Do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Opolu przez cały 2024 rok wpłynęły 33 wnioski o kontrolę i informacje sygnalne. W pierwszej połowie 2026 roku było ich już 69, a izba wykupiła narzędzie, które sprawdza, czy pismo napisał człowiek.
Kluczowe fakty:
- Regionalna Izba Obrachunkowa w Opolu odnotowała gwałtowny wzrost liczby wpływających pism – z 33 wniosków przez cały 2024 rok do 69 już w pierwszej połowie 2026 roku, co skłoniło izbę do zakupu narzędzia wykrywającego teksty generowane przez AI.
- Urzędnicy wskazują na charakterystyczne cechy pism tworzonych przez chatboty: schematyczną strukturę, dużą objętość, pogrubione fragmenty tekstu oraz odwołania do przepisów i wyroków sądowych, które nie zawsze mają związek ze sprawą.
- Urząd Regulacji Energetyki odnotował przypadki, w których w treści nadesłanych dokumentów pozostały widoczne instrukcje (prompty) wpisane przez nadawcę do chatbota, zawierające m.in. prośby o dodanie podstawy prawnej.
Te dwie liczby opisują zjawisko, o którym polska administracja mówi od kilkunastu miesięcy półgębkiem, a które we wtorek opisał „Dziennik Gazeta Prawna” po odpytaniu instytucji i gmin. Do urzędów trafia coraz więcej pism generowanych przez sztuczną inteligencję. Część z nich zawiera nieistniejące podstawy prawne. Część zawiera coś jeszcze ciekawszego: instrukcje, które nadawca wpisał chatbotowi i zapomniał usunąć przed wysłaniem.
Ta sama krzywa w kilku miejscach naraz
Większość instytucji i gmin, które odpowiedziały na pytania gazety, wskazała na rosnącą w ostatnich latach liczbę otrzymywanych pism. Znaczny wzrost odnotowały także izby obrachunkowe w Kielcach i Katowicach, a od 2024 roku przybyło również sygnałów konsumenckich w UOKiK oraz wniosków o udostępnienie informacji publicznej w urzędach miejskich we Wrocławiu i Krakowie.
Sam wzrost liczby wniosków nie jest jeszcze dowodem na nic. Ludzie piszą do urzędów z wielu powodów i akurat ostatnie dwa lata dały im sporo tematów. Ale urzędnicy opisują konkretne cechy, których wcześniej nie widywali w takiej skali:
- schematyczna, powtarzalna struktura kolejnych pism
- objętość znacznie większa niż dotychczas
- pogrubione długie fragmenty tekstu
- odwołania do przepisów i wyroków sądów, które nie zawsze mają związek ze sprawą
Urząd Regulacji Energetyki wskazał z kolei przypadki, w których w treści przesłanego dokumentu zachowały się wskazówki nadawcy kierowane do sztucznej inteligencji, czyli prompty. To jest ten moment, w którym cała sprawa przestaje być hipotezą. Pismo, w którym zostało zdanie w rodzaju „napisz to bardziej stanowczo i dodaj podstawę prawną”, nie wymaga żadnego detektora.
Wnioski, które kosztują więcej pracy
Problemem nie jest to, że ktoś użył chatbota. Problemem jest rachunek czasu. Wnioski tworzone z pomocą AI wymagają więcej uwagi, i to nie tylko ze względu na objętość, ale też mnogość przytaczanych przepisów oraz halucynacje modeli. Urzędnik i tak musi sprawdzić każdy przywołany wyrok, żeby móc napisać, dlaczego nie ma on zastosowania. Sprawdzenie fikcyjnej sygnatury zajmuje dokładnie tyle samo czasu co sprawdzenie prawdziwej.
RIO w Opolu zdecydowała się w związku z tym na wykupienie narzędzia AI, które w wielu przypadkach potwierdza, że pismo przygotowała sztuczna inteligencja. Większość pytanych instytucji nie zmieniła jednak dotąd żadnych procedur.
I tu mam poważny problem.
