Przed wyborami do Kongresu USA, które odbędą się 3 listopada, kampanie i komitety polityczne na dużą skalę używają AI do mikrotargetowania, czyli wysyłania małym grupom wyborców wiadomości dopasowanych do ich profilu. Według Wesleyan Media Project kandydaci i komitety wydali w tym cyklu wyborczym ponad 137 mln dolarów na reklamy tworzone przynajmniej częściowo przez AI, wobec niespełna 50 tys. dolarów przed wyborami w 2024 r.
- Kampanie i komitety polityczne przed wyborami do Kongresu USA w 2026 r. wydały ponad 137 mln dolarów na reklamy tworzone przynajmniej częściowo przez AI – wobec niespełna 50 tys. dolarów w całym cyklu wyborczym 2024 r., przy czym 88 proc. tych wydatków przypadło na stronę republikańską.
- Badanie zespołu prof. Young Mie Kim z University of Wisconsin–Madison wykazało, że osoby, które przed wyborami prezydenckimi w 2016 r. widziały reklamy zniechęcające do głosowania, szły do urn średnio o 1,9 proc. rzadziej, co w przeliczeniu na cały kraj daje około 4,7 mln głosów mniej – reklamy te trafiały głównie do osób niebiałych w stanach o wyrównanej rywalizacji, a śledczy Kongresu ustalili, że wiele z nich kupiła rosyjska Internet Research Agency.
- Badanie Oxford Internet Institute przeprowadzone na 8587 osobach wykazało, że wiadomości GPT-4 mikrotargetowane do konkretnych grup nie przekonywały skuteczniej niż ogólne – wersje spersonalizowane osiągały średnio 4,83 pkt proc. skuteczności perswazji, a wersje bez targetowania 6,20 pkt proc., przy czym różnica mieściła się w granicach błędu statystycznego.
Tematowi poświęciła obszerny tekst Tiffany Hsu z „The New York Times”. Rozmawiała z doradcami kampanii, badaczami dezinformacji i prawnikami zajmującymi się prawem wyborczym. Z ich wypowiedzi wynika, że AI obniżyła koszt każdego etapu: od analizy danych o wyborcach, przez pisanie treści, po ich dostarczenie konkretnym osobom. Sprawdziłem badania, na które powołują się rozmówcy NYT, i obraz jest bardziej złożony, niż sugerują zarówno entuzjaści, jak i alarmiści.
Republikanie odpowiadają za 88 proc. wydatków na reklamy z AI
Wesleyan Media Project, zespół badaczy z Wesleyan University monitorujący reklamy wyborcze w USA, do 11 października zidentyfikował 220 reklam politycznych wygenerowanych przynajmniej częściowo przez AI. Zespół uważa te liczby za zaniżone, bo wykorzystanie AI w montażu często trudno wykryć.
Najważniejsze dane z raportu:
- ponad 137 mln dolarów wydanych na emisję reklam z AI przed wyborami w 2026 r.,
- poniżej 50 tys. dolarów w cyklu wyborczym 2024 r.,
- 81 proc. reklam i 88 proc. wydatków po stronie Republikanów i powiązanych z nimi komitetów,
- tylko 27 proc. reklam zawierało informację o użyciu AI,
- 30 stanów wymaga oznaczania AI w reklamach politycznych, na poziomie federalnym takiego obowiązku nie ma.
Erika Franklin Fowler, współdyrektorka Wesleyan Media Project, oceniła w rozmowie z AFP: „AI wchodzi w tym roku do kampanii przed wyborami w 2026 r. na wielką skalę” / „AI is making its way into the 2026 midterms in a big way this year”. Wyborcy nie są do tego przekonani. W sondażu fundacji AAPC Foundation 73 proc. badanych uznało za niedopuszczalne generowanie przez kampanie obrazów lub wideo za pomocą AI.
