Holenderski urząd ochrony danych osobowych nałożył na Ubera 825 mln euro kary za dezaktywowanie kont kierowców przez zautomatyzowane systemy, bez rzetelnej informacji i bez realnego udziału człowieka. To druga najwyższa grzywna w historii RODO, a firma już zapowiedziała odwołanie.
Kluczowe fakty:
- Holenderski urząd ochrony danych osobowych (Autoriteit Persoonsgegevens) nałożył na Ubera karę w wysokości 825 mln euro – drugą najwyższą grzywnę w historii RODO – za dezaktywowanie kont kierowców przez zautomatyzowane systemy bez realnego udziału człowieka.
- Urząd zarzucił Uberowi dwa naruszenia: stosowanie w pełni zautomatyzowanego podejmowania decyzji o poważnych konsekwencjach dla kierowców (utrata możliwości zarobkowania) oraz brak rzetelnej informacji na temat podstaw tych decyzji.
- Uber zaprzecza części zarzutów, twierdząc że nigdy nie stosował w pełni zautomatyzowanych trwałych blokad kont, i zapowiedział odwołanie od decyzji; pełny tekst decyzji nie został dotychczas opublikowany.
Decyzja nosi datę 17 sierpnia. Reuters dotarł do dokumentu i opisał go w piątek 21 sierpnia, po czym Autoriteit Persoonsgegevens potwierdził sprawę, nie komentując jej szerzej. Pełny tekst decyzji nie został opublikowany ani przez urząd, ani przez firmę.
Za co dokładnie holenderski urząd ukarał Ubera
RODO zabrania podejmowania decyzji wyłącznie na podstawie zautomatyzowanego przetwarzania, jeśli wywołują one wobec człowieka skutki prawne lub podobnie poważne konsekwencje. W takich sytuacjach musi być możliwa realna ludzka interwencja, a osoba, której decyzja dotyczy, musi mieć drogę do jej zakwestionowania.
Dla kierowcy utrata dostępu do konta oznacza utratę możliwości zarobkowania. Właśnie dlatego urząd potraktował zawieszenie konta jako coś znacznie poważniejszego niż zmianę statusu w aplikacji.
Uber zawieszał czasowo konta kierowców, których systemy oznaczyły jako podejrzanych o oszustwo. W dokumentach pojawiają się dwa przykłady: nadkładanie drogi w celu zawyżenia opłaty za kurs oraz przyjmowanie zleceń bez zamiaru ich wykonania. Według AP firma nie tłumaczyła kierowcom, na czym opierało się to podejrzenie.
Urząd zarzucił Uberowi naruszenie dwóch rzeczy naraz. Pierwsza to zakaz w pełni zautomatyzowanego decydowania w sprawach o poważnych konsekwencjach. Druga dotyczy przejrzystości. „Uber naruszył również prawo do informacji” / „Uber has also violated the right to be informed” — brzmi fragment decyzji przytoczony przez Reutersa.
Spór o fakty, który rozstrzygnie dopiero sąd
Najostrzejszy punkt sporu dotyczy trwałych blokad. AP twierdzi, że oprogramowanie Ubera czasem definitywnie usuwało z platformy kierowców z niskimi ocenami od pasażerów. Firma zaprzecza i utrzymuje, że nigdy nie zautomatyzowała trwałej dezaktywacji konta.
Uber przekonuje, że zawieszenia były zwykle krótkie, a decyzje ostateczne zawsze przechodziły przez człowieka. Na poparcie tezy o nieproporcjonalności kary podał liczbę: w 2021 roku niskie oceny pasażerów kosztowały konto 126 kierowców w całej Europie. Urząd nie opublikował własnego szacunku, ilu kierowców w sumie dotknęły zautomatyzowane zawieszenia.
„Zdecydowanie nie zgadzamy się z tą decyzją i nieproporcjonalną karą” / „We strongly disagree with this decision and disproportionate fine” — powiedział rzecznik firmy. Uber dodał, że dziś jego polityka przewiduje przegląd przez człowieka oraz możliwość zakwestionowania zawieszenia, a praktyki objęte decyzją zostały zarzucone lata temu.
To właśnie ta rozbieżność będzie sednem postępowania odwoławczego. Jedna strona mówi, że software sam wyrzucał ludzi z pracy. Druga, że to się nigdy nie zdarzyło.
