Chińska firma AI z zaledwie 200 pracownikami robi coś, co jeszcze dekadę temu wymagało zasobów całej agencji wywiadowczej. Według amerykańskich służb wywiadowczych, jej publicznie dostępne zdjęcia satelitarne z naniesionymi przez AI znacznikami pomagają irańskim Siłom Rewolucyjnym precyzyjnie namierzać cele.
Od momentu, gdy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły operację „Epic Fury” 28 lutego 2026 roku, firma MizarVision z Hangzhou nieprzerwanie śledzi i publikuje w mediach społecznościowych – na platformach Weibo i X – zdjęcia satelitarne baz wojskowych USA na Bliskim Wschodzie. I nie są to zwykłe fotografie. To obrazy wzbogacone przez AI o automatyczne oznaczenia typów i rozmieszczenia sił, gotowe do bezpośredniego użycia wywiadowczego.
Startup robi to, co kiedyś potrafił tylko wywiad
Źródło wewnątrz Agencji Wywiadu Obronnego USA (Defense Intelligence Agency – DIA) przekazało australijskiej telewizji ABC, że Pentagon jest przekonany: Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) aktywnie korzysta z tych materiałów przy namierzaniu celów. Informator stwierdził wprost, że obrazy te zagrażają życiu żołnierzy.
Zakres działalności MizarVision jest zadziwiający. Od lutego 2026 roku firma opublikowała między innymi:
- zdjęcia ok. 11 myśliwców F-22 Raptor na izraelskiej bazie lotniczej Ovda wraz z rozmieszczeniem baterii Patriot,
- lokalizacje i aktywność na bazie Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej (samoloty AWACS E-3, tankowce KC-46 i KC-135, samoloty patrolowe P-8),
- szczegóły rozmieszczenia sił w bazie Al-Udeid w Katarze – największej bazie USA na Bliskim Wschodzie – w tym lokalizacje baterii przeciwlotniczych,
- śledzenie lotniskowców USS Gerald R. Ford i USS Abraham Lincoln od chwili, gdy opuszczały Europę,
- fotograficzny monitoring bazy Diego Garcia na Oceanie Indyjskim.
Kilka z tych baz i obiektów zostało następnie zaatakowanych przez Iran w nalotach rakietowych i dronowych.
Kim jest MizarVision?
To stosunkowo młoda firma – założona w 2021 roku, zatrudniająca poniżej 200 osób. Nie posiada własnych satelitów. Korzysta z mieszanki komercyjnych dostawców zdjęć satelitarnych, zarówno zachodnich, jak i chińskich, oraz z publicznych systemów śledzenia lotów i ruchu statków. Siłą firmy jest AI – algorytmy, które w ciągu minut analizują tysiące zdjęć, identyfikują sprzęt wojskowy i generują gotowe raporty wywiadowcze.
Co kluczowe: MizarVision posiada chińskie certyfikaty standardów wojskowych (National Military Standard Certificate), niezbędne do współpracy z Ludową Armią Wyzwoleńczą. Chiński rząd posiada niewielki udział w firmie. Komisja ds. Chin w Izbie Reprezentantów USA ostrzegła już, że „firmy powiązane z Komunistyczną Partią Chin przekształcają AI w narzędzie inwigilacji pola walki skierowane przeciwko Stanom Zjednoczonym.”
Sprawa MizarVision to jeden z tych momentów, które w branży AI powinny wywołać bardzo poważną dyskusję. Z jednej strony mamy tu imponujące możliwości technologiczne – startup zatrudniający mniej ludzi niż niejeden dział marketingu korporacyjny robi to, co jeszcze kilka lat temu wymagało całego aparatu państwowego. To dowód na to, jak dramatycznie AI demokratyzuje dostęp do narzędzi wywiadowczych. Z drugiej jednak strony, jeśli te materiały rzeczywiście trafiają do IRGC i służą jako podstawa do ataków na żołnierzy, rozmawiamy o poważnych konsekwencjach etycznych i prawnych. Pytanie, które chyba powinniśmy sobie zadać: gdzie przebiega granica między wywiadem open-source a wspieraniem operacji wojskowych wymierzonych w konkretne cele? I kto – w erze, gdy startup może „widzieć” każdy ruch dwóch lotniskowców jednocześnie – ma dziś realną zdolność do egzekwowania tej granicy?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Plausible deniability, czyli Pekin patrzy z boku
Oficjalnie Chiny wzywają do natychmiastowego zawieszenia broni w konflikcie i nie przyznają się do żadnego zaangażowania. Analitycy wskazują jednak, że działalność firm takich jak MizarVision daje Pekinowi coś cennego – tzw. plausible deniability. Formalnie to prywatne firmy, które korzystają z publicznie dostępnych danych. Faktycznie? Ryan Fedasiuk z American Enterprise Institute podsumował to tak: „Even if a company is operated by or cooperates with the state, on the surface it is a 'private company.'” / „Nawet jeśli firma jest prowadzona przez państwo lub z nim współpracuje, na powierzchni pozostaje 'firmą prywatną.'”
Pekin traktuje ten konflikt jako laboratorium w żywych warunkach. Każde zaangażowanie sił USA na Bliskim Wschodzie dostarcza chińskim planerom wojskowym danych o skuteczności własnych systemów i o zdolnościach amerykańskich do przechwytywania rakiet i dronów. Analitycy wprost wskazują, że zebrane dane mają kluczowe znaczenie dla ewentualnego scenariusza tajwańskiego.
Precedens stworzył Zachód
Ironiczna jest tu historia. MizarVision nie wymyśliła czegoś nowego – zrobiła to, co Zachód robił przez ostatnie lata. Zdjęcia satelitarne firm Maxar i innych zachodnie think-tanki i media używały nagminnie podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę: śledzono ruchy wojsk, identyfikowano sprzęt, ujawniano pozycje. Center for Strategic and International Studies śledził rozbudowę chińskich baz na Morzu Południowochińskim dokładnie tą samą metodą.
Różnica polega na tym, że teraz to samo narzędzie jest wymierzone w USA podczas aktywnej operacji bojowej. Jak ujęli to analitycy serwisu Breached: „MizarVision isn’t a bug in the Chinese system.” / „MizarVision nie jest błędem w chińskim systemie.”
Co to zmienia dla militarnego AI?
Wszystko. Do tej pory zdolności GEOINT (geospatial intelligence – wywiad geoprzestrzenny) były domeną supermocarstw i wymagały miliardowych nakładów oraz tysięcy wyspecjalizowanych analityków. Dziś 200-osobowy startup, bez własnych satelitów, dostarcza zbliżone możliwości w czasie rzeczywistym – i wystawia je publicznie w mediach społecznościowych.
Następna iteracja tych narzędzi – z bardziej zaawansowanymi modelami AI, wyższą rozdzielczością obrazów satelitarnych i radarem SAR penetrującym chmury – będzie jeszcze skuteczniejsza. Pytanie, które zadają sobie teraz wojskowi planiści w Waszyngtonie, brzmi nie „jak to powstrzymać?”, lecz „jak dostosować do tego operacje i doktrynę?”
Odpowiedź na to pytanie nie będzie prosta. A zegar tyka.
