Midjourney nie broni się już tylko przed pozwem Disneya, Universalu i Warner Bros. Firma postanowiła przejść do ofensywy i zażądać od studiów ujawnienia, jak same wykorzystują sztuczną inteligencję w swojej pracy.
Kluczowe fakty:
- Disney, Universal i Warner Bros. pozwały Midjourney o naruszenie praw autorskich, wskazując, że modele AI firmy potrafią generować wizerunki chronionych postaci, takich jak Bart Simpson, Darth Vader, Superman czy Batman.
- Midjourney złożyło wniosek do sądu federalnego w Kalifornii, domagając się dostępu do wewnętrznej dokumentacji studiów dotyczącej ich własnego wykorzystania sztucznej inteligencji.
- Wcześniejsze orzeczenie sądu zobowiązywało studia do ujawnienia informacji o AI jedynie w zakresie zastosowań „konsumenckich", co pozwalało im zachować w tajemnicy wewnętrzne praktyki produkcyjne.
To jeden z tych momentów w sporach sądowych, gdy strona oskarżona przestaje się tłumaczyć i zaczyna zadawać niewygodne pytania. Midjourney złożyło wniosek do sądu federalnego w Kalifornii, w którym domaga się dostępu do wewnętrznej dokumentacji trzech hollywoodzkich gigantów na temat ich własnych praktyk związanych z AI. Sprawa dotyczy sporu, który od dawna elektryzuje branżę kreatywną po obu stronach Atlantyku.
Skąd się wziął ten spór
Dyskusję zaczęła sprawa sprzed roku. Disney i Universal pozwały Midjourney o domniemane naruszenie praw autorskich, wskazując, że modele generujące obrazy tego startupu potrafią tworzyć wizerunki postaci należących do studiów, takich jak Bart Simpson czy Darth Vader. Kilka miesięcy później do pozwu dołączyło Warner Bros., powołując się między innymi na Supermana i Batmana.
Midjourney od początku broni się argumentem fair use. Firma twierdzi, że trenowanie modeli AI na obrazach z prawami autorskimi jest dozwolone w ramach tej doktryny. To argument, który w amerykańskich sądach wraca praktycznie w każdym sporze o dane treningowe generatywnej AI, niezależnie od tego, czy chodzi o obrazy, tekst czy muzykę.
O co toczy się bieżący spór
Obecna batalia nie dotyczy już samej istoty sprawy, tylko tego, co trafi na stół podczas procesu ujawniania dowodów (discovery). Wcześniejsze orzeczenie zobowiązywało studia do przekazania informacji o wykorzystaniu generatywnej AI, ale tylko w zakresie zastosowań „konsumenckich”, czyli widocznych dla publiczności. W praktyce oznaczało to, że Disney, Universal i Warner Bros. mogły zataić wszystko, co dzieje się w ich wewnętrznych działach produkcyjnych.
Midjourney się z tym nie zgadza. W najnowszym wniosku firma chce obalić to ograniczenie, argumentując, że „nieuczciwie” pozwala studiom wybierać tylko te dokumenty, które wspierają ich twierdzenia o szkodzie rynkowej, jednocześnie pozbawiając Midjourney materiałów, które mogłyby wesprzeć jego linię obrony.
Zgodnie z ustaleniami Variety decyzję o ograniczeniu zakresu ujawnianych dokumentów podjął 15 czerwca sędzia śledczy Joel Richlin, uznając szersze żądania Midjourney za nieistotne dla pytania, czy doszło do naruszenia praw autorskich. Firma odwołuje się teraz do sędziego prowadzącego całą sprawę, Johna Kronstadta, z prośbą o uchylenie tej decyzji.
Skala żądań jest spora. Midjourney chce zobaczyć plany biznesowe studiów dotyczące AI, raporty badawcze, zbiory danych treningowych, wagi modeli, a nawet prezentacje przedstawiane zarządom na temat strategii AI. Firma domaga się również, by studia ujawniły wszystkie prompty, jakich używały w samym Midjourney, wraz z uzyskanymi wynikami, a nie tylko te, które doprowadziły do powstania rzekomo naruszających prawo obrazów.
Argument, na którym opiera się cała strategia
Sedno taktyki Midjourney sprowadza się do jednego pytania: czy studia robią za zamkniętymi drzwiami dokładnie to, co zarzucają startupowi publicznie. Firma twierdzi wprost, że dokumenty, których studia odmawiają ujawnienia, to właśnie te, które pokazałyby, czy za kulisami robią one dokładnie to, o co oskarżają Midjourney.
