Szef Anthropic opublikował obszerny esej o polityce AI i jednocześnie ogłosił przeznaczenie 200 milionów dolarów na badania rynku pracy. Ale to nie pieniądze są tu najciekawsze. Najciekawsze jest to, co Amodei faktycznie proponuje.
Kluczowe fakty:
- Anthropic ogłosiło przeznaczenie 200 milionów dolarów na badania wpływu AI na rynek pracy w ramach Economic Futures Research Fund oraz 150 milionów dolarów na program stypendialny dla osób na początku kariery.
- Anthropic opracowało ramy polityczne z rekomendacjami dla rządu USA na trzy poziomy zakłóceń: gdy bezrobocie osiągnie 5%, 10% oraz poziom „bezprecedensowy" – przy obecnej stopie bezrobocia wynoszącej 4,3%.
- W scenariuszu największych zakłóceń Anthropic proponuje wprowadzenie powszechnego dochodu podstawowego (UBI), finansowanego m.in. z podatków nałożonych na firmy AI lub z podwyżki podatku od zysków kapitałowych.
Twórca narzędzia mówi: to narzędzie niszczy miejsca pracy
Anthropic ogłosiło w środę 200 milionów dolarów na badania wpływu AI na rynek pracy i gospodarkę. Środki trafią do tzw. Economic Futures Research Fund, który ma finansować eksperymenty z polityką publiczną. Do tego dochodzi 150 milionów dolarów na program stypendialny dla osób na początku kariery, które mają pomagać lokalnym społecznościom w USA korzystać z dobrodziejstw AI.
Brzmi jak typowy corporate PR? Może. Ale esej Amodeia opublikowany tego samego dnia na jego osobistej stronie idzie znacznie dalej niż zwykła deklaracja dobrej woli.
AI może produkować znacznie większe zakłócenia na rynku pracy niż poprzednie technologie, i co ważne, zakłócenia te mogą być trwalsze. Ryzykujemy znalezienie się w świecie, gdzie ekonomiczne koła zostają przestawione na ustawienie hiperwzrostu i hiperinierówności, i wyjście z tego stanu może być bardzo trudne.
To Amodei, nie jakiś lewy komentator. Facet, który tę technologię buduje.
Trzy scenariusze i propozycja UBI
Ramy polityczne zaproponowane przez Anthropic określają rekomendacje dla rządu USA na trzy poziomy zakłóceń gospodarczych wywołanych przez AI: gdy krajowe bezrobocie osiągnie 5%, 10% i bliżej nieokreślony „bezprecedensowy” poziom. Aktualna stopa bezrobocia w USA wynosi 4,3%.
Przy tym ostatnim scenariuszu Anthropic mówi wprost: potrzebne będą trwałe mechanizmy wsparcia. Mechanizmy takie jak powszechny dochód podstawowy (UBI) mogłyby być finansowane z podatków nałożonych na odpowiednie firmy lub przez podwyżkę podatku od zysków kapitałowych. Innymi słowy, Anthropic proponuje, żeby m.in. Anthropic płacił za to, co Anthropic zrobił z rynkiem pracy.
Amodei wprost pisze, że nie chce być „prorokiem zagłady”. Ostrzegał o utracie miejsc pracy, bo chce, żeby decydenci i sektor prywatny mieli jak najlepszą szansę na adaptację i odpowiedź, a nie dlatego, że chce straszyć.
Wierzę, że to szczere. Ale warto pamiętać, że Anthropic ma jednocześnie wycenę zbliżającą się do biliona dolarów i szykuje się do IPO. Szczerość i interes własny niekoniecznie się wykluczają.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
To jest jeden z tych momentów, które trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony mamy prezesa firmy AI, który mówi publicznie: nasza technologia może zniszczyć rynek pracy na skalę, jakiej jeszcze nie widzieliśmy. To jest odwaga, której brakuje większości liderów branży. Z drugiej strony, 200 milionów dolarów na badania brzmi imponująco, dopóki nie spojrzymy na wycenę Anthropic, która oscyluje wokół 60-70 miliardów dolarów. To trochę jak milioner, który daje napiwek 50 centów i mówi, że jest filantropem. Pytanie, które mnie naprawdę nurtuje: czy propozycja samoopodatkowania firm AI to przemyślana polityka, czy wentyl bezpieczeństwa, który pozwala dalej rozwijać technologię bez realnej presji regulacyjnej? I drugie pytanie, może ważniejsze: co z resztą świata? Debata toczy się w realiach USA, tymczasem największy impakt automatyzacji prawdopodobnie odczują gospodarki rozwijające się, w tym wschodząca klasa kreatywna w Polsce i całym regionie CEE.
Regulacje jak FAA, podatki jak po wojnie
Ekonomia to nie jedyny temat eseju. Amodei uważa, że najlepszą analogią dla regulacji AI są samochody, samoloty lub leki, czyli technologie niezbędne nowoczesnej gospodarce, ale zdolne do zabijania dużej liczby ludzi, jeśli są źle zaprojektowane lub obsługiwane.
Konkretnie: modele frontier AI, podobnie jak samoloty, powinny być zobowiązane do przechodzenia testów technicznych i audytów, a ich wdrożenie powinno być blokowane lub cofane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, jeśli nie spełniają wysokich standardów bezpieczeństwa.
To propozycja dużo surowsza niż to, co dziś istnieje w praktyce. I wyraźnie kontrastuje z podejściem administracji Trumpa, która też właśnie podpisała rozporządzenie w sprawie nadzoru nad AI, ale w znacznie łagodniejszym wariancie.
Trump powiedział dziennikarzom w środę w Gabinecie Owalnym, że wkrótce spotka się z szefami czołowych firm AI, żeby omówić „oddawanie czegoś publiczności”. Brzmi kusząco. Szczegółów brak.
Altman też się wycofuje. Wszyscy nagle stają się ostrożni
To nie jest odosobniony głos. Sam Altman z OpenAI niedawno przyznał, że był „mocno w błędzie” co do ekonomicznego wpływu AI, odwracając się od czerwcowych ostrzeżeń z 2025 roku, że stanowiska dla początkujących są poważnie zagrożone.
Ale dane mówią swoje:
- Zwolnienia w sektorze technologicznym przez pierwsze pięć miesięcy 2026 roku przekroczyły już 115 000 osób, zbliżając się do 124 000 odnotowanych przez cały rok 2025. Meta, Amazon i Snap wskazują AI jako jeden z powodów cięć.
- Jednocześnie Yale Budget Lab nie znalazł znaczących zmian w strukturze zatrudnienia ani czasie bezrobocia w zawodach mocno narażonych na AI od czasu premiery ChatGPT pod koniec 2022 roku.
Rzeczywistość jest więc mieszana. Zwolnienia są. Apokalipsa jeszcze nie.
Co z tego wynika
Amodei porównuje skrzyżowanie AI z instytucjami politycznymi do sceny z „Władcy Pierścieni”, gdzie hobbitowie próbują skłonić Drzewca do działania w obliczu zagrożenia. Problem w tym, że Drzewiec działa w zupełnie innym rytmie. Polityka jest powolna, AI jest szybkie.
To chyba najtrafniejsza metafora, jaką słyszałem w tej debacie od dawna. Bo to jest sedno problemu. Nie to, czy Amodei ma rację w sprawie podatków czy UBI. Pytanie jest prostsze: czy kogokolwiek uda się obudzić wystarczająco szybko?
Na razie mamy 200 milionów dolarów i esej. Zobaczymy, co z tego urośnie.
