Człowiek, który wymyślił vibe coding, właśnie ogłosił jego koniec. Andrej Karpathy, współzałożyciel OpenAI i były szef AI w Tesli, sam odesłał swój własny pomysł na śmietnik historii. Zaledwie rok po tym, jak tweet, który sam nazwał „myślami pod prysznicem”, zmienił sposób, w jaki tysiące programistów myśli o swojej pracy.
Kluczowe fakty:
- Andrej Karpathy ukuł termin "vibe coding" 2 lutego 2025 roku w poście na platformie X, opisując podejście do programowania polegające na generowaniu kodu przez intuicję i luźne prompty kierowane do modeli językowych.
- W grudniu 2025 roku Karpathy odnotował przełomową zmianę w swoim workflow – o ile jeszcze w listopadzie samodzielnie pisał około 80% kodu, to miesiąc później zaczął powierzać agentom AI aż 80% pracy.
- Na konferencji Sequoia AI Ascent w kwietniu 2026 roku Karpathy ogłosił odejście od koncepcji vibe codingu na rzecz tzw. agentic engineering, kładącego nacisk na większy nadzór i skrupulatność przy zachowaniu korzyści wynikających z wykorzystania agentów AI.
Skąd wziął się vibe coding
2 lutego 2025 roku. Karpathy zamieścił na X wpis, który miał być impulsem chwili, przelotną obserwacją. Napisał, że LLM-y są już na tyle dobre, że można „w pełni poddać się wibracjom, zapomnieć, że kod w ogóle istnieje” i po prostu opisywać AI, czego chcemy. „Vibe coding”, jak to nazwał, polegało na generowaniu kodu przez intuicję i luźne prompty.
Efekt? Cursor eksplodował. Bolt.new wystartował. Replit dostał drugie życie. Całe pokolenie twórców, którzy nigdy nie dotknęli terminala, w weekendy zaczęło shipować realne produkty. Słowo „vibe coding” trafiło na Wikipedię, do korporacyjnych strategii, na konferencje i do milionów rozmów na LinkedIn. W niecały rok meme stał się branżowym terminem.
Ale Karpathy miał rację tylko do połowy.
Rok później: nowe słowo, nowy świat
W lutym 2026 roku Karpathy wrócił z ogłoszeniem. Napisał na X: „Dziś (rok później) programowanie przez agentów LLM staje się coraz bardziej domyślnym workflow dla profesjonalistów, tyle że z większym nadzorem i skrupulatnością. Celem jest zachowanie dźwigni wynikającej z używania agentów, bez jakiegokolwiek kompromisu w kwestii jakości oprogramowania.”
A potem, w kwietniu 2026 roku, stanął przed salą na konferencji Sequoia AI Ascent i powiedział coś, co wielu zaskoczyło: „Nigdy nie czułem się tak bardzo w tyle jako programista.”
To nie żart i nie fałszywa skromność. To diagnoza.
Karpathy wskazał grudzień 2025 jako punkt przełomowy. Jeszcze w listopadzie pisał samodzielnie około 80% kodu, a resztę delegował do AI. W grudniu te proporcje się odwróciły. Agentom zaczął powierzać 80% pracy.
Co to jest agentic engineering i dlaczego to ważne
Nowy termin, który proponuje Karpathy, to „agentic engineering”: „agentic”, bo nowym standardem jest to, że 99% czasu nie piszesz kodu bezpośrednio, lecz koordynujesz agentów, którzy to robią, pełniąc funkcję nadzorcy. „Engineering”, by podkreślić, że jest tu zarówno sztuka, nauka, jak i wiedza ekspercka.
Różnica jest prosta, ale głęboka. Vibe coding to opisywanie, czego chcesz, i akceptowanie tego, co wraca. Agentic engineering to projektowanie systemu, określanie ograniczeń i używanie AI do przyspieszenia implementacji, którą wcześniej przemyślałeś. Jedno to ekspresja. Drugie to inżynieria.
Karpathy rozszerzył też swój znany podział na Software 1.0 i 2.0. Software 3.0 to programowanie przez prompty, gdzie okno kontekstowe staje się programem, a LLM jest interpreterem wykonującym twoje intencje.
