John MacCormick, profesor informatyki z Dickinson College i autor książki „Thinking AI”, rzucił na łamy „Washington Post” tezę, która brzmi jak prowokacja, ale nią nie jest: sztuczna inteligencja może zrobić z ludzką wyjątkowością dokładnie to, co Darwin zrobił z przekonaniem o boskim pochodzeniu człowieka. Czyli ją po prostu zakwestionować, trwale i bez możliwości odwrotu.
Kluczowe fakty:
- John MacCormick, profesor informatyki z Dickinson College, twierdzi że sztuczna inteligencja może zakwestionować ludzką wyjątkowość podobnie jak Darwin zakwestionował boskie pochodzenie człowieka.
- Współczesne systemy AI takie jak GPT-4, Claude czy Gemini dorównują lub przewyższają ludzi w wielu zadaniach – piszą wiersze, komponują muzykę, rozwiązują zadania matematyczne na poziomie olimpijskim i dorównują lekarzom w testach diagnostycznych.
- Zarówno ludzki mózg jak i głębokie sieci neuronowe wytwarzają inteligencję przez emergencję – współdziałanie milionów prostych elementów (neuronów lub węzłów sieci).
Darwin wrócił, tym razem z kodem
W 1859 roku Karol Darwin opublikował „O powstawaniu gatunków”. Ówczesny świat poczuł się zdehumanizowany: jeśli jesteśmy jedynie produktem ślepego doboru naturalnego, co z naszą wyjątkowością? Gdzie się podziała dusza, rozum, godność? Odpowiedź historii brzmi: przetrwały. Tylko że musiały zredefiniować samych siebie.
MacCormick stawia analogię wprost. Przez tysiąclecia szukaliśmy cech wyłącznie ludzkich, które odróżniają nas od reszty świata. Język. Twórczość. Rozumowanie. Empatia. Kolejne bastiony padały jeden po drugim: zwierzęta też komunikują się i tworzą narzędzia, bonobo posługują się symbolami, a kruki planują przyszłość. AI poszła jeszcze dalej.
Dziś systemy takie jak GPT-4, Claude czy Gemini piszą wiersze, komponują muzykę, rozwiązują zadania z matematyki na poziomie olimpijskim, a w testach diagnostycznych dorównują lub przewyższają lekarzy specjalistów. Nie chodzi już o pytanie, czy maszyna „myśli”. Chodzi o to, co z nami zostaje, skoro coraz trudniej wskazać, co jest wyłącznie nasze.
„Emergencja” i kłopotliwe podobieństwa
MacCormick w swojej książce „Thinking AI” wskazuje na kluczowe pojęcie: emergencję. Zarówno ludzki mózg, jak i głębokie sieci neuronowe produkują inteligencję nie przez żaden centralny „procesor rozumu”, lecz przez współdziałanie milionów prostych elementów. Neurony albo węzły sieci, różne nośniki, podobny efekt.
To niekomfortowe podobieństwo strukturalne. Jeśli nasza inteligencja wyłania się ze skomplikowanych interakcji neuronów, to czemu inteligencja AI wyłaniająca się z interakcji węzłów sieci miałaby być czymś fundamentalnie innym?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Rozumiem pokusę dramatycznej narracji o „końcu człowieka”, ale historia uczy nas ostrożności. Darwin też miał swoich katastrofistów. I owszem, teoria ewolucji wywróciła do góry nogami naszą wizję miejsca człowieka w przyrodzie – jednak nie odebrała nam podmiotowości. Pytanie, które mnie tu naprawdę nurtuje, jest inne: czy obalenie „mitu wyjątkowości” byłoby w ogóle złą wiadomością? Może odciążyłoby nas od pewnej arogancji gatunkowej. Z drugiej strony – i tu MacCormick ma rację, żeby zadawać to pytanie głośno – jeśli AI potrafi robić wszystko to, co do tej pory uznawaliśmy za rdzeń człowieczeństwa, to na jakiej podstawie będziemy budować systemy prawne, etyczne czy ekonomiczne zakładające szczególną wartość bycia człowiekiem? To nie jest pytanie filozoficzne. To pytanie polityczne i całkiem pilne.
Które bastiony jeszcze stoją?
Warto zapytać precyzyjnie: co jeszcze obroniliśmy? MacCormick nie twierdzi, że AI jest „taka sama jak człowiek”. Twierdzi, że coraz trudniej wskazać precyzyjne granice. Aktualny stan gry wygląda mniej więcej tak:
- Język i komunikacja – AI generuje teksty nieodróżnialne od ludzkich w wielu kontekstach
- Kreatywność artystyczna – systemy generują obrazy, muzykę, scenariusze; nagrody dla „ludzkich” twórców zaczynają miewać gwiazdki regulaminowe
- Rozumowanie logiczne i matematyczne – tu AI często człowieka przewyższa
- Świadomość i subiektywne doświadczenie – tu debata trwa i nie widać końca
- Ucieleśnienie i fizyczna obecność w świecie – tu AI wciąż jest daleko w tyle, choć robotyka szybko nadrabia
Ten ostatni punkt jest niedoceniany. Nasze myślenie jest zakorzenione w ciele, w zmysłowym doświadczeniu świata. AI nie wie, co to ból, głód, strach zapisany w mięśniach. Czy to ma znaczenie filozoficzne? Ogromne. Czy to wystarczy jako „gwarancja wyjątkowości” na zawsze? Niekoniecznie.
Nowe pytania zamiast starych odpowiedzi
MacCormick jest akademikiem, nie wieszczem. Nie ogłasza końca człowieka. Proponuje coś trudniejszego: zmianę pytań. Zamiast pytać „co jest wyłącznie ludzkie?”, może czas zacząć pytać „co powinno być wyłącznie ludzkie i dlaczego?”. To pytanie normatywne, a nie opisowe.
I to właśnie robi tę analogię z Darwinem prawdziwą. Darwin nie powiedział nam, czym jesteśmy. Zmusił nas, żebyśmy sami odpowiedzieli na to pytanie od nowa. AI robi to samo.
Teoria ewolucji była traumą kulturową, która trwała dekady. Mamy powody sądzić, że rewolucja AI będzie szybsza i brutalniejsza. Mechanizmy adaptacji kulturowej nie przyspieszały tak jak modele językowe.
Co z nami zostanie?
Jest jeden obszar, gdzie ostrożny optymizm wydaje się uzasadniony. MacCormick w swoich badaniach konsekwentnie podkreśla, że nawet jeśli AI emuluje ludzkie myślenie, nie zastępuje ludzkiego sensu. Wartości, cele, kierunek, to wciąż leży po stronie człowieka. Przynajmniej na razie.
Problem polega na tym, że „na razie” coraz rzadziej kojarzy się z długim horyzontem czasowym.
Pytanie, czy AI kończy mit ludzkiej wyjątkowości, jest pytaniem filozoficznym. Ale jego praktyczne konsekwencje, dla prawa, rynku pracy, systemów opieki, edukacji, już teraz wymagają odpowiedzi politycznych. I tutaj żadna analogia do Darwina nie wystarczy. Darwin miał wieki, żebyśmy go przetrawili. Na AI czasu jest znacznie mniej.
