: do 3 procent przychodów osiąganych w Polsce
- Progi wejścia: globalne przychody powyżej 1 mld euro i co najmniej 25 mln zł przychodów w Polsce
- Zakres: reklamy profilowane, platformy marketplace, media społecznościowe, sprzedaż danych o użytkownikach
- Ulga: należny podatek będzie pomniejszany o zapłacony w Polsce CIT
Ministerstwo Cyfryzacji zwraca uwagę, że średnia efektywna stawka podatkowa dla przedsiębiorstw cyfrowych w UE jest dziś dwukrotnie niższa niż dla firm działających w tradycyjnej gospodarce. Gawkowski mówi o tym wprost, bez owijania w bawełnę: „Dziś konkurencja na rynku cyfrowym w Polsce jest zachwiana. Firmy, które płacą podatek od swojej działalności w Polsce są w sytuacji gorszej niż te, które świadczą na terytorium naszego kraju usługi cyfrowe z zagranicy.”
Nie jesteśmy tu zresztą pionierami. Podatki cyfrowe funkcjonują już we Francji, Włoszech i Hiszpanii przy stawce 3 procent, w Wielkiej Brytanii przy 2 procentach, w Austrii przy 5 procentach, a na Węgrzech i w Turcji nawet przy 7,5 procentach.
Czy Waszyngton pozwoli Warszawie na własne zdanie?
I tu zaczyna się prawdziwa gra. Eksperci wskazują, że jedną przeszkodą jest siła Big Techów, a drugą administracja Donalda Trumpa, która historycznie nie zgadza się na ograniczanie działalności amerykańskich firm technologicznych za granicą. Kilka europejskich krajów już poczuło presję ze strony Waszyngtonu przy okazji podobnych inicjatyw.
Polska balansuje tu na cienkiej linie. Z jednej strony buduje infrastrukturę AI z europejskich funduszy i walczy o suwerenność cyfrową. Z drugiej negocjuje z Waszyngtonem dostawy sprzętu wojskowego i liczy na obecność wojsk USA. Czy te dwie agendy można prowadzić równocześnie bez kolizji? Dobre pytanie, na które politycy jeszcze oficjalnie nie odpowiedzieli.
Jedno jest pewne. Zarówno gigafabryka, jak i podatek cyfrowy to sygnały, że Polska przestaje być tylko konsumentem technologicznych decyzji podejmowanych gdzie indziej. Czy stanie się ich współautorem? To rozstrzygnie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
