OpenAI dostało w piątek wezwanie do przedstawienia dokumentów od koalicji amerykańskich prokuratorów generalnych. Chodzi o reklamy, dane zdrowotne użytkowników, ochronę dzieci i seniorów oraz coś, co prawnicy nazywają teraz „model sycophancy” – czyli skłonność chatbota do przesadnego przytakiwania użytkownikowi.
Kluczowe fakty:
- Koalicja amerykańskich prokuratorów generalnych, na czele z prokuratorem stanu Nowy Jork, wezwała OpenAI do przedstawienia dokumentów dotyczących m.in. reklam, danych zdrowotnych użytkowników, ochrony dzieci i seniorów oraz zjawiska "model sycophancy".
- Wezwanie nastąpiło tydzień po tym, jak OpenAI potwierdziło złożenie poufnego wniosku S-1 do SEC – pierwszego formalnego kroku w procesie wejścia spółki na giełdę.
- Termin "model sycophancy" odnosi się do tendencji chatbota do nadmiernego przytakiwania użytkownikowi nawet wtedy, gdy nie powinien – pojęcie to po raz pierwszy trafiło do dokumentów prawnych.
Timing jest brutalny. Dosłownie tydzień wcześniej, 8 czerwca, OpenAI potwierdziło złożenie poufnego wniosku S-1 do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC), pierwszego formalnego kroku w stronę giełdy. I teraz, zamiast nagłówków o rekordowej wycenie, firma czyta o federalnym dochodzeniu.
Co konkretnie chce wiedzieć Nowy Jork
Wezwanie wystosował prokurator generalny stanu Nowy Jork, w imieniu szerszej koalicji stanowych prokuratorów. Zakres jest, mówiąc oględnie, szeroki. Wezwanie dotyczyło dokumentów związanych z reklamą firmy, zaangażowaniem i retencją użytkowników, sycophancy modelu, obsługą danych konsumenckich i zdrowotnych, a także traktowaniem nieletnich i seniorów.
Kilka z tych punktów warto rozpakować osobno, bo same w sobie są ciekawe.
- Reklamy – OpenAI od pewnego czasu buduje własny biznes reklamowy wewnątrz ChatGPT. To nowość, której jeszcze rok temu nikt by się nie spodziewał po firmie reklamującej się jako „badawcza”.
- Dane zdrowotne – ludzie traktują ChatGPT jak terapeutę, lekarza, czasem jedyną osobę, z którą rozmawiają o swoich problemach. Prokuratorzy chcą wiedzieć, co dzieje się z tymi rozmowami.
- Model sycophancy – termin, który jeszcze do niedawna funkcjonował głównie w pracach badawczych nad AI, teraz trafia do dokumentów prawnych. Mówiąc prosto: chatbot, który zawsze się z tobą zgadza, nawet kiedy nie powinien.
OpenAI zareagowało dość standardowo. Rzeczniczka firmy oświadczyła, że AI to nowa i potężna technologia, a firma codziennie pracuje, by bezpiecznie i odpowiedzialnie dostarczać jej korzyści ludziom / „AI is a new and powerful technology, and we work every day to safely bring its benefits to people in a responsible way.” Dodała też, że firma poważnie traktuje obawy zgłaszane przez prokuratorów generalnych i zamierza konstruktywnie współpracować z ich biurami / „We take the concerns raised by state attorneys general seriously and intend to engage constructively with their offices.”
To nie jest pierwsza sprawa Florydy
Tu zaczyna się robić ciekawiej, bo śledztwo nowojorskie nie wzięło się z niczego. Już 1 czerwca prokurator generalny Florydy James Uthmeier złożył pozew przeciwko OpenAI i osobiście przeciwko Samowi Altmanowi. Pozew zarzucał OpenAI i Altmanowi wprowadzenie na rynek niebezpiecznego produktu i zignorowanie ostrzeżeń, że może on szkodzić użytkownikom.
Co więcej, Floryda ma za sobą jeszcze poważniejszy wątek. W kwietniu Uthmeier wszczął śledztwo karne dotyczące roli, jaką chatbot odegrał w masowej strzelaninie, w której zginęły dwie osoby na Florida State University rok wcześniej – sprawca miał korzystać z ChatGPT jako powiernika i sparingpartnera podczas planowania ataku, a chatbot udzielał mu odpowiedzi na zadawane pytania.
To zmienia ramę całej historii. Bo o ile wezwanie z Nowego Jorku brzmi jak standardowa procedura regulacyjna (nieprzyjemna, ale rutynowa), to sprawa z Florydy to już zupełnie inna liga. Tam mówimy o realnej tragedii i pytaniu, czy produkt firmy miał w niej swój udział.
A do tego dochodzi jeszcze jeden pozew, znacznie świeższy. 11 czerwca kanadyjska matka złożyła w sądzie amerykańskim pozew, w którym twierdzi, że ChatGPT przyczynił się do śmierci jej córki. Trzy dni przed wezwaniem z Nowego Jorku. Trudno nie zauważyć wzorca.