Agenci AI prowadzą z wyborcami rozmowy przez SMS
Reklamy telewizyjne to tylko widoczna część zjawiska. Według rozmówców NYT kampanie używają aplikacji AI do przeczesywania danych ze spisu powszechnego, cen surowców i lokalnych wyników wyborów, żeby poznać wykształcenie i zatrudnienie mieszkańców danego okręgu. Na tej podstawie te same narzędzia piszą SMS-y, krótkie filmy i spersonalizowane reklamy.
Julie Sweet z American Association of Political Consultants, ponadpartyjnego stowarzyszenia konsultantów politycznych, opisała w NYT agentów AI, którzy prowadzą z wyborcami rozmowy przez SMS, a potem analizują ich przebieg. Kampania dostaje w ten sposób stałe źródło wiedzy o nastrojach w konkretnych społecznościach, tańsze i dokładniejsze niż tradycyjny sondaż. Jedna z platform oferuje agenta, który pisze do wyborców w wielu językach o ochronie zdrowia, edukacji i gospodarce, przy okazji zbierając ich priorytety i chęć do wolontariatu.
Scott Goodstein, który współprowadził działania internetowe pierwszej kampanii prezydenckiej Baracka Obamy, a dziś kieruje firmą Catalyst Campaigns, nazwał takie precyzyjne komunikaty pociskami. Jego zdaniem krótka, emocjonalna wiadomość wysłana do wąskiej grupy wyborców w stanie wahającym się może zadziałać mocniej niż ogólnokrajowy spot. Podczas wrześniowego spotkania w Harvard Kennedy School stratedzy kampanii przewidywali, że wkrótce jednym kliknięciem będzie można wysłać 20 mln różnych wiadomości do 20 mln osób.
Badania nie rozstrzygają, czy mikrotargetowanie z AI przekonuje lepiej
Teza o skuteczności mikrotargetowania opartego na AI ma słabsze podstawy, niż sugerują jej zwolennicy. Badania z ostatnich trzech lat dają różne wyniki, w zależności od tego, co dokładnie mierzono.
| Badanie | Co sprawdzano | Wynik |
|---|---|---|
| MIT, 2023 | mikrotargetowanie reklam politycznych na dużą skalę | trudne do przeprowadzenia, efekt daleki od „kontroli umysłów” |
| University of Bristol (Simchon, Edwards, Lewandowsky), PNAS Nexus, 2024 | reklamy dopasowane przez AI do cech osobowości | spersonalizowane reklamy działały, ich produkcję da się zautomatyzować gotowymi narzędziami |
| Oxford Internet Institute (Hackenburg, Margetts), PNAS, 2024 | wiadomości GPT-4, eksperyment na 8587 osobach | GPT-4 przekonywał (do 12 pkt proc.), wersje mikrotargetowane nie wypadły lepiej od ogólnych |
Według opisu NYT z pracy zespołu z Bristolu wynika, że na każde 100 tys. osób, które zobaczą dopasowany przekaz polityczny, około 2490 może zmienić zdanie. Przy wyborach rozstrzyganych niewielką różnicą głosów to dużo.
Wynik z Oksfordu idzie w inną stronę. Wiadomości dopasowane do danych demograficznych i poglądów przekonywały średnio o 4,83 pkt proc., wiadomości bez targetowania o 6,20 pkt proc. Różnica mieściła się w granicach błędu statystycznego. Autorzy wnioskują, że siła modeli językowych może leżeć w perswazyjności dobrze napisanego ogólnego komunikatu, nie w dopasowaniu go do konkretnej osoby. Prof. Helen Margetts skomentowała to wprost: „To badanie w pewnym stopniu podważa takie deklaracje” / „This research has gone some way towards challenging such claims”. Chodziło o zapowiedzi szefów firm technologicznych dotyczące perswazyjnej siły mikrotargetowania przez modele językowe.
