Trzydzieści lat temu Erin Brockovich wymusiła ugodę na kwocie 333 milionów dolarów od giganta energetycznego, który zatruwał wodę pitną w kalifornijskiej Hinkley. Dziś, w wieku 66 lat, ta sama kobieta prowadzi kampanię przeciw rozrastającej się infrastrukturze sztucznej inteligencji, twierdząc, że centra danych AI to „Hinkley na sterydach”.
Kluczowe fakty:
- Erin Brockovich, znana z wymuszenia ugody za 333 miliony dolarów od giganta energetycznego zatruwającego wodę w Hinkley, prowadzi obecnie kampanię przeciwko infrastrukturze centrów danych AI, nazywając je "Hinkley na sterydach".
- Platforma brockovichdatacenter.com zebrała ponad 7000 zgłoszeń od mieszkańców USA i śledzi centra danych AI – według stanu na 24 czerwca figuruje na niej 33 operacyjne obiekty, 68 w budowie i 41 w fazie planowania.
- Kampania skupia się na wpływie infrastruktury AI na lokalne społeczności – mieszkańcy zgłaszają obawy dotyczące zasobów wodnych, zużycia energii i braku informowania ich o planowanych inwestycjach, takich jak centrum danych w Utah dwukrotnie większe niż Manhattan.
Wszystko zaczęło się od trzydziestu maili z tej samej miejscowości. Brockovich dostaje wiadomości od ludzi od lat, bo historia z Hinkley z 1993 roku uczyniła z niej symbol walki zwykłego człowieka z korporacją. Ale kiedy w tym roku zobaczyła dziesiątki wiadomości z jednego adresu ZIP, zrozumiała, że dzieje się coś systemowego. Temat: centra danych. W ciągu miesiąca od apelu na jej stronie internetowej odpowiedziało prawie 3900 osób. Dziś mapa stworzona przez jej zespół na platformie brockovichdatacenter.com zebrała ponad 7000 zgłoszeń od mieszkańców całych Stanów Zjednoczonych.
Mapa jako broń
Sprawa nabrała rozmachu szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Platforma śledzi istniejące, proponowane i będące w budowie centra danych AI, pozwalając mieszkańcom przesyłać zdjęcia, opisy lokalizacji i własne relacje z pierwszej ręki. Według stanu na 24 czerwca, na mapie figuruje 33 operacyjne centra danych, 68 w trakcie budowy i 41 w fazie planowania.
To nie jest kampania przeciwko sztucznej inteligencji. Brockovich mówi wprost: geniusz już wyszedł z butelki, AI jest efektywnym narzędziem i można z niego korzystać albo nie. Chodzi o coś innego: o ogromne budowle, które mają tę technologię zasilać. Centra danych AI rozciągają się na setki akrów. W maju Utah wydało pozwolenie na budowę centrum dwukrotnie większego niż Manhattan.
Pytania, jakie napływają do Brockovich od mieszkańców sąsiadujących z tymi inwestycjami, brzmią znajomo każdemu, kto zna historię z Hinkley:
- Dlaczego nikt mnie nie informował o tej budowie, zanim się zaczęła?
- Co stanie się z naszymi zasobami wodnymi?
- Kto zapłaci za dodatkowe zużycie energii?
- Jaki będzie wpływ na dziką przyrodę i zdrowie mieszkańców?
- Dlaczego w miejscu, gdzie widziałem bielikła, teraz stoi stalowa hala?
Odpowiedzi na te pytania są trudno dostępne, bo deweloperzy centrów danych często zawierają umowy o poufności z lokalnymi władzami. Społeczności dowiadują się o inwestycji miesiącami po jej zatwierdzeniu lub wcale.
Woda, prąd i rachunki
Największy strach dotyczy wody. Według analiz Guardiana dwie trzecie planowanych centrów danych w USA powstaje na terenach dotkniętych suszą. Duże obiekty mogą zużywać do 5 milionów galonów wody dziennie, co odpowiada średniemu dziennemu zapotrzebowaniu miejscowości liczącej od 10 do 50 tysięcy mieszkańców.
Brockovich cytuje maile od ludzi, których miesięczny rachunek za wodę wzrósł z 22 dolarów do ponad 350 dolarów. Nikt im nie wyjaśnił, skąd ta różnica. W hrabstwie Fayette w Georgii centrum danych przez lata pobierało wodę z dwóch przyłączy, o których istnieniu władze hrabstwa nie wiedziały. Sprawa wyszła na jaw, gdy mieszkańcy zaczęli narzekać na niskie ciśnienie wody w kranach.
W 2024 roku centra danych odpowiadały za ponad 4% całkowitego zużycia energii elektrycznej w Stanach Zjednoczonych. Szacunki mówią, że do 2030 roku ich udział może przekroczyć 9%. Koszty tej infrastruktury są przerzucane na konsumentów poprzez specjalne kontrakty i pakiety incentywne, które odsuwają w czasie rzeczywiste rozliczenia.