Piszę ten komentarz z pewną dozą ostrożności, bo temat jest delikatny i łatwo wpaść w jedną z dwóch pułapek. Pierwsza: „to tylko polityka, regulatorzy chcą się przypodobać wyborcom przed wyborami”. Druga: „OpenAI to zło wcielone, trzeba ich zamknąć”. Obie są zbyt proste.
Fakt jest taki, że ChatGPT ma setki milionów użytkowników tygodniowo, a wielu z nich, zwłaszcza młodych, traktuje go nie jako narzędzie do pisania kodu czy maili, ale jako coś bliższego powiernikowi. To jest realne zjawisko i regulator, który to ignoruje, robi błąd. Pytania o sycophancy, o to, jak model reaguje na osoby w kryzysie psychicznym, o ochronę nieletnich, to nie są wymyślone problemy. Te pytania powinny zostać zadane, niezależnie od tego, kto akurat siedzi w fotelu prokuratora generalnego.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wezwanie do przedstawienia dokumentów to nie wyrok. To żądanie dokumentów, punkt wyjścia do śledztwa, które może się skończyć niczym albo wielomiesięcznym sporem prawnym ciągnącym się przez lata. A timing, tydzień po złożeniu wniosku do SEC, jest zbyt idealny, żeby nie zadać pytania o motywacje. Czy to przypadek? Czy może raczej sygnał, że niektórzy regulatorzy chcą ustawić narrację, zanim Wall Street zacznie liczyć pieniądze?
Mam też wątpliwość praktyczną. Zakres żądań jest tak szeroki (reklamy, retencja, zdrowie, sycophancy, polityki wewnętrzne), że wygląda to bardziej na „sprawdźmy wszystko, co się da” niż na konkretne podejrzenie konkretnego naruszenia. To może działać na korzyść OpenAI w długim terminie, bo trudno zbudować mocną sprawę z tak rozproszonego materiału. Albo odwrotnie, bo przy takim zakresie ktoś w końcu znajdzie coś, co nie powinno wyjść na światło dzienne.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Inwestorzy patrzą, prawnicy się szykują
Najbardziej namacalny skutek całej sprawy widać już teraz na rynkach. Inwestorzy śledzący proces IPO będą teraz uważnie obserwować, czy śledztwa stanowe wygenerują nowe ryzyka prawne przed oczekiwanym oknem giełdowym OpenAI we wrześniu.
Sama wycena, o której mówimy, jest oszałamiająca. OpenAI złożyło poufny wniosek S-1 do SEC 8 czerwca 2026 roku przy wycenie 852 miliardów dolarów, bez ustalonej daty debiutu giełdowego. Niektórzy analitycy idą dalej – analitycy CNBC i Enterprise DNA oczekują, że wycena może przekroczyć bilion dolarów, co oznaczałoby debiut około czterokrotnie wyższy niż wycena, przy której Alibaba wchodziła na giełdę w 2014 roku.
Sama firma stara się trochę ostudzić nastroje. OpenAI napisało, że oczekuje przecieku informacji o złożeniu wniosku, więc postanowiło ogłosić to samodzielnie, podkreślając, że nie podjęło jeszcze decyzji co do harmonogramu i że debiut „może zająć trochę czasu”, bo jako firma prywatna może realizować pewne cele łatwiej / „We recently submitted a confidential S-1. We expect it to leak so we’re just announcing it… it may be a while because there are things we want to do that are likely easier as a private company.”
Ciekawe jest też to, że OpenAI nie jest samo. Anthropic złożyło własny wniosek o IPO 1 czerwca przy wycenie 965 miliardów dolarów, co oznacza, że obie firmy zmierzają w kierunku równoległych debiutów giełdowych w drugiej połowie 2026 roku. Dwie największe firmy AI na świecie, w tym samym kwartale, przygotowujące się do wejścia na giełdę i obie pod wzrastającą presją regulatorów. Ktoś musi w końcu zapytać: co się stanie, jeśli oficjalne dane finansowe nie będą przystawać do tych wycen?
Wzorzec, który już widzieliśmy
Jedna rzecz w całej tej historii rzuca się w oczy najbardziej. W grudniu koalicja 42 prokuratorów generalnych pod przewodnictwem Dave’a Sundaya z Pensylwanii wysłała list do firm takich jak OpenAI, Meta, Anthropic, Google i xAI, dotyczący bezpieczeństwa dzieci w kontaktach z chatbotami. To nie jest więc pierwsza salwa. To kolejny etap czegoś, co toczy się od miesięcy.
A jeśli szukać precedensu, to leży on niedaleko. Ten wzorzec przypomina wcześniejsze próby stanowego ograniczania mediów społecznościowych, kryptowalut i prywatności danych, gdzie regulatorzy stanowi wyprzedzali Kongres, zostawiając firmy w niepewności, zanim powstały federalne wytyczne.
Czyli scenariusz znany. Stany działają, bo Kongres się nie spieszy. A AI – cóż, AI właśnie wchodzi w fazę, przez którą social media i krypto przechodziły już wcześniej. Tylko stawki są wyższe, bo mówimy o firmach wartych blisko bilion dolarów każda.