Ten spór pokazuje coś więcej niż tylko spryt prawników Midjourney. To pytanie, które prędzej czy później musiała zadać cała branża kreatywna: czy zasady dotyczące trenowania AI na cudzych treściach mają obowiązywać tylko startupy, czy również koncerny medialne, które w swoich studiach produkcyjnych same testują narzędzia generatywne do storyboardów i konceptów wizualnych. Rozumiem logikę studiów, które chcą chronić poufność swoich procesów produkcyjnych, bo ujawnienie wewnętrznych eksperymentów z AI mogłoby uderzyć w ich własną pozycję negocjacyjną wobec związków twórców i aktorów. Ale trudno nie zauważyć pewnej niekonsekwencji w pozywaniu firmy za praktykę, którą samemu się stosuje w zaciszu własnych działów kreatywnych. Wynik tego sporu o zakres ujawnianych dokumentów może się okazać równie ważny jak samo rozstrzygnięcie procesu, bo ustali standard, według którego sądy będą traktować podobne żądania w dziesiątkach innych spraw przeciwko OpenAI, Stability AI czy Google.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Konkretnym przykładem, na jaki powołuje się Midjourney, jest sytuacja, w której studia rozwijają własne modele generujące obrazy na potrzeby storyboardowania lub tworzenia koncepcji dla filmów i seriali. Zdaniem firmy taki dowód pokazałby, że trenowanie AI na nielicencjonowanych treściach chronionych prawem autorskim jest praktyką powszechną w branży, obecną nawet wśród samych studiów.
Co na to strona przeciwna
Studia nie zostają dłużne. David Singer, główny prawnik reprezentujący studia, wcześniej określił żądania dokumentacyjne Midjourney jako „fishing expedition”, czyli próbę wyłowienia czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za argument obronny.
Singer podkreślił też, że studia „nie dążą do zatrzymania technologii AI ani nawet zamknięcia biznesu Midjourney”, a jedynie chcą, by firma „przestała kopiować ich filmy i seriale oraz zaprzestała dystrybucji, publicznego wyświetlania, publicznego odtwarzania i tworzenia dzieł pochodnych zawierających kopie ich słynnych postaci bez autoryzacji”.
Ta linia obrony ma znaczenie strategiczne. Studia próbują utrzymać sprawę w wąskich granicach: to spór o konkretne naruszenia, a nie o to, czy generatywna AI jako taka powinna istnieć. Midjourney chce ją rozszerzyć na pytanie o standardy całej branży rozrywkowej.
Co to oznacza dla polskiego rynku kreatywnego
Ten spór toczy się w amerykańskim sądzie, ale jego skutki dotkną również polskich twórców, agencji reklamowych i studiów produkcyjnych korzystających z generatywnych narzędzi obrazu.
- W Polsce trwa równoległa dyskusja o tym, kto ponosi odpowiedzialność za materiały wygenerowane przez AI, gdy w grę wchodzą cudze prawa autorskie. Zgodnie z polskim prawem obraz stworzony wyłącznie przez algorytm nie jest utworem w rozumieniu ustawy, co oznacza, że użytkownik generatora nie może rościć sobie do niego praw wyłącznych, ale może za to odpowiadać, jeśli wynik przypomina cudze dzieło chronione prawem.
- Raport Związku Cyfrowa Polska zwraca uwagę, że rynek muzycznych i audiowizualnych treści generowanych przez AI w Unii Europejskiej urósł z około 3 miliardów euro w 2023 roku do 17 miliardów euro w 2025 roku, a do 2028 roku może osiągnąć nawet 64 miliardy euro. Z danych Komisji Europejskiej przywołanych w tym samym dokumencie wynika, że AI w procesach produkcyjnych, twórczych lub dystrybucyjnych wykorzystuje już 51 procent firm z branży gier wideo w UE i 39 procent firm audiowizualnych.
Jeśli sąd w Kalifornii zmusi Disneya, Universal i Warner Bros. do ujawnienia wewnętrznych praktyk AI, precedens ten może przyspieszyć podobne żądania w Europie, gdzie AI Act już teraz nakłada obowiązki transparentności co do danych treningowych modeli generatywnych. Dla polskich agencji kreatywnych i domów produkcyjnych to sygnał, że dokumentowanie źródeł i sposobu wykorzystania narzędzi AI przestaje być formalnością, a staje się realnym zabezpieczeniem prawnym.
Szersze tło sporu
Sprawa Midjourney kontra Disney, Universal i Warner Bros. jest traktowana jako pierwszy poważny test tego, jak daleko może sięgać obowiązek ujawniania danych w sporach o AI. Rozstrzygnięcie w tej konkretnej kwestii proceduralnej może wpłynąć na dziesiątki innych toczących się postępowań przeciwko firmom takim jak OpenAI czy Stability AI, w których pozwani również próbują dowieść, że kwestionowane praktyki treningowe są normą w całej branży technologicznej i medialnej.
Na razie decyzja należy do sędziego Kronstadta, który musi zdecydować, czy utrzymać ograniczenie do materiałów „konsumenckich”, czy otworzyć studiom dostęp do znacznie szerszej kategorii wewnętrznej dokumentacji.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym artykułu TechCrunch z dnia 04.07.2026 oraz materiałów Variety i Rzeczpospolitej. Cytaty przedstawicieli Midjourney i studiów zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji w temacie sporu sądowego między Midjourney a hollywoodzkimi studiami.