Uważam, że w tej dyskusji mieszają się dwie różne obawy. Pierwsza dotyczy tego, czy AI przekonuje ludzi lepiej niż człowiek. Badania z Oksfordu sugerują, że personalizacja sama w sobie nie robi wielkiej różnicy, i to jest dobra wiadomość. Druga obawa jest poważniejsza i dotyczy skali oraz niewidzialności. Jeżeli kampania może wysłać 20 mln różnych wiadomości, nikt z zewnątrz nie zobaczy, co dokładnie usłyszał konkretny wyborca. Kłamstwo w spocie telewizyjnym można sprostować następnego dnia. Kłamstwa w prywatnym SMS-ie do kilkuset osób w jednym hrabstwie nikt nawet nie zauważy. Widzę też realny plus: małe komitety i kandydaci bez dużych budżetów dostają narzędzia, które jeszcze kilka lat temu miały tylko największe sztaby. Pytanie, które zostaje otwarte: kto ma prawo zajrzeć do tych rozmów, skoro platformy, regulatorzy i fakt-checkerzy ich nie widzą?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Reklamy zniechęcające do głosowania mogły w 2016 r. zatrzymać w domu 4,7 mln Amerykanów
Najmocniejszy dowód na realny wpływ mikrotargetowania pochodzi z badania opublikowanego w styczniu 2026 r. w „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Zespół prof. Young Mie Kim z University of Wisconsin–Madison zrekrutował ponad 10 tys. osób reprezentatywnych dla amerykańskich wyborców. Uczestnicy zainstalowali aplikację, która przez sześć tygodni przed wyborami prezydenckimi w 2016 r. rejestrowała każdą wyświetloną im reklamę.
Badacze zestawili te dane z rejestrami frekwencji. Osoby, które widziały reklamy zniechęcające do głosowania, szły do urn średnio o 1,9 proc. rzadziej. W przeliczeniu na cały kraj daje to około 4,7 mln głosów mniej. Najczęstszy przekaz sugerował, że bojkot wyborów będzie najmocniejszym sygnałem dla polityków.
Reklamy trafiały głównie do osób niebiałych w stanach o wyrównanej rywalizacji. Niebiali mieszkańcy hrabstw, w których mniejszości stanowią większość, w stanach wahających się głosowali o około 14 proc. rzadziej niż biali z hrabstw z białą większością w stanach o przesądzonym wyniku. Śledczy Kongresu ustalili wcześniej, że wiele z tych reklam kupiła Internet Research Agency, rosyjska organizacja prowadząca operacje dezinformacyjne.
Badacz z Princeton za 20 dolarów pokazał, jak AI może odtajnić głosy w Georgii
Max Springer z Center for Information Technology Policy na Princeton University opisał w sierpniu, jak za pomocą ogólnodostępnych agentów AI do programowania, kosztujących 20 dolarów, odtworzył kolejność oddania 1,52 mln kart do głosowania z majowych prawyborów w Georgii. To 98,9 proc. kart oddanych osobiście.
Springer nie odkrył nowej luki. Wykorzystał znaną od lat słabość skanerów kart, która sprawia, że teoretycznie losowa kolejność zapisów elektronicznych da się odwrócić. Po zestawieniu jej z publicznymi rejestrami, na przykład listami głosujących przedterminowo, można przypisać konkretne karty konkretnym osobom. W małych hrabstwach, gdzie danego dnia głosował jeden demokrata, jego karta jest od razu rozpoznawalna. Według rozmówców NYT taka wiedza o rzeczywistych wyborach ludzi to gotowy materiał do mikrotargetowania.
Wiadomości kierowane do wąskich grup wymykają się kontroli
Hipertargetowane komunikaty trudno śledzić, bo widzi je tylko wąska grupa odbiorców. Mekela Panditharatne z Brennan Center for Justice, organizacji zajmującej się prawami wyborczymi, powiedziała NYT, że takie przekazy są problemem dla demokratycznej rozliczalności, bo „nie są weryfikowane w szerszej przestrzeni publicznej” / „those messages aren’t being vetted in the broader public square”. Jej zdaniem mikrotargetowanie może też pogłębiać polaryzację, podsuwając wyborcom wyłącznie treści potwierdzające ich poglądy.
