Za dwa tygodnie w Nowym Jorku, na festiwalu Tribeca, odbędzie się premiera „Dreams of Violets” – 75-minutowego dramatu o irańskich protestach, w którym każdy kadr, każda twarz i każda scena zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Koszt produkcji: mniej niż 2000 dolarów. Czas realizacji: dwa miesiące.
Kluczowe fakty:
- „Dreams of Violets" to 75-minutowy dramat o irańskich protestach, w którym każdy kadr został wygenerowany przez sztuczną inteligencję – film powstał w ciągu dwóch miesięcy za mniej niż 2000 dolarów.
- Reżyser Ash Koosha użył do produkcji zestawu narzędzi AI, w tym Kling AI do generowania wideo, Claude od Anthropic do pracy ze scenariuszem oraz Google Gemini do researchu i grafiki.
- Film miał premierę na festiwalu Tribeca w Nowym Jorku, co czyni go jedną z pierwszych w pełni wygenerowanych przez AI produkcji pokazanych na tak prestiżowej imprezie filmowej.
To nie jest eksperyment z kategorii „bo się da”. To film o konkretnych ludziach, którzy zginęli.
Film, który nie mógłby powstać inaczej
Ash Koosha, reżyser irańsko-brytyjski mieszkający od lat w Londynie, zaczął pracę nad filmem krótko po tym, jak zobaczył w mediach społecznościowych materiały z Teheranu. Chciał opowiedzieć ludzką historię, ale bez dostępu do ekipy, aktorów i samego Iranu, jedyną możliwością okazało się AI.
Film śledzi losy pięciorga obcych sobie ludzi, którzy spotykają się w zaułku podczas brutalnych wydarzeń, obserwowani przez Amira – dziesięcioletniego chłopca na wózku inwalidzkim, oglądającego wszystko z okna. Scenariusz jest fikcją, ale opartą ściśle na dziennikarstwie i relacjach naocznych świadków. Koosha mówi, że 80% to rekonstrukcja rzeczywistych wydarzeń.
Według organizacji praw człowieka w protestach zginęło co najmniej 7000 osób, a ponad 50 000 zostało aresztowanych.
Do produkcji Koosha użył zestawu narzędzi AI: Kling AI do generowania wideo, Claude od Anthropic do edycji językowej i pracy ze scenariuszem, Google Gemini i Nanobanana do researchu i grafiki, a także własnej technologii studia Fountain 0 do animatiki i precyzji kadrów. Całość powstawała wieczorami, w domu, przy okazji codziennej pracy jako CEO startupu.
Pierwsza AI na poważnym festiwalu
Co-fundatorka festiwalu Tribeca, Jane Rosenthal, powiedziała w oświadczeniu: „The Tribeca Festival has long championed artists who push the boundaries of storytelling and explore new creative frontiers. Dreams of Violets from first-time filmmakers Ash and Pooya Koosha is a powerful example of how emerging technologies like AI can be used not simply as tools of innovation, but as vehicles for deeply human storytelling.”
W wolnym tłumaczeniu: „Tribeca od dawna wspiera artystów, którzy przekraczają granice narracji i eksplorują nowe kreatywne terytoria. Dreams of Violets jest mocnym przykładem tego, jak AI może być używana nie tylko jako narzędzie innowacji, ale jako wehikuł głęboko ludzkiej opowieści.”
Rosenthal broniła decyzji festiwalu publicznie: „I think people need to read the director’s statement. The director is Iranian – his family, relatives and friends are there and it’s the only way in a two month period he could tell his story, his way.”
„Myślę, że ludzie powinni przeczytać oświadczenie reżysera. Reżyser jest Irańczykiem – jego rodzina, krewni i przyjaciele są tam i to był jedyny sposób, w jakim mógł w ciągu dwóch miesięcy opowiedzieć tę historię, po swojemu.”
Dla porównania: „Hell Grind” – 95-minutowy film akcji wygenerowany przez AI przez startup Higgsfield, który powstał w dwa tygodnie za 500 000 dolarów – wyświetlany był podczas targów w Cannes, ale nigdy nie trafił do oficjalnej selekcji festiwalowej. „Dreams of Violets” jest więc rzeczywiście pierwszą w historii pełnometrażową fabułą AI w oficjalnym programie dużego festiwalu.