Obserwuję tę sprawę od miesięcy i rozumiem obie strony. Centra danych to realna infrastruktura cyfrowej suwerenności. Pytanie, które stawia Brockovich, jest jednak fundamentalne: czy tempo ekspansji uzasadnia obejście procedur demokratycznych? W Europie mamy dyrektywy, obowiązkowe raportowanie, debatę publiczną. W USA lokalne samorządy dostają pozwy za miliard dolarów za to, że chciały przeprowadzić przegląd środowiskowy. To nie jest dyskusja o technologii. To jest dyskusja o tym, kto decyduje o wspólnych zasobach.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Texas kontra Silicon Valley: kto ustąpi pierwszy
Przypadek hrabstwa Hill w Teksasie stał się symbolem tej nierównej walki. Komisarze hrabstwa Hill, leżącego około 55 mil na południe od Fort Worth, uchwalili roczne moratorium na budowę centrów danych po tym, jak mieszkańcy zgłaszali obawy dotyczące hałasu, zużycia wody i energii. Był to pierwszy taki krok w historii Teksasu.
Odpowiedź branży była natychmiastowa. Deweloper RCM Hill złożył federalny pozew przeciwko hrabstwu, twierdząc, że wydał blisko milion dolarów na zakup ponad 800 akrów ziemi pod budowę centrum danych. Mniej niż trzy tygodnie po uchwaleniu moratorium komisarze je cofnęli, zastępując listą wymogów dla deweloperów.
Komisarz Jim Holcomb stwierdził, że mimo wszystko moratorium było sukcesem, bo zmusiło mniej uczciwe projekty do wycofania się z hrabstwa. Trudno jednak nie zauważyć, że prawa samorządu ustąpiły pod wpływem pozwu wycenionego na wielokrotność rocznego budżetu małego hrabstwa.
Brockovich widzi w tym schemat: lokalne rady, które próbują zahamować inwestycje i przeprowadzić przeglądy środowiskowe, są natychmiast pozywane o sumy, których żaden powiatowy sąd nie jest w stanie udźwignąć. W Stanach Zjednoczonych 79 gmin wydało moratorium na budowę centrów danych, wiele z nich niemal natychmiast zostając pozwanymi za naruszenie pierwotnych umów.
Skala: od Dublina po Australię
To nie jest problem wyłącznie amerykański. Brockovich dostaje wiadomości z Australii, Indii, Szkocji i Irlandii. Dublin wprowadził moratorium na nowe centra danych. W Irlandii centra danych odpowiadają już za około 22 procent całkowitego zużycia energii elektrycznej, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie.
Sondaż Gallupa przeprowadzony w marcu pokazuje, że 7 na 10 Amerykanów sprzeciwia się budowie centrum danych AI w swoim sąsiedztwie, w tym 48 procent deklaruje silny sprzeciw. Administracja Trumpa traktuje ekspansję centrów danych jako priorytet w wyścigu z Chinami o dominację w AI. Po drugiej stronie stają lokalne społeczności, które mówią: zanim przyspieszycie, zapytajcie nas.
Brockovich nie domaga się zakazu. Chce najpierw raportu środowiskowego dla każdej inwestycji, planu zasilania i miejskiego zebrania, na którym mieszkańcy będą mieli głos. „Lawsuits aren’t settling for $333m any more” / „Lawsuits aren’t settling for $333m any more; they’re settling for billions” – mówi z pewną dozą satysfakcji.
Co to oznacza dla polskich firm?
W Polsce dyskusja toczy się w zupełnie innym rejestrze. Według szacunków Polish Data Center Association, opartych na danych z raportowania w ramach unijnej dyrektywy EED, udział centrów danych w całkowitym zużyciu wody w Unii Europejskiej wynosi zaledwie 0,01%. To zasadnicza różnica w porównaniu z amerykańskim southwest, gdzie klimat wymusza intensywne chłodzenie wodą.
Europejski model zakłada obowiązkowe raportowanie efektywności energetycznej i wodnej dla obiektów o mocy powyżej 500 kW. Dane trafiają do bazy Komisji Europejskiej. W Polsce jednak, jak wskazuje „Rzeczpospolita”, mieszkaniec sąsiadujący z centrum danych nie ma dostępu do informacji o tym, ile wody i energii zużywa pobliski obiekt. Takich danych krajowych po prostu nie gromadzi się w jednym miejscu.
Prognozy ekonomistów z Instytutu Kilońskiego wskazują, że do końca dekady centra danych w Unii Europejskiej mogą zużywać nawet 168 terawatogodzin energii rocznie, co odpowiada całkowitemu rocznemu zużyciu energii elektrycznej przez Polskę.
Polskie firmy objęte CSRD muszą teraz raportować nie tylko ślad węglowy, ale też wodny swojego łańcubu dostaw, w tym dostawców usług chmurowych i AI. Dla działów zakupów i ESG to nowe obowiązki, które można zignorować do momentu, gdy pojawi się pytanie od audytora lub inwestora. Lepiej przygotować się wcześniej.
Kampania Brockovich jest, poza wszystkim innym, dowodem na to, że społeczeństwa nie zrezygnują milcząco z kontroli nad własnymi zasobami. To lekcja, którą warto zapamiętać niezależnie od tego, po której stronie Atlantyku prowadzi się biznes.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym wywiadu opublikowanego przez The Guardian z dnia 29.06.2026, platformy Brockovich Data Center Reporting, raportów Snopes, Washington Times, Texas Tribune oraz Cybernews. Dane dotyczące polskiego i europejskiego rynku centrów danych: Polish Data Center Association, IT Hardware. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji w temacie regulacji centrów danych AI.