Kiedy Google ogłosiło w maju największą rewolucję w swojej wyszukiwarce od ponad ćwierćwiecza, część użytkowników nie czekała na zaproszenie do dyskusji. Po prostu wyszła. I poszła prosto do DuckDuckGo, które teraz stara się tę migrację nie tylko utrzymać, ale i sformalizować, oferując nowe rozszerzenia do przeglądarek Chrome i Firefox.
Kluczowe fakty:
- Po ogłoszeniu przez Google na konferencji I/O nowej wyszukiwarki opartej na AI, wizyty na stronie DuckDuckGo "No AI" potroiły się, a ruch utrzymuje się na poziomie średnio 84% powyżej normalnej wartości bazowej od 19 maja.
- Aplikacja DuckDuckGo odnotowała wzrost instalacji o 18,1% w ujęciu tygodniowym w USA, a instalacje na iOS osiągnęły szczyt 69,9% wzrostu tydzień do tygodnia.
- DuckDuckGo wypuściło nowe rozszerzenia do przeglądarek Chrome i Firefox, które ustawiają jako domyślną wyszukiwarkę stronę noai.duckduckgo.com – wersję wyszukiwarki bez odpowiedzi generowanych przez modele językowe.
Co się właściwie stało po Google I/O?
Na majowej konferencji deweloperskiej Google I/O firma zaprezentowała nową, przemodelowaną wyszukiwarkę, w której sztuczna inteligencja przestaje być dodatkiem, a staje się domyślnym punktem wyjścia. Zamiast tradycyjnej listy linków, użytkownicy dostają teraz rozbudowane odpowiedzi generowane przez AI, interaktywne podsumowania, wykresy, wizualizacje, a w niektórych przypadkach nawet mini-aplikacje tworzone na bieżąco. Klasyczne wyniki z linkami? Są. Ale gdzieś na dole. Jako opcja rezerwowa.
Część użytkowników przyjęła to bez entuzjazmu. Delikatnie mówiąc.
Reporterka TechCrunch opisała, jak tuż po ogłoszeniu przez Google zmian, usłyszała przypadkową rozmowę kobiety w kawiarni, która mówiła, że przechodzi na DuckDuckGo, bo można tam „wyłączyć AI”. I że „Google przestało być Google”. Trochę anegdotyczne, ale obrazuje nastroje lepiej niż niejeden wykres.
Liczby są jednak konkretne. DuckDuckGo poinformowało, że wizyty na stronie „No AI” potroiły się po zapowiedzi Google. Ruch utrzymuje się na poziomie średnio 84% powyżej normalnej wartości bazowej, konsekwentnie od 19 maja.
Aplikacja DuckDuckGo zanotowała wzrost instalacji o 18,1% w ujęciu tygodniowym w USA, a instalacje na iOS osiągnęły w pewnym momencie szczyt 69,9% wzrostu tydzień do tygodnia. To nie jest przypadkowy szum.
DuckDuckGo odpowiada rozszerzeniami dla Chrome i Firefox
Żeby tę falę zainteresowania przekuć w coś trwałego, DuckDuckGo wypuściło właśnie nowe rozszerzenia do przeglądarek. Po zainstalowaniu ustawiają one jako domyślną wyszukiwarką stronę noai.duckduckgo.com, czyli wersję bez AI: bez odpowiedzi generowanych przez modele językowe, bez chatbota, ze zredukowaną liczbą obrazów tworzonych przez AI.
Firma planuje też aktualizację swojego dotychczasowego rozszerzenia DuckDuckGo Privacy Essentials, które działa na Chrome, Firefox, Edge i Operze, tak by zawierało ustawienia dotyczące AI w wyszukiwaniu.
Kto już korzysta z przeglądarki DuckDuckGo, ma to prostsze: ustawienia AI są zachowane nawet po wyczyszczeniu historii. A dla użytkowników mobilnych wyłączenie funkcji AI zajmuje, według firmy, około 30 sekund.
Komentarz Redaktora Naczelnego, Piotr Wolniewicz:
Rozumiem frustrację użytkowników Google. Naprawdę. Ale patrząc na te liczby, zadaję sobie jedno pytanie: czy to trwała zmiana nawyków, czy tylko chwilowy protest wyborczy?
DuckDuckGo robi tu sprytną rzecz. Nie mówi „jesteśmy anty-AI” (bo nie są, mają własnego chatbota i płatną subskrypcję z dostępem do modeli). Mówią: „dajemy ci wybór”. To inne pozycjonowanie i uczciwe. Dobrze, że ktoś to robi.
Z drugiej strony, wzrost ruchu o 84% powyżej bazy brzmi imponująco, ale bazujemy tu na własnych danych DuckDuckGo. Firma ma oczywisty interes w tym, żeby te liczby wyglądały dobrze. Niezależne dane Apptopia potwierdzają co prawda wzrost instalacji, ale Google nadal obsługuje miliardy zapytań dziennie. Skala jest nieporównywalna.
Prawdziwe pytanie nie brzmi „czy ludzie uciekają od AI w wyszukiwarce”, tylko „ile z nich wróci, gdy Google wygładzi ten nowy interfejs i przestanie on być taki irytujący?”. Historia pokazuje, że nawyk korzystania z Google jest wyjątkowo odporny na wszelkie próby zmiany. Ale może tym razem coś się naprawdę przesuwa. Obserwuję to uważnie.
To nie jest firma anty-AI. To firma pro-wyboru
Tu pojawia się ciekawy niuans, który łatwo przeoczyć w całej tej narracji o „buncie przeciwko AI”.
DuckDuckGo oferuje własne narzędzia AI, w tym Duck.ai, pozwalające na prywatne rozmowy z popularnymi modelami językowymi, takimi jak GPT-5 mini czy Claude Haiku. Firma sprzedaje też płatną subskrypcję z dostępem do zaawansowanych modeli, VPN-em i usługami ochrony danych osobowych. To nie jest organizacja walcząca z AI jako taką.
Strategia jest więc inna: nie blokowanie technologii, ale oddanie kontroli użytkownikowi. I na tym tle Google wygląda po prostu źle, bo swoją nową wyszukiwarką właśnie tę kontrolę zabrało, robiąc z AI coś domyślnego, czego nie można łatwo wyłączyć.
Warto przy tym pamiętać, że według danych firmy Cloudflare, DuckDuckGo było w grudniu 2025 roku drugą najczęściej używaną wyszukiwarką na urządzeniach mobilnych w USA i trzecią ogółem. To już nie jest niszowy projekt dla zaawansowanych technicznie. To realny gracz.
Kto jeszcze na tym korzysta?
DuckDuckGo nie jest jedyną alternatywą, po którą sięgają uciekinierzy z Google. W ostatnich tygodniach wzrosło zainteresowanie kilkoma mniej popularnymi wyszukiwarkami, między innymi:
- Kagi – płatna wyszukiwarka bez reklam, z dużym naciskiem na jakość wyników
- Brave Search – od twórców przeglądarki Brave, z własnym indeksem
- Startpage – działa na wynikach Google, ale bez śledzenia użytkowników
- Perplexity – choć to już model AI-first, więc niekoniecznie odpowiedź dla tych, którzy uciekają właśnie od AI
Paradoks jest taki, że jedne z tych wyszukiwarek zyskują przez bycie „bez AI”, a inne przez bycie „lepsze w AI”. Rynek szuka swojego nowego środka ciężkości.
Nowe rozszerzenia DuckDuckGo są już dostępne w sklepie Chrome i w katalogu Firefoksa.
