W malezyjskim stanie Johor działa, powstaje lub czeka na zgody 65 projektów centrów danych, które według stanowej agencji Invest Johor mogą docelowo potrzebować ponad 10 GW mocy. Część z nich obsługuje chińskie firmy, w tym ByteDance, które dzięki temu korzystają z najnowszych chipów Nvidii objętych amerykańskim zakazem eksportu do Chin.
- W malezyjskim stanie Johor działa lub jest planowanych 65 projektów centrów danych – wśród ich klientów jest ByteDance, który dzięki serwerom stojącym poza Chinami może korzystać ze zdalnego dostępu do chipów Nvidii objętych amerykańskim zakazem eksportu do Chin.
- DayOne Data Centers, którego głównym klientem odpowiadającym za niemal 70 proc. przychodów jest – według analityków – ByteDance, złożyło 5 października 2026 roku wniosek o debiut na Nasdaq; firma osiągnęła w pierwszym półroczu 2026 roku 512 mln dolarów przychodów przy stracie netto 77,2 mln dolarów i zadłużeniu 4,4 mld dolarów.
- Raport krążący w amerykańskich agencjach rządowych wskazuje, że moc obliczeniowa dostępna dla chińskich firm w Malezji, Tajlandii, Wietnamie, Indonezji i Singapurze jest niemal tak duża jak w całych Chinach kontynentalnych, jednak luka prawna umożliwiająca zdalny dostęp do chipów z krajów trzecich pozostaje niezamknięta – Izba Reprezentantów przyjęła co prawda ustawę Remote Access Security Act, ale projekt utknął w senackiej komisji.
Kulisy tego boomu opisał 30 października 2026 roku „The New York Times” w reportażu Adama Satariano i Xinyun Wu z Johoru. Z materiału wynika, że amerykańskie i chińskie inwestycje w centra danych powstają tam czasem niemal obok siebie, w tych samych parkach przemysłowych. Malezja nie wybiera strony w technologicznym sporze Waszyngtonu z Pekinem. Przyjmuje obie.
Centra danych w Johor zużywają już ponad 2 GW energii
Obiekty działające w Johor pobierają już ponad 2 GW mocy. Według NYT to tyle, ile potrzeba do zasilenia ponad jednej trzeciej malezyjskich gospodarstw domowych. Jeśli powstaną wszystkie planowane projekty, zapotrzebowanie może przekroczyć 10 GW. Byłoby to jedno z największych skupisk mocy obliczeniowej na świecie, w którym firmy chińskie i zachodnie mają mieć mniej więcej po połowie.
Inwestorzy w Johor to dwie wyraźne grupy:
- amerykańskie koncerny: Microsoft, Google i Oracle, które chcą być bliżej klientów w Azji,
- chińscy giganci: ByteDance, Tencent i Alibaba, dla których Malezja stała się zagranicznym zapleczem obliczeniowym.
Firmy przyciąga tani grunt, tania energia i bliskość podmorskich kabli, którymi płynie ruch internetowy do Chin i reszty świata. Boom ruszył około 2021 roku, gdy sąsiedni Singapur wstrzymał budowę nowych centrów danych z powodu ograniczeń w dostawach prądu. Inwestorzy przenieśli się wtedy przez granicę.
Lee Ting Han, urzędnik władz Johoru zaangażowany w wydawanie zgód na centra danych, powiedział NYT, że Johor jest dziś jedynym miejscem na świecie, gdzie obserwuje się takie zjawisko. Wyjątkowość regionu tłumaczy niezaangażowanym, neutralnym statusem Malezji.
DayOne: dawna spółka GDS z ByteDance jako głównym klientem idzie na Nasdaq
Najlepszym przykładem tego modelu jest DayOne Data Centers. Firma wyrosła z międzynarodowej spółki zależnej GDS Holdings, jednego z największych operatorów centrów danych w Chinach. GDS przestało ją konsolidować w swoich wynikach pod koniec 2024 roku. Dziś DayOne ma siedzibę w Singapurze i należy do największych deweloperów centrów danych w Malezji. Na jednej z działek w Johor kupiło nawet 18-dołkowe pole golfowe, żeby postawić tam kolejny obiekt.
Powiązania z chińską branżą nadal są wyraźne. GDS pozostaje dużym inwestorem obok Hillhouse Investment, funduszu założonego przez chińskiego miliardera Zhanga Leia. Na czele DayOne stoi Jamie Khoo, była dyrektor operacyjna GDS, a w radzie zasiada William Huang, prezes GDS. Pieniądze wyłożyli też amerykański Coatue Management i japoński SoftBank.
5 października 2026 roku DayOne złożyło w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC) wniosek o debiut na Nasdaq pod symbolem DODC. Z dokumentu wynikają takie dane:
- przychody w pierwszym półroczu 2026 roku: 512 mln dolarów, ponad trzy razy więcej niż rok wcześniej,
- strata netto w tym samym okresie: 77,2 mln dolarów,
- 962 MW mocy IT w eksploatacji na 20 września 2026 roku, z czego 789 MW w Johor,
- 2,3 GW zakontraktowanej mocy,
- 4,4 mld dolarów zadłużenia na koniec czerwca.
