Steve Wozniak, współzałożyciel Apple, zabrał głos w sprawie sztucznej inteligencji. I nie powiedział tego, czego oczekiwał od niego świat technologiczny.
W wywiadach dla CNN i Fox Business, nagranych przy okazji zbliżającej się 50. rocznicy założenia Apple, Woz przyznał wprost, że nie korzysta z narzędzi AI zbyt często, a kiedy już je testuje, wychodzi z tego… rozczarowany. „I don’t use AI much at all, but I’ve asked it a few questions to test it” – powiedział w rozmowie z CNN. I na tym nie poprzestał.
Co konkretnie nie działa
Problem, który Wozniak opisuje, jest banalnie znajomy każdemu, kto regularnie używa chatbotów.
Pyta o coś, gdzie jeden konkretny wyraz jest kluczem do odpowiedzi, a w zamian dostaje serię jasnych, rzeczowych wyjaśnień na temat… ale nie tego, o co naprawdę chodziło. Brzmi znajomo? Bo powinno. To jeden z bardziej irytujących aspektów obecnych modeli językowych – tendencja do obszernego odpowiadania „na temat”, przy jednoczesnym chybianiu sedna pytania.
Do tego dochodzi problem stylu. Wozniak uważa, że generowany tekst jest „zbyt suchy i zbyt perfekcyjny” – chce czegoś od człowieka, a dostaje coś, co człowiekiem nie jest.
Emocje jako brakujące ogniwo
Wozniak nie krytykuje AI z pozycji osoby bojącej się technologii. Jego zarzuty są głębsze i bardziej filozoficzne.
„I want to know some human being like myself is thinking, knowing what I might feel, and understanding emotions and all that” – powiedział. Chodzi o coś więcej niż sprawność techniczna. Chodzi o to, że po drugiej stronie stoi… nikt. Żaden umysł, żadne rozumienie, żadna empatia. Tylko statystyczny wzorzec wypowiedzi.
Zapytany, czy widzi oznaki, że AI rozumie wystarczająco dobrze, jak działa ludzki mózg – odpowiedział, że żadnych takich sygnałów nie zauważył. I dodał, że nie wierzy, by AI miało emocje, troszczyło się o coś, czy chciało być „dobrą osobą”.
Komentarz Piotra Wolniewicza, Redaktora Naczelnego AIPORT.pl:
Słowa Wozniaka to ważny głos w debacie, który łatwo zbagatelizować jako „stary człowiek narzekający na nowe technologie”. Ale nie o to tu chodzi. Woz dotyka realnego problemu – obecne modele językowe są świetne w generowaniu tekstu, który wygląda jak odpowiedź, ale nie zawsze nim jest. Sam regularnie doświadczam tej frustracji: piszę precyzyjne pytanie, dostaję rozbudowany elaborat obok tematu.
Z drugiej strony trzeba być uczciwy – AI w 2026 roku potrafi już naprawdę wiele. Pomaga pisać kod, analizuje dane, przyspiesza pracę w dziesiątkach branż. Wozniak ocenia te narzędzia przez pryzmat własnych, bardzo konkretnych oczekiwań – rozmowy z czymś, co rozumie człowieka na poziomie emocjonalnym. A to jest cel, którego technologia jeszcze nie osiągnęła i być może nie osiągnie szybko.
Pytanie, które warto postawić: czy w ogóle powinniśmy tego oczekiwać? I czy fakt, że AI „nie czuje”, musi oznaczać, że jest bezużyteczne? Woz stawia nam przed oczami wysoką poprzeczkę. Dobrze, że ktoś ją trzyma.
Woz kontra reszta branży
Wypowiedź Wozniaka pojawia się w bardzo specyficznym momencie. Jensen Huang, szef Nvidii, ogłosił w tym tygodniu, że „osiągnęliśmy AGI” – choć jego definicja tego terminu może znacząco odbiegać od tej, którą ma w głowie współzałożyciel Apple.
To zestawienie mówi samo za siebie. Branżowi liderzy – z akcjonariuszami i kursami akcji w tle – mają powody, by AI chwalić. Wozniak nie ma żadnego interesu w krytykowaniu. Jest po prostu wolny, by mówić to, co myśli.
Nie bez znaczenia jest też kontekst firmowy. Apple, firma, którą współtworzył, biegnie teraz na złamanie karku z wdrożeniem AI – Apple Intelligence jest centralnym elementem strategii softwarowej dla iPhone’ów, iPadów i Maców. Tim Cook pozycjonuje AI jako fundament przyszłości Apple. A Wozniak mówi wprost, że cesarz nie ma ubrania.
Uzależnienie od mediów społecznościowych i AI
Przy okazji wywiadów Wozniak poruszył jeszcze jeden temat. Przyznał, że rzucił media społecznościowe „z dnia na dzień” – nie chciał się od nich uzależnić. I widać w tym pewną konsekwencję. Człowiek, który pomógł zbudować rewolucję komputerową, dziś patrzy na jej owoce z dystansem.
Jego uwagi dotyczyły również szerszego wpływu technologii na ludzkie zachowania – ostrzegał, że rosnące uzależnienie od zautomatyzowanych systemów może zmieniać sposób, w jaki ludzie przetwarzają informacje i rozwiązują problemy.
Co z tymi białymi kołnierzykami?
Wozniak nie jest jednak totalnym pesymistą. Przyznaje, że technologia zawsze się poprawia.
Jednocześnie wyraźnie zaznacza, że:
- nie widzi dowodów na to, że AI rozumie, jak działa ludzki mózg
- nie sądzi, by obecne systemy miały emocje lub prawdziwe zrozumienie
- nie wyklucza jednak, że kiedyś – w bliżej nieokreślonej przyszłości – AI może stać się na tyle dobre, że „zrozumie cię tak, jak zrozumiałby inny człowiek”
Wozniak testował różne narzędzia LLM i przyznaje, że często ma problem z uzyskaniem konkretnej, wiarygodnej odpowiedzi. „I want such reliable content every time” – powiedział. I trudno mu odmówić racji.
Branża AI może oczywiście uznać te słowa za nieistotne – w końcu Wozniak nie jest aktywnym uczestnikiem tego rynku. Ale kiedy jeden z ojców rewolucji komputerowej mówi, że jest „rozczarowany bardzo często”, warto się zastanowić: czy nie gonimy za benchmarkami i nagłówkami, zamiast rozwiązywać problemy, z którymi rzeczywiście borykają się użytkownicy?
