Steven Spielberg wystąpił na konferencji SXSW w Austin i powiedział wprost: w jego filmach nie ma AI. Sala odpowiedziała owacją na stojąco.
Legendarny reżyser, który odpowiada za takie tytuły jak „Szczęki”, „E.T.”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” czy „Poszukiwacze zaginionej arki”, nie jest ani trochę przeciwnikiem technologii jako takiej. Jego własne filmy od dekad eksplorują relacje człowieka z maszyną – wystarczy przypomnieć „Raport mniejszości”, „Player One” czy tytułowe „A.I. Sztuczna inteligencja”. Ale jest wyraźna granica, której Spielberg nie zamierza przekraczać.
„Nie ma pustego krzesła z laptopem”
Na SXSW 2026 Spielberg zastrzegł, że nie chce wygłaszać tyrady przeciwko AI. Zaznaczył, że popiera tę technologię „w wielu dziedzinach”. Ale w swoich salach scenariuszowych – nawet przy projektach telewizyjnych – kreatywność pozostaje domeną ludzi.
„I am not for AI if it replaces a creative individual.”
Krótko, jasno, bez owijania w bawełnę. Zdanie, które spokojnie mogłoby być mottem dla całej branży filmowej, gdyby tylko branża chciała je usłyszeć.
Komentarz Piotra Wolniewicza, Redaktora Naczelnego AIPORT.pl:
Słowa Spielberga brzmią jak manifest, ale trzeba postawić uczciwe pytanie: czy stać na ten luksus wszystkich? Spielberg to człowiek, który ma nieograniczony budżet, sprawdzone procesy i dziesiątki lat doświadczenia. Indie twórcy działają w zupełnie innej rzeczywistości. Dla nich AI może być narzędziem wyrównującym szanse, a nie zagrożeniem. Z drugiej strony – jeśli nawet najbardziej wpływowi ludzie w Hollywood nie będą stawiać granicy, to kto ją postawi? I kiedy? Cieszę się, że Spielberg mówi to głośno. Martwię się, że inni milczą.
Hollywood patrzy w inną stronę
Wypowiedź Spielberga pada w wyjątkowo wymownym momencie. Branża rozrywkowa wyraźnie zmierza w przeciwnym kierunku:
- Amazon ogłosił w lutym testy narzędzi AI w produkcji filmowej i telewizyjnej
- Netflix przejął firmę AI filmmaking założoną przez Bena Afflecka za kwotę szacowaną na 600 milionów dolarów
- Startupy AI aktywnie pitchują się niezależnym twórcom, obiecując szybszą i tańszą produkcję
Spielberg przyznaje pośrednio, że on sam może sobie pozwolić na luksus odrzucenia AI. Ktoś, kto dysponuje jego zasobami i nazwiskiem, nie potrzebuje algorytmu do pisania scenariusza. Pytanie brzmi jednak inaczej: co z twórcami, którzy tego komfortu nie mają?
Technologia kontra twórczość – stary spór w nowym wydaniu
To nie jest pierwsze starcie Hollywood z nową technologią. Kino dźwiękowe, efekty cyfrowe, CGI – każda rewolucja wywoływała podobne obawy. Część z nich była uzasadniona, część nie. AI jest jednak czymś jakościowo innym: po raz pierwszy mamy do czynienia z narzędziem, które nie tylko przyspiesza produkcję, ale aktywnie naśladuje ludzką kreatywność.
I właśnie dlatego słowa Spielberga mają znaczenie większe niż kolejny wywiad na festiwalu. Są głosem człowieka, który widział każdą zmianę technologiczną w kinie od lat 70. i świadomie decyduje się powiedzieć: nie tym razem.
Czy inni podążą za tym przykładem? Patrząc na decyzje Amazona i Netflixa – niekoniecznie.