Najwięcej mówi jednak struktura przychodów. DayOne podało, że klient prowadzący „wiodący serwis krótkich filmów wideo” odpowiadał za niemal 70 proc. przychodów w pierwszym półroczu. Analitycy wskazują, że chodzi o ByteDance, właściciela TikToka. ByteDance nie odpowiedziało na pytania NYT.
DayOne podkreśla, że nie kupuje, nie sprzedaje, nie eksportuje ani nie instaluje chipów i serwerów. Firma dostarcza grunt, budynki i energię. Sprzęt wstawiają klienci. W kwietniu DayOne dołączyło do sieci partnerów Nvidii, która pomaga budować obiekty przystosowane do najbardziej zaawansowanego sprzętu AI.
Amerykańska kontrola eksportu obejmuje chip, nie dostęp do niego
Stany Zjednoczone od 2022 roku zakazują Nvidii sprzedawać najbardziej zaawansowane chipy bezpośrednio do Chin. Przepisy dotyczą jednak fizycznej wysyłki sprzętu. Nie zabraniają chińskim firmom wynajmowania mocy obliczeniowej tych samych chipów, jeśli serwery stoją poza Chinami.
Nvidia stoi na stanowisku, że zdalny dostęp do mocy obliczeniowej za granicą jest zgodny z amerykańskimi przepisami, bo chipy nie trafiają do krajów objętych ograniczeniami. Firma twierdzi, że taki biznes wspiera bezpieczeństwo narodowe USA i przynosi do kraju dziesiątki miliardów dolarów.
Waszyngton widzi to inaczej. Raport krążący w amerykańskich agencjach rządowych, do którego dotarł NYT, wskazuje bezpośrednie lub pośrednie chińskie udziały w 38 ze 128 projektów centrów danych w Azji Południowo-Wschodniej. Według autorów raportu moc obliczeniowa dostępna dla chińskich firm w Malezji, Tajlandii, Wietnamie, Indonezji i Singapurze jest niemal tak duża jak w całych Chinach kontynentalnych. W lipcu Michael Kratsios, doradca Białego Domu ds. polityki AI, oskarżył chińską firmę Moonshot o trenowanie modeli na chipach w tajlandzkich centrach danych.
Jimmy Goodrich, były menedżer branży półprzewodników, a dziś badacz Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, zwraca uwagę, że nic w tym modelu nie łamie prawa:
„To ogromna luka w kontroli eksportu, której nikt nie załatał” / „It’s a gaping hole in export controls that nobody has fixed.”
Próby jej zamknięcia trwają na dwóch frontach:
- Izba Reprezentantów przyjęła 12 stycznia 2026 roku ustawę Remote Access Security Act stosunkiem głosów 369 do 22. Ustawa dałaby Biuru Przemysłu i Bezpieczeństwa (BIS), czyli agencji Departamentu Handlu odpowiedzialnej za kontrolę eksportu, wprost uprawnienia do regulowania zdalnego dostępu do chipów. Według Forbesa projekt utknął w senackiej komisji bankowej.
- Pod koniec sierpnia serwis The Information ujawnił, że Departament Handlu przygotowuje przepisy, które miałyby zobowiązać operatorów centrów danych w krajach trzecich do blokowania chińskim firmom dostępu do zaawansowanych chipów z USA. Prawnicy specjalizujący się w kontroli eksportu wątpią, czy obecne prawo daje Departamentowi takie kompetencje.
DayOne już w tym miesiącu ostrzegło inwestorów, że nowe amerykańskie ograniczenia zdalnego dostępu do mocy obliczeniowej w krajach takich jak Malezja mogą zmniejszyć popyt i pogorszyć jego sytuację finansową. W tym samym tygodniu NYT poinformował, że śledztwem objęta jest menedżerka Megaspeed, singapurskiej firmy działającej w Malezji. Podejrzenia dotyczą kierowania zaawansowanych chipów Nvidii do Chin.
Ten tekst czytam przede wszystkim jako opis luki prawnej, która stała się modelem biznesowym. Amerykańskie przepisy patrzą na to, gdzie fizycznie stoi chip. Rachunek za moc obliczeniową płaci jednak ten, kto się do niego loguje, i ten podmiot może siedzieć w Pekinie. Dopóki ta różnica istnieje, Malezja zarabia na obu stronach sporu. Rozumiem to z jej perspektywy, bo kraj neutralny w takim konflikcie ma rzadką okazję i ją wykorzystuje.