Komentarz redaktora
Rozumiem emocje wokół tego projektu i nie chcę ich bagatelizować. Ash Koosha zrobił coś, czego nie mógł zrobić w żaden inny sposób – i to jest ważny kontekst, który często ginie w debacie o „AI w kinie”. Ale właśnie dlatego ta historia jest trudna. Bo jeśli AI staje się narzędziem świadectwa, narzędziem pamięci o ludziach, którzy zginęli – to pytanie o etykę nie znika, ono się komplikuje. Kto weryfikuje, że rekonstrukcja jest wierna? Kto odpowiada, jeśli twarz kogoś żyjącego zostanie pomylona z fikcyjną postacią w filmie o egzekucjach? Jednocześnie – tradycyjny film na ten temat nie powstałby przez lata, jeśli w ogóle. Czasem narzędzie niedoskonałe jest lepsze niż żadne. Mam wrażenie, że branża filmowa stoi dziś dokładnie tam, gdzie muzyczna stała 10 lat temu. I wiemy, jak to się skończyło.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
AI w Hollywood: jedni się angażują, inni kategorycznie odmawiają
Debata nie dotyczy już tylko niezależnych twórców. Darren Aronofsky zaangażował się w AI poprzez swoje studio Primordial Soup, które tworzy krótkie filmy o Rewolucji Amerykańskiej. Steven Soderbergh bronił użycia oprogramowania AI firmy Meta w swoim dokumencie o Johnie Lennonie, który miał premierę w Cannes.
Z drugiej strony: James Cameron twierdzi, że AI nigdy nie zastąpi aktorów w jego filmach. Guillermo del Toro powiedział dosłownie, że „woli umrzeć” niż jej używać.
Doug Liman nakręcił za to 70-milionowy film „Bitcoin: Killing Satoshi” z Gal Gadot, Casey Affleckiem i Pete’em Davidsonem, promowany jako pierwsza pełnometrażowa, studyjnej jakości produkcja z AI. Technologicznie zupełnie inne podejście niż Koosha – tu były prawdziwe plany zdjęciowe, kostiumy i ekipa filmowa, a AI zajmowała się przede wszystkim obróbką obrazu.
Tak wygląda spectrum: od 2000 dolarów do 70 milionów, od jednej osoby pracującej wieczorami do studia z hollywoodzką obsadą. AI w filmie to nie jeden ruch – to kilkanaście jednoczesnych ruchów w zupełnie różnych kierunkach.
Co to zmienia dla twórców?
Koosha jest przekonany, że to początek demokratyzacji branży. Mówi wprost:
- Filmy, które wymagałyby budżetu 300 milionów dolarów, staną się możliwe dla niezależnych twórców
- Prawa do twarzy aktorów będą mogły być licencjonowane – nowa forma zarobku dla ludzi ze świata aktorskiego
- Studia mini-formatowe wyprą część dużych produkcji
Brzmi jak utopia albo jak koszmar – zależy, po której stronie się stoi.
Koosha przyznał, że koncepcja w pełni wygenerowanego AI filmu jest zrozumiale straszna dla środowiska rozrywkowego, ale podkreślił jej zalety dla „wielu niezależnych twórców filmowych i tych, którzy chcieliby nimi być, a których największą barierą jest brak dostępu do pieniędzy.”
Sam dodaje coś, co trudno zignorować: nienawidzi większości filmów AI. „It disgusts me. I don’t want to look at it.” Czyli człowiek, który właśnie zrobił pierwszy taki film na poważnym festiwalu, twierdzi, że gatunek w większości jest śmieciem. I tu jest paradoks całej tej rozmowy.
Tribeca, 10 czerwca. Reszta to historia
Koosha powiedział w oświadczeniu: „I understand that an AI-generated film about people who actually died raises difficult questions.”
„Rozumiem, że film wygenerowany przez AI o ludziach, którzy naprawdę zginęli, rodzi trudne pytania.”
Tak. Rodzi. I dobrze, że ktoś to wreszcie mówi głośno, zamiast chować się za „demokratyzacją kina” i „narzędziami przyszłości”. Za dwa tygodnie przekonamy się, jak publiczność i krytycy przyjmą film, który jest jednocześnie memoriałem, eksperymentem i prowokacją.
Jedno jest pewne: po 10 czerwca rozmowa o AI w kinie nie będzie już taka sama.