Zainteresowanie metodą wykazują również operacje zagraniczne. Firma Graphika, zajmująca się analizą zagrożeń informacyjnych, wykryła w tym roku sieć 176 kont na Facebooku, Instagramie i X, które podszywały się pod rolników i emerytów z Dakoty Południowej. Konta krytykowały uchwałę stanowych legislatorów o pozwaniu Chin za szkody związane z COVID-19 i atakowały lokalnych polityków.
Amerykańskie prawo nie nadąża. Organizacje broniące praw wyborców zwracają uwagę, że jedna z ustaw regulujących kontakt z wyborcami ma 35 lat i powstała z myślą o nagranych połączeniach i masowych SMS-ach, nie o rozmowach z agentem AI, który dostosowuje się do odpowiedzi rozmówcy.
Unijne rozporządzenie TTPA zamyka w Polsce drogę dla amerykańskiego modelu kampanii
W Unii Europejskiej od 10 października 2025 r. obowiązuje bezpośrednio rozporządzenie 2024/900 w sprawie przejrzystości i targetowania reklamy politycznej (TTPA). Według komunikatu Urzędu Ochrony Danych Osobowych targetowanie z użyciem danych osobowych jest dozwolone tylko wtedy, gdy dane zebrano bezpośrednio od wyborcy i wyraził on wyraźną, odrębną zgodę na ich użycie w reklamie politycznej. Zakazane jest profilowanie na podstawie szczególnych kategorii danych, także wywnioskowanych, takich jak poglądy polityczne, wyznanie, zdrowie czy orientacja seksualna.
Nadzór nad tą częścią przepisów sprawuje UODO, który może nakładać kary na podstawie RODO. Gorzej z resztą obowiązków, takich jak oznaczanie reklam politycznych i ujawnianie, kto za nie zapłacił. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę wskazującą organy nadzoru: Państwową Komisję Wyborczą jako organ wiodący oraz UKE, KRRiT i UOKiK. Maksymalna kara miała sięgać 6 proc. rocznego przychodu. 15 października Kancelaria Prezydenta poinformowała, że Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy, wskazując na nieostre definicje i zagrożenie dla wolności słowa.
Największe platformy same wycofały się z tego rynku. Google ogłosił rezygnację z reklam politycznych w UE w listopadzie 2024 r., Meta zrobiła to od października 2025 r., obie firmy powołały się na niepewność prawną związaną z TTPA. Płatny przekaz polityczny nie zniknął, przeniósł się jednak do mniejszych serwisów, mediów lokalnych i mniej oczywistych form współpracy. Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. polskie komitety nie skopiują więc wprost modelu z USA. Agent AI piszący z wyborcą przez SMS na podstawie danych z własnej bazy to już jednak obszar, w którym bez krajowej ustawy trudno będzie egzekwować zasady przejrzystości.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym artykułu „The New York Times” z dnia 02.11.2026, materiału University of Wisconsin–Madison o badaniu opublikowanym w PNAS oraz wpisu Maxa Springera na blogu Center for Information Technology Policy, Princeton University. Wykorzystano także dane Wesleyan Media Project (za AFP i „Fortune”), komunikat Oxford Internet Institute o badaniu opublikowanym w PNAS w czerwcu 2024 r. oraz opis badania University of Bristol w PNAS Nexus. Polski kontekst prawny na podstawie artykułu serwisu Bezprawnik oraz komunikatów UODO.
Cytaty Mekeli Panditharatne (Brennan Center for Justice), Eriki Franklin Fowler (Wesleyan Media Project) i prof. Helen Margetts (Oxford Internet Institute) zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym.
Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl.
Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o wykorzystaniu AI w kampaniach wyborczych i wdrażaniu TTPA w Polsce.