Widzę tu jednak dwa zagrożenia. Pierwsze to ryzyko regulacyjne: jedna decyzja w Waszyngtonie może podciąć rentowność obiektów budowanych za dziesiątki miliardów dolarów, a DayOne sam to przyznaje w prospekcie. Drugie jest bardziej przyziemne. Gigawaty mocy i miliony litrów wody na chłodzenie to zasoby, które mieszkańcy Johoru dzielą z serwerami. Pytanie, które zostawiam otwarte: czy kraj, który dziś zarabia na neutralności, za kilka lat nie zostanie zmuszony do wyboru strony, mając już na swoim terenie infrastrukturę zależną od obu?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Malezja wstrzymuje 24 wnioski i uzależnia zgody od wody i prądu
Malezyjski rząd zaczął hamować tempo budowy. NYT pisze o polityce, którą część urzędników nazywa nieformalnym moratorium: nowe obiekty mają dostawać zgodę tylko wtedy, gdy zapewnią sobie własne, niezależne od sieci źródła energii i wody do chłodzenia.
Oficjalny przekaz jest nieco łagodniejszy. Minister inwestycji, handlu i przemysłu Johari Abdul Ghani powiedział w parlamencie 28 października 2026 roku, że rząd nie planuje całkowitego moratorium. Wnioski będą jednak oceniane pod kątem dostępności wody, prądu i kondycji finansowej inwestora. Stany bez wystarczających zasobów wody nie będą mogły przyjmować centrów danych, nawet jeśli mają wolne grunty.
Jak podał minister, Malezja zatwierdziła dotąd 117 centrów danych:
- 55 działa,
- 19 jest w budowie,
- 16 ma zgodę, ale nie rozpoczęło budowy,
- 27 jest na różnych etapach przygotowań i ma korzystać z energii spoza sieci.
Rząd wstrzymał decyzje w sprawie 24 nowych wniosków do czasu potwierdzenia, że wystarczy dla nich wody i prądu. Centra danych zasilane przez państwowy koncern Tenaga Nasional mają płacić rynkowe stawki bez dopłat i rozliczać się za zakontraktowaną moc, nawet jeśli zużywają mniej. Obowiązywać ma też minimum 30 proc. lokalnego udziału w inwestycjach.
Ograniczenia narastały od dłuższego czasu. Premier Anwar Ibrahim przyznał w lutym 2026 roku w parlamencie, że wnioski centrów danych niezwiązanych z AI są wstrzymywane od niemal dwóch lat. Według malezyjskiego banku centralnego centrum danych o mocy 50 MW zużywa dziennie tyle wody co 2200 gospodarstw domowych i tyle prądu co 22 000.
Mieszkańcy płacą za boom także w inny sposób. Malarispary Gunasegara, która mieszka naprzeciwko budowy chińskiej firmy ZDATA, opowiedziała NYT, że przez pył nie może otwierać okien. Dzieci z pobliskiego przedszkola nie wychodziły na dwór w czasie najcięższych prac. Po skargach mieszkańcom zaproponowano darmowe mycie samochodów. ZDATA twierdzi, że pył pochodził z innych budów w okolicy. W Nowy Rok 2024 na budowie DayOne zginął robotnik chińskiej państwowej firmy budowlanej, który spadł z wysokości około 7 metrów. Na innej budowie DayOne 60 robotników zgłosiło policji, że nie dostało około 125 tys. dolarów za trzy miesiące pracy.
Cały polski rynek centrów danych jest mniejszy niż jeden operator w Johor
Skala Johoru najlepiej widać w zestawieniu z Polską. Według CBRE polski rynek centrów danych ma dziś około 200 MW mocy i do 2030 roku może urosnąć do 500 MW. Sam DayOne ma w Johor 789 MW w eksploatacji i kolejne 616 MW w budowie.
Warszawa, największy polski rynek, miała na koniec drugiego kwartału 2026 roku 159 MW działającej mocy. To tylko 2 MW więcej niż rok wcześniej. Według raportu Cushman & Wakefield w budowie było zaledwie 5 MW, a kolejne 156 MW pozostawało w planach. Główną barierą jest dostęp do energii.
Malezyjski przykład pokazuje, że tania energia i grunty potrafią ściągnąć inwestycje liczone w gigawatach w kilka lat. Pokazuje też koszt takiego tempa: presję na sieć i wodę, konflikty z mieszkańcami i uzależnienie od decyzji podejmowanych w Waszyngtonie. Dla Polski, która dopiero walczy o przyłącza dla setek megawatów, to cenna lekcja na etapie, gdy reguły dla centrów danych wciąż można ułożyć z wyprzedzeniem.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym reportażu „The New York Times” z dnia 30.10.2026, danych z prospektu emisyjnego DayOne Data Centers (formularz F-1 złożony w SEC 5.10.2026) omówionego przez Renaissance Capital, oraz wypowiedzi ministra Johariego Abdula Ghaniego relacjonowanych przez Free Malaysia Today. Dodatkowo wykorzystano informacje The Edge Malaysia, New Straits Times, Mingtiandi, Forbesa, CNBC i Bernamy. Dane o polskim rynku pochodzą z raportów CBRE oraz Cushman & Wakefield omówionych przez PropertyNews.pl.
Cytat Jimmy’ego Goodricha, badacza Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym.
Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl.
Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o amerykańskich przepisach dotyczących zdalnego dostępu do chipów AI i o rozwoju centrów danych w Malezji.
