Dawid Podsiadło wydał 3 czerwca nowy singiel „na błysk” wraz z teledyskiem inspirowanym filmem „Zakochany bez pamięci” Michela Gondry’ego. Problem w tym, że część klipu powstała przy pomocy sztucznej inteligencji. I to wystarczyło, żeby internet eksplodował.
Kluczowe fakty:
- Dawid Podsiadło wydał 3 czerwca singiel "na błysk" wraz z teledyskiem inspirowanym filmem "Zakochany bez pamięci" Michela Gondry'ego. Jest to drugi singiel zapowiadający nowy album artysty, planowany na jesień tego roku.
- Część teledysku została wyprodukowana przy użyciu sztucznej inteligencji przez studio AiVisioLab, co zostało jawnie ujawnione w opisie klipu na YouTube.
- Sceny wygenerowane przez AI są wyraźnie widoczne i odróżniają się od reszty materiału – w jednej z nich para unosi się w powietrzu z psem na smyczy, a zwierzę widocznie się podwaja, co jest typowym artefaktem generatywnej grafiki.
Czym jest „na błysk” i skąd się wziął
Piosenka towarzyszy Podsiadłe od kilku lat. Sam wokalista tłumaczy to tak:
„To stosunkowo nowy tytuł utworu, który to ten utwór jest ze mną od paru lat. Jest tak z piosenkami, że czasami nie chcą puścić i przypominają się, mówią: hej, kiedyś mieliśmy fajne chwile, może pokażmy je wszystkim baranie. Ja mówię: no tak, tak, wiem.” / „It’s a relatively new title for a song that’s been with me for a few years. Songs sometimes don’t let go – they come back and say: hey, we had some good times, maybe let’s show them to everyone. And I think: yeah, yeah, I know.”
„Na błysk” to drugi singiel zapowiadający nowy album Podsiadły, który ma ukazać się jesienią tego roku. Pierwszy, „sezon”, trafił do słuchaczy w kwietniu. Teledysk do „na błysk” to hołd złożony „Zakochanemu bez pamięci” z 2004 roku, gdzie bohater próbuje boleśnie wymazać ze swojej pamięci ślady zakończonego związku. Inspiracja czytelna, pomysł całkiem dobry. Realizacja? No właśnie.
Tu pojawia się AI
Za „produkcję i sceny AI” w teledysku odpowiada studio AiVisioLab. Podsiadło nie ukrył tego faktu, informacja pojawiła się wprost w opisie klipu. I o ile doceniam transparentność, to właśnie ta przejrzystość stała się zapalnikiem.
Sceny wygenerowane przez AI wyraźnie odcinają się od reszty materiału. Nie są to subtelne efekty wplecione w tło, które przeciętny widz by przeoczył. W jednej ze scen para unosi się w powietrzu trzymając psa na smyczy, a zwierzę się dosłownie podwaja. Klasyczny artefakt generatywnej grafiki, który każdy, kto przez ostatnie dwa lata śledził rozwój narzędzi AI, rozpozna w ciągu sekundy. Cała reszta klipu, z prawdziwymi aktorami, reżyserem, kostiumografami, oświetleniowcami i ekipą dźwiękową, schodzi przez to na dalszy plan. I to jest chyba największy problem: nie tyle sam fakt użycia AI, ile to, że te fragmenty po prostu słabo wyglądają.
Komentarz redakcji
Obserwuję debatę o AI w polskiej kulturze od kilku lat i muszę powiedzieć wprost: reakcja fanów na teledysk Podsiadły to nie jest histeryczna panika, ale też nie jest sprawiedliwy wyrok. To gdzieś pośrodku. Z jednej strony rozumiem rozczarowanie. Podsiadło zbudował swój wizerunek na autentyczności, na relacji z odbiorcą, na poczuciu, że za każdym szczegółem stoi świadoma decyzja artystyczna. Gdy nagle w tym obrazku pojawia się AI, który generuje „podwójnego psa”, to trudno nie odczuć zgrzyta. Z drugiej strony używanie narzędzi AI w produkcji wizualnej to nie jest plagiat, nie jest kradzież i samo w sobie nie jest zdradą fanów. To narzędzie, jak każde inne. Pytanie brzmi nie „czy AI”, tylko „jak AI”. I tutaj Podsiadło rzeczywiście mógł zrobić to lepiej, bardziej świadomie, z efektem końcowym, który nie razi amatorską jakością. Otwarte pozostaje inne pytanie: czy ta burza w ogóle cokolwiek zmieni? Czy artyści, widząc skalę krytyki, będą rezygnować z AI, czy raczej nauczą się go ukrywać? I co wybierzemy, jako słuchacze?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Podsiadło nie jest pierwszy. Ale skala reakcji jest inna
Inni polscy artyści sięgali po AI przy tworzeniu teledysków. Quebonafide w „Futuramie”, Sarsa w „Awanturach”, Kizo w „Avatarze”. Nikt z nich nie zebrał takiej fali krytyki. Dlaczego akurat Podsiadło?
Kilka możliwych odpowiedzi:
- Skala popularności – Podsiadło gra na wyprzedanych stadionach, jest w Polsce artystą o innym ciężarze gatunkowym niż wymienione wyżej nazwiska. Więcej fanów to więcej komentarzy.
- Kontrast z wizerunkiem – „Skromny chłopak z gitarą” i AI slop w teledysku to kombinacja, która zgrzyta bardziej niż w przypadku artystów budujących swoją markę na futurystycznej estetyce.
- Jakość wykonania – Gdyby sceny AI były naprawdę świetne, część krytyków by milczała. Ale podwójny pies trudno obronić.
Komentarze pod teledyskiem nie pozostawiają wątpliwości. „Ciebie, Dawid, też można zastąpić AI. Strasznie przykra sprawa.” albo: „Dziś używasz AI w produkcji teledysku, a jutro AI będzie śpiewać za ciebie, Dawid. Kręcisz bat na samego siebie i innych artystów.”
Mocne słowa. Może za mocne? Ale trudno nie zauważyć, że frustacja fanów celuje w coś realnego: w poczucie, że artysta o możliwościach Podsiadły po prostu mógł zrobić lepiej.
A album i tak się ukaże jesienią
Cała ta dyskusja toczy się na tle zbliżającej się trasy „Obrotowy Tour” i zapowiedzi piątej płyty Podsiadły. „Na błysk” to dopiero drugi singiel, a koncerty na Stadionie Śląskim w Chorzowie startują już 6 czerwca. Bilety dawno wyprzedane.
I tu właśnie widać skalę paradoksu. Artysta, który może wyprzedać stadion na dwa wieczory z rzędu, postanowił wrzucić do teledysku sceny z generatora obrazów, które wyglądają jak demo, a nie finalny produkt. Dlaczego? Tego nie wiemy. Może to była świadoma decyzja estetyczna. Może efekt zbyt napiętego harmonogramu przed trasą. Może ktoś po prostu stwierdził, że „jakoś ujdzie”.
Nie uszło.
