Jeden z najbardziej wyczekiwanych procesów sądowych w historii branży technologicznej oficjalnie się rozpoczął. W poniedziałek, 27 kwietnia, w federalnym sądzie w Oakland w Kalifornii dobrano ławę przysięgłych w sprawie Elon Musk kontra Sam Altman i OpenAI – a samo dobieranie składu okazało się równie dramatyczne, co cała sprawa.
Kluczowe fakty:
- Proces sądowy Elon Musk kontra OpenAI oficjalnie rozpoczął się 27 kwietnia w federalnym sądzie w Oakland, a sąd musiał wezwać pulę kandydatów na przysięgłych trzykrotnie większą niż standardowa ze względu na polaryzację opinii publicznej wobec Muska.
- Musk domaga się od OpenAI do 150 miliardów dolarów odszkodowania i kar, twierdząc że został oszukany podczas ewolucji firmy z organizacji non-profit w komercyjne przedsiębiorstwo wyceniane na 852 miliardy dolarów.
- OpenAI zostało współzałożone przez Muska w 2015 roku jako organizacja non-profit, jednak opuścił on zarząd w 2018 roku po konflikcie o władzę, a następnie założył konkurencyjną firmę xAI.
Sędzia Yvonne Gonzalez Rogers nie owijała w bawełnę. Gdy prawnicy Muska próbowali wyeliminować przysięgłych, którzy wyrażali negatywne opinie o swoim kliencie, sędzia odmówiła i powiedziała wprost: „The reality is people don’t like him” / „Rzeczywistość jest taka, że ludzie go po prostu nie lubią.” Dodała jednak, że nic nie wskazuje, by wybrani przysięgli nie byli w stanie rzetelnie ocenić sprawy na podstawie faktów i dowodów.
Dziewięć osób, pięć godzin i trzy razy większa pula kandydatów
Sąd wezwał pulę kandydatów na przysięgłych trzykrotnie większą niż standardowa w sprawach cywilnych. To samo w sobie mówi wiele o tym, jak bardzo opinia publiczna jest podzielona wobec Muska. Spośród 40 kandydatów, przez pięć godzin intensywnego przesłuchiwania przez sędzię i prawników obu stron, ostatecznie wyłoniono dziewięcioosobowy skład ławy przysięgłych.
Prawnicy Muska wnosili o odrzucenie przysięgłych, którzy w ankietach opisywali go jako osobę „chciwą, rasistowską i homofobiczną” oraz „światowej klasy gbura”. Sędzia Gonzalez Rogers odrzuciła ten wniosek.
Co ciekawe, Sam Altman i współpozwany Greg Brockman osobiście stawili się na sali podczas selekcji – co jest dość nietypowym zachowaniem dla tak znanych przedstawicieli branży tech, którzy zwykle pojawiają się w sądzie tylko wtedy, gdy muszą zeznawać.
Skąd w ogóle ten pozew?
Żeby zrozumieć, o co toczy się ta gra, trzeba cofnąć się do początków. Musk współzałożył OpenAI jako organizację non-profit w 2015 roku, wnosząc do niej około 44 milionów dolarów na starcie, po czym w 2018 roku opuścił zarząd firmy po wewnętrznym konflikcie o władzę. Potem założył własną firmę AI – xAI. I pozwał.
Sednem pozwu jest ewolucja OpenAI z czysto non-profitowej organizacji, z misją rozwijania AI dla dobra ludzkości, w komercyjne przedsiębiorstwo wyceniane na 852 miliardy dolarów. Musk twierdzi, że go „manipulowano” i „oszukano” obietnicami o bezpieczniejszym i bardziej otwartym podejściu niż nastawieni na zysk giganci technologiczni.
Żądania finansowe są astronomiczne:
- Pierwotnie Musk domagał się do 134 miliardów dolarów „bezprawnych zysków”
- Następnie podniósł tę kwotę do 150 miliardów (odszkodowanie i kary)
- Ostatecznie zadeklarował, że ewentualne wygrane przekaże na cele charytatywne
OpenAI odpowiada: „Nie możemy się doczekać”
OpenAI nie zamierza ustępować. Oficjalny komunikat firmy nie pozostawia wątpliwości co do tonu: „We can’t wait to make our case in court where both the truth and the law are on our side. This lawsuit has always been a baseless and jealous bid to derail a competitor” / „Nie możemy się doczekać przedstawienia naszych argumentów w sądzie, gdzie zarówno prawda, jak i prawo są po naszej stronie. Ten pozew zawsze był bezpodstawną i podyktowaną zazdrością próbą storpedowania konkurenta.”
Stanowisko OpenAI jest proste: to Musk sam nalegał na strukturę nastawioną na zysk, odszedł po tym, jak nie udało mu się przejąć pełnej kontroli, a cały pozew wynika z zazdrości.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Ta sprawa jest fascynująca z kilku powodów jednocześnie. Z jednej strony mamy do czynienia z pytaniem fundamentalnym dla całej branży AI: czy można przekształcić organizację non-profit powołaną „dla dobra ludzkości” w komercyjnego giganta bez konsekwencji prawnych? To pytanie warte poważnej debaty. Z drugiej – kontekst personalny jest nie do zignorowania. Musk założył własną firmę AI i pozwał bezpośredniego konkurenta. Nawet jeśli jego argumenty są merytorycznie uzasadnione, trudno nie dostrzec konfliktu interesów. Sam fakt, że sąd musiał zwołać trzy razy większą pulę przysięgłych niż zwykle, bo trudno znaleźć kogoś z neutralnym zdaniem o Musku, to sygnał alarmowy dla całego systemu. Czy tak spolaryzowane środowisko społeczne pozwala na rzetelny wymiar sprawiedliwości w sprawach dotyczących najbardziej wpływowych ludzi świata? To pytanie mnie niepokoi bardziej niż sam wynik procesu.
Protestujący, IPO i dwa biliony dolarów
Na zewnątrz gmachu sądu nie było nudno. Około 25 protestujących zebrało się przed federalnym budynkiem sądowym w Oakland – część z grupy Tesla Takedown, część z Quit GPT, która regularnie protestuje pod biurami OpenAI. Organizatorzy zatytułowali całe wydarzenie „Everyone Sucks Here” („Tu wszyscy są do niczego”). Wymowne.
Tymczasem stawka finansowa jest gigantyczna. Proces odbywa się w momencie, gdy Musk przygotowuje SpaceX do debiutu giełdowego, który ma być rekordowym IPO, a OpenAI szykuje własną ofertę publiczną. Obie firmy razem są wyceniane na ponad 2 biliony dolarów na rynku prywatnym.
Jak będzie wyglądał sam proces?
Sędzia Gonzalez Rogers podzieliła proces na dwie części: fazę odpowiedzialności, która ma ustalić, czy doszło do nieprawidłowości, oraz fazę odszkodowań, która określi wysokość ewentualnych strat i dalsze kroki.
Jest jeszcze jeden istotny szczegół: werdykt ławy przysięgłych będzie miał charakter doradczy – ostateczną decyzję w kwestii ewentualnych środków zaradczych podejmie sama sędzia Gonzalez Rogers. Przysięgli odpowiedzą tylko na pytanie o odpowiedzialność.
Przemówienia otwierające strony zaplanowano na wtorek. Faza odpowiedzialności ma potrwać do 21 maja.
Sprawa, która zaczęła się od wspólnej wizji „bezpiecznej AI dla całej ludzkości”, trafiła pod osąd dziewięciorga mieszkańców rejonu San Francisco Bay Area. Ironia losu jest tu wyjątkowo wyraźna.