Co to oznacza w praktyce? Dobry przykład pojawił się na Sequoia AI Ascent. Agent próbował dopasować zakupy ze Stripe do kont Google przez adresy e-mail. Kod był poprawny technicznie, ale system był zaprojektowany źle: e-mail w Stripe i login w Google mogą się różnić. Człowiek musi mieć dość wiedzy o produkcie i inżynierii, by nalegać na trwałe ID użytkownika. Agent tego nie wymyśli. Ty musisz.
Widzę tu pewien paradoks. Karpathy ogłasza koniec vibe codingu z powodów, które tak naprawdę umacniają rolę doświadczonego inżyniera — bo żeby być dobrym „agentic engineerem”, musisz rozumieć architekturę, bezpieczeństwo i logikę systemu lepiej niż kiedykolwiek. Z jednej strony to wspaniała wiadomość dla branży: AI nie zastępuje myślenia, tylko manualne klepanie kodu. Z drugiej — rodzi pytanie, które mnie niepokoi. Co z tymi setkami tysięcy ludzi, którzy vibe codingiem weszli w świat tworzenia oprogramowania bez inżynierskiego fundamentu? Czy właśnie im nowe narzędzia dają złudne poczucie kompetencji, podczas gdy ich kod trafia na produkcję z dziurami bezpieczeństwa? To nie jest pytanie retoryczne.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Niebezpieczna strona coin
Bo wyniki bezpieczeństwa są niepokojące. Nie teoretycznie. Realnie.
Badacze z Georgia Tech uruchomili projekt Vibe Security Radar, który śledzi CVE bezpośrednio powiązane z kodem generowanym przez AI. Wyniki z marca 2026: 35 nowych wpisów CVE spowodowanych przez kod AI. Dla porównania, w styczniu było 6.
Kilka liczb, które powinny dać do myślenia:
- 25% kodu generowanego przez AI zawiera potwierdzone luki bezpieczeństwa według badania AppSec Santa z 2026 roku
- AI-wspomagane commity ujawniają dane uwierzytelniające dwa razy częściej niż kod pisany przez człowieka: 3,2% vs 1,5%
- Stanford przeprowadził randomizowane badanie kontrolowane: programiści używający narzędzi AI nie tylko pisali mniej bezpieczny kod, ale jednocześnie raportowali wyższe zaufanie do jego bezpieczeństwa
- Badanie Cloud Security Alliance: spośród 2,23 miliona próbek kodu AI z 16 modeli, 19,7% zawierało co najmniej jedną halucynowaną nazwę pakietu, która nie istnieje
To ostatnie jest szczególnie niepokojące. Agent kodujący potrafi podać nieistniejący pakiet z przekonaniem godnym seniora. A ktoś, kto nie zna branży, nie sprawdzi.
Co z tymi, którzy vibe codingu broni?
Nie brakuje głosów, że Karpathy po prostu zmienia etykietę na tym samym produkcie. Że „agentic engineering” to vibe coding z wyprostowaną miną. Jeden komentator na Medium trafnie zauważył, że lista czynności, które Karpathy przypisuje agentowemu inżynierowi, pisanie specyfikacji projektowych, nadzorowanie planów, przeglądanie diffów, pisanie testów, budowanie pętli ewaluacyjnych, zarządzanie uprawnieniami, dbanie o jakość, to po prostu… zarządzanie produktem.
I może w tym jest ziarnko prawdy. Ale też może to właśnie jest sedno: granica między PM-em a inżynierem się zaciera. Szybko.
Vibe coding podnosi podłogę dla nieinżynierów. Agentic engineering podnosi sufit dla profesjonalistów, daleko powyżej starego benchmarku „10x engineer”. Karpathy sam sugeruje, że najlepsi agentic engineers mogą przewyższać innych nie 10 razy, ale wielokrotnie więcej.
Nowy zawód, nowe rekrutacje
Jeśli agentic engineering to nowa profesjonalna umiejętność, rekrutacja powinna ją testować bezpośrednio. Tradycyjne łamigłówki kodowania są coraz bardziej niedopasowane. Lepszy test rekrutacyjny mógłby wyglądać tak: zbuduj z agentami duży projekt, wdróż go, zabezpiecz, a następnie pozwól, by wrogie agenty próbowały go złamać.
To radykalna zmiana. I raczej nieuchronna.
Karpathy miał rację rok temu: vibe coding był świetną zabawą. Ma rację znowu teraz: zabawa się skończyła. Zaczyna się prawdziwa praca i realna szansa.
Tyle że wielu ludzi wciąż siedzi na imprezie, która już dawno się skończyła.