Nie mam złudzeń co do tego, jak ta sprawa się skończy w sensie finansowym. Odwołania od kar tej wielkości ciągną się latami i kończą zwykle obniżeniem kwoty albo uchyleniem decyzji. Google przekonał się o tym przy karze 4,1 mld euro, Meta wciąż walczy o swoje 1,2 mld. Osiemset dwadzieścia pięć milionów euro to dziś liczba do nagłówka, nie przelew.
Ale liczba nie jest tu najciekawsza. Ciekawe jest to, że urząd nie ukarał Ubera za to, że algorytm się pomylił. Ukarał go za to, że po drugiej stronie ekranu nie było nikogo, kto mógłby wysłuchać kierowcy. To zupełnie inna oś sporu niż ta, do której przywykliśmy przy dyskusjach o sztucznej inteligencji, bo nie dotyczy jakości modelu, tylko architektury procesu wokół niego.
I tu mam wątpliwość, którą warto postawić uczciwie. Firmy takie jak Uber operują na skali milionów zdarzeń miesięcznie i wykrywanie oszustw naprawdę wymaga automatyzacji. Nikt nie przejrzy ręcznie każdego podejrzanego kursu. Pytanie brzmi więc nie „czy automatyzować”, tylko „gdzie postawić człowieka i jakie dać mu narzędzia”. Jeśli człowiek klika „potwierdzam” pod rekomendacją systemu, bo ma trzydzieści sekund na sprawę, to formalnie mamy ludzki nadzór, a faktycznie nie mamy nic. Ten mechanizm zna każdy, kto pracował w dziale compliance.
Sprawdziłem daty i coś mnie w nich uderza. Decyzja zapada w sierpniu 2026 roku, dotyczy zdarzeń z lat 2020 do 2022, a polski ustawodawca ma czas do grudnia tego roku, żeby wprowadzić przepisy regulujące dokładnie to samo zjawisko. Regulator dogonił problem po sześciu latach. Technologia w tym czasie przeszła kilka rewolucji.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Czwarta kara od tego samego urzędu i każda większa od poprzedniej
Holenderski regulator jest dla Ubera głównym organem nadzorczym w całej Unii, ponieważ europejska centrala firmy mieści się w Amsterdamie. Sama sprawa zaczęła się jednak we Francji, od skargi kierowców zawieszonych pod zarzutem oszustwa.
Historia sankcji wygląda tak:
- 2018 rok: 600 tys. euro
- początek 2024 roku: 10 mln euro za naruszenia dotyczące prywatności kierowców
- 2024 rok: 290 mln euro za transfer danych kierowców do Stanów Zjednoczonych, wtedy rekord urzędu, również zaskarżony przez firmę
- sierpień 2026 roku: 825 mln euro, czyli blisko trzykrotność poprzedniej kwoty
Wyższa kara pod rządami RODO zapadła tylko raz. W 2023 roku irlandzki regulator obciążył Metę kwotą 1,2 mld euro za bezprawne przekazywanie danych europejskich użytkowników Facebooka do USA. Meta się odwołuje.
Obie największe grzywny w historii tego rozporządzenia wyszły więc od urzędów z niewielkich państw członkowskich, w których amerykańskie korporacje ulokowały swoje europejskie siedziby. To praktyczna konsekwencja mechanizmu jednego okienka, o którym w Brukseli mówi się od lat, że sprzyja arbitrażowi regulacyjnemu.
W skali samego Ubera kwota robi mniejsze wrażenie, niż sugeruje nagłówek. W drugim kwartale 2026 roku firma zaraportowała 14,19 mld dolarów przychodu i 2,39 mld dolarów zysku netto według GAAP, przy wartości zamówień brutto na poziomie 58 mld dolarów. Kara odpowiada zatem mniej więcej czterdziestu procentom kwartalnego zysku netto. Uber nie ujawnił, czy utworzył na nią rezerwę, a urząd nie wyznaczył terminu płatności.
Warto dodać kontekst polityczny, bo on w tej sprawie realnie ciąży. Amerykańska administracja od miesięcy krytykuje europejskie kary dla firm technologicznych, a w kwietniu wysoki urzędnik Departamentu Stanu nazwał je największym pojedynczym źródłem tarć w relacjach gospodarczych między USA a Unią.
