Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy z nastawieniem, które poprzednie generacje wypracowywały latami albo nie wypracowały nigdy. Młodzi wiedzą, że wybrany dziś zawód może za dekadę nie istnieć i traktują to jako fakt, nie katastrofę.
Tak przynajmniej wynika z raportu „Zetki wkraczają do gry” autorstwa prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan i jednego z czołowych ekspertów rynku pracy w Polsce. Raport analizuje sytuację młodych ludzi z ich własnej perspektywy, a wnioski są zaskakująco dojrzałe.
Jak stwierdził profesor: „Młodzi ludzie godzą się z tym, że zawody dzisiaj przez nich wybierane nie są zawodami na całe życie. Wiedzą, że będą musieli cały czas podnosić swoje kwalifikacje i są na to otwarci.”
AI zlikwiduje stanowiska. Młodzi to wiedzą
To, co dla części starszych pracowników wciąż brzmi jak futurystyczne straszenie, dla Zetek jest po prostu punktem wyjścia do planowania kariery. W badaniu respondenci zwracali uwagę na konkretne zagrożenia. Ich zdaniem przyszłości nie mają:
- zawody oparte na powtarzalnych czynnościach produkcyjnych, które zastąpią roboty,
- stanowiska „młodszych specjalistów” zajmujących się przygotowywaniem dokumentów i materiałów,
- wszelkie role, w których główną wartością jest przetwarzanie i kompilowanie informacji.
Ostatni punkt szczególnie uderza. Praca biurowa na poziomie entry-level, czyli właśnie to, od czego zaczyna większość absolwentów, jest zdaniem samych młodych pierwszą na liście do zastąpienia przez AI.
Mam mieszane uczucia po lekturze tego raportu. Z jednej strony cieszy mnie ta świadomość Zetek, bo adaptacyjność to dziś prawdopodobnie najważniejsza kompetencja na rynku pracy. Ale z drugiej strony muszę zapytać wprost: czy samo „bycie otwartym na zmiany” to wystarczająca odpowiedź na konkretne mechanizmy likwidowania całych kategorii stanowisk? Entuzjazm bez systemowego wsparcia, bez polityki reskillingu na poziomie państwowym i bez realnych inwestycji pracodawców w przekwalifikowanie to trochę za mało. Optymizm Zetek jest cenny, ale nie zastąpi strukturalnych rozwiązań. Pytanie, czy instytucje nadążają za tym, co młodzi już rozumieją.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Gdzie będzie praca? HR, zdrowie, usługi osobiste
Prof. Męcina wskazuje też, gdzie powstaną nowe miejsca pracy. Zatrudnienie będzie rosnąć w obszarach związanych z biznesem, księgowością, HR-em, szkoleniami oraz usługami opiekuńczymi i zdrowotnymi, takimi jak fizjoterapia czy wsparcie psychologiczne. Sektor opieki i zdrowia jawi się jako naturalny bufor dla rynku pracy w dobie automatyzacji, bo ludzka relacja i obecność są tu trudne do zastąpienia algorytmem.
Atrakcyjne i kluczowe staną się też zawody związane z upskilllingiem i reskillingiem, czyli podnoszeniem kompetencji i przekwalifikowaniem do nowych ról. Innymi słowy: będzie zapotrzebowanie na ludzi, którzy pomagają innym ludziom się przebranżowić. Rynek pracy zacznie produkować własnych „naprawiaczy.”
Elastyczność tak, ale lojalność też coś znaczy
Jest jednak napięcie, o którym raport mówi wprost. Zetki nie chcą wiązać się z jednym pracodawcą. Traktują zmianę pracy jako naturalny element budowania kariery i zbierania kompetencji. Tymczasem pracodawcy, którzy inwestują w szkolenia pracowników, oczekują czegoś w zamian.
Prof. Męcina ujął to tak: „Jeżeli pracodawca inwestuje w szkolenie pracownika, to chciałby, aby ten pracownik myślał przyszłościowo o tym miejscu zatrudnienia.”
To zderzenie dwóch racjonalnych strategii. Żadna ze stron nie jest w błędzie, ale jakoś muszą dojść do porozumienia. Pojawia się tu przestrzeń dla nowych modeli zatrudnienia, gdzie lojalność mierzy się nie stażem, lecz zaangażowaniem.
Łączenie pracy z nauką i kwestia pieniędzy
Charakterystycznym rysem pokolenia Z jest też powszechne łączenie studiów z pracą zarobkową. Dla młodych liczy się elastyczność godzin i adekwatność wynagrodzenia, nie koniecznie jego wysokość. To subtelna, ale ważna różnica. Zależy im na tym, żeby zarobki były uczciwe wobec wkładu, a nie żeby od razu zarabiać dużo.
Wchodzą na rynek z jedną przewagą strukturalną: demografią. Kurczące się zasoby pracy oznaczają, że to pracodawcy będą się o nich starać, a nie odwrotnie.
Mieszkania, żłobki i demografia
Raport dotyka też kwestii demograficznych i tu obraz jest bardziej złożony. Młodzi chcą mieć dzieci, ale większość mówi o jednym lub dwójce. Troje pojawia się w odpowiedziach rzadko. Warunkiem planów rodzinnych jest stabilność zatrudnienia, dostęp do mieszkania i sprawne usługi publiczne, żłobki i przedszkola przede wszystkim.
Prof. Męcina podkreślił, że badania dają „nadzieję, że młode pokolenie nieco zmieni obraz naszej demografii.” Słowo „nieco” robi tu całą robotę.
Rynek pracy dziś: niskie bezrobocie, ale zagrożenia na horyzoncie
Ekspert ocenia, że aktualna sytuacja na rynku pracy jest dobra. Bezrobocie pozostaje niskie, wzrost gospodarczy przyzwoity. Jest jednak haczyk: wzrost w dużej mierze napędzają inwestycje publiczne, nie prywatne. Bez ożywienia inwestycji prywatnych rynek pracy może tkwić w maraźmie, co w praktyce uderzy najbardziej w osoby szukające nowej pracy, czyli najczęściej właśnie w młodych.
Do tego dochodzą ryzyka geopolityczne. Niestabilność na Bliskim Wschodzie przekłada się na ceny energii, a to z kolei na inflację i koszty prowadzenia biznesu. Polsce nie grozi drastyczny wzrost bezrobocia, ale brak dynamiki na rynku pracy to realne utrudnienie dla wszystkich, którzy dopiero zaczynają.
Pokolenie Z zdaje się to rozumieć lepiej niż niejeden komentator rynkowy. Pytanie, czy system je do tego przygotuje, czy tylko weźmie na nich zakład.