Polska ma na to trzy i pół miesiąca
Tu robi się interesująco dla polskiego czytelnika, bo dokładnie ten sam problem trafia właśnie na biurko naszego ustawodawcy.
Dyrektywa 2024/2831 w sprawie poprawy warunków pracy za pośrednictwem platform weszła w życie 1 grudnia 2024 roku. Termin wdrożenia do prawa krajowego mija 2 grudnia 2026 roku. Szacuje się, że przepisy obejmą około 45 mln osób w całej Unii.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opublikowało 6 sierpnia 2026 roku projekt ustawy o wykonywaniu pracy za pośrednictwem cyfrowych platform pracy, oznaczony w wykazie jako UC160. Powód jest prosty: w polskim porządku prawnym nie ma dziś żadnej regulacji poświęconej pracy platformowej. Zdecydowano się na odrębną ustawę zamiast nowelizacji Kodeksu pracy.
Dla platform najbardziej odczuwalny operacyjnie będzie nie głośne domniemanie stosunku pracy, tylko drugi filar projektu, czyli zarządzanie algorytmiczne. Dyrektywa obejmuje zarówno systemy decydujące samodzielnie, jak i te, które monitorują, oceniają albo jedynie wspierają decyzje. Ostateczna decyzja o zablokowaniu konta lub zakończeniu współpracy ma należeć do człowieka, a osoba sprawująca nadzór musi mieć kompetencje, przeszkolenie i realne prawo uchylenia wyniku algorytmu. Państwowa Inspekcja Pracy ma dostać nowe uprawnienia kontrolne, w tym możliwość weryfikacji stosowanych algorytmów.
Polski rynek przewozów na aplikację przeszedł już jeden regulacyjny wstrząs. Po wejściu w życie 17 czerwca 2024 roku przepisów nazywanych lex Uber, wymagających od kierowców polskiego prawa jazdy, sam Uber potwierdzał ubytek około 30 procent kierowców w początkowej fazie. Efektem był wzrost cen i chroniczny niedobór rąk do pracy w największych miastach. Kolejna zmiana reguł gry uderzy w ten sam, wciąż nie do końca poukładany segment.
Co powinno zainteresować polskie firmy spoza branży przewozowej: zakres tych obowiązków nie kończy się na kierowcach i kurierach. Obejmie każdy podmiot, który organizuje pracę osób fizycznych zdalnie, na żądanie usługobiorcy, przy użyciu zautomatyzowanych systemów monitorujących lub decyzyjnych. To definicja, pod którą podpada zaskakująco wiele modeli działania, od platform zleceń graficznych po systemy mikrozadań.
Podobny mechanizm opisywałem już przy okazji algorytmicznego typowania kontroli przez polską skarbówkę. Schemat jest ten sam: system wskazuje, człowiek formalnie zatwierdza, a osoba po drugiej stronie nie ma jak sprawdzić, na jakiej podstawie.
Co się teraz stanie
Uber zapowiedział odwołanie, ale nie podał, kiedy je złoży. Holenderskie odwołania w takich sprawach trafiają najpierw do sądu, a nie z powrotem do urzędu. Postępowanie może trwać lata i historia europejskich kar dla dużych firm technologicznych pokazuje, że rekordowe kwoty często po drodze topnieją albo znikają.
Dla kierowców, którzy między 2020 a 2022 rokiem z dnia na dzień zostali bez dostępu do aplikacji i bez dochodu, ta decyzja nie zmienia nic. Wpływy z kary trafią do holenderskiego skarbu państwa.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym doniesienia agencji Reuters z dnia 21.08.2026, które jako pierwsze opisało decyzję holenderskiego urzędu Autoriteit Persoonsgegevens z 17 sierpnia 2026 roku, a także materiałów The Next Web, DutchNews, Bloomberga, NOS oraz Computable. Dane finansowe Ubera pochodzą z raportu spółki za drugi kwartał 2026 roku. Kontekst regulacyjny opracowano na podstawie tekstu dyrektywy (UE) 2024/2831 oraz informacji o projekcie ustawy UC160 opublikowanych przez Gazetę Prawną, Komisję Krajową NSZZ Solidarność i EY Polska. Cytat rzecznika Ubera oraz fragment decyzji AP zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o odwołaniu Ubera i o pracach nad polską ustawą o pracy platformowej.