Rozumiem urzędnika, który dostaje dwudziestostronicowe pismo z wyrokami niepasującymi do sprawy i musi je rozpoznać w ustawowym terminie. Rozumiem też obywatela, który przez lata nie potrafił napisać skargi, a teraz wreszcie ma narzędzie, żeby to zrobić. Obie te rzeczy są prawdziwe jednocześnie i na tym polega trudność. Martwi mnie natomiast odpowiedź w postaci wykrywacza. Detektor nie mówi, czy wniosek jest zasadny. Mówi tylko, że tekst wygląda gładko, a gładko pisze również człowiek, który starannie redaguje swoje pismo albo korzysta z gotowego wzoru. Jeśli kiedykolwiek w polskim urzędzie zapadnie rozstrzygnięcie, w którym wynik takiego narzędzia posłuży za argument przeciwko obywatelowi, skończy się to sprawą w sądzie administracyjnym. I dobrze się skończy. Pytanie, na które nikt jeszcze nie odpowiedział, brzmi zresztą inaczej: dlaczego tylu ludzi musi w ogóle pytać urząd o rzeczy, które powinny być opublikowane bez pytania?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Detektory są słabszym dowodem, niż się wydaje
Sprawdziłem, co wiadomo o skuteczności takich narzędzi, bo od tego zależy sens całego pomysłu. Dokładność detektorów waha się mniej więcej między 60 a 90 procent, a typowe problemy to fałszywe alarmy, uprzedzenie wobec osób piszących w języku obcym oraz bezradność wobec tekstów przerobionych i mieszanych. Badanie Stanford HAI z 2023 roku wykazało, że detektory oznaczały jako wygenerowane przez AI nawet 61 procent esejów napisanych przez ludzi, dla których angielski nie był pierwszym językiem. Nowsze testy pokazują dodatkowo, że skuteczność spada wraz z każdą kolejną generacją modeli, a teksty z najnowszych systemów przechodzą przez detektory jako ludzkie.
Innymi słowy: narzędzie, które kupiła izba obrachunkowa, najpewniej wyłapie pismo napisane rok temu przez darmowy chatbot, a przepuści pismo napisane wczoraj. I przy okazji może oznaczyć wniosek emeryta, który po prostu pisze urzędowo i sztywno, bo tak go nauczono.
Brytyjczycy przerabiali to kilka miesięcy wcześniej
Polska nie jest tu pionierem, tylko spóźnialskim. W maju 2026 roku brytyjskie biuro Komisarza ds. Informacji opublikowało wytyczne dla instytucji publicznych mierzących się ze wzrostem liczby i złożoności wniosków generowanych przez AI, w tym takich, które błędnie cytują przepisy albo wymagają istotnego doprecyzowania przed rozpatrzeniem.
Deborah Clark z ICO tłumaczyła cel dokumentu bez owijania w bawełnę: „Chodzi o praktyczne wsparcie dla zespołów, a nie o nakładanie nowych obowiązków” / „This guidance is about giving teams practical, sensible support, not adding new burdens.”
Sam dokument jest ciekawszy niż komunikat. ICO stwierdza wprost, że wygenerowanie wniosku z promptu nie unieważnia go i instytucja musi odpowiedzieć, o ile wniosek spełnia wymogi formalne ustawy. Jednocześnie regulator dopuszcza odmowę jako uporczywego wniosku wtedy, gdy ktoś używa AI do wielokrotnego wysyłania niemal identycznych pytań albo do zajęcia zasobów instytucji. To rozdzielenie jest sensowne i wart je zapamiętać, bo polski ustawodawca będzie musiał je gdzieś odtworzyć.
Skala zjawiska poza Europą jest jeszcze większa. Amerykańska administracja federalna odnotowała w ostatnim pełnym roku sprawozdawczym półtora miliona wniosków w trybie FOIA, o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej, a ponad 267 tysięcy spraw przeszło na kolejny rok jako zaległość. W części amerykańskich okręgów szkolnych liczba wniosków o dokumenty niemal się potroiła, a zamiast krótkiego maila placówki dostają trzystronicowe wypracowania.
Osobny rozdział to sądy. Baza prowadzona przez Damiena Charlotina z HEC Paris zliczała na początku lipca 2026 roku 1668 spraw z całego świata, w których do akt trafiły zmyślone przez AI orzeczenia. 1163 z nich pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, a w 653 przypadkach odpowiedzialny był zawodowy prawnik, nie osoba działająca bez pełnomocnika. Ta ostatnia liczba psuje wygodną narrację, że halucynacje w pismach są problemem laików.
Co to oznacza dla polskich urzędów i firm
Od 2 sierpnia 2026 roku stosowany jest unijny AI Act i to zmienia ramy rozmowy. Nie dlatego, że zabrania obywatelowi pisania wniosku z pomocą chatbota, bo nie zabrania. Znaczenie ma druga strona: instytucja, która kupuje narzędzie oceniające pochodzenie pisma obywatela, sama zaczyna używać systemu AI wobec osoby załatwiającej sprawę urzędową. Ma wtedy obowiązki, o których w komunikatach o zakupie nikt nie wspomina.
Gorzej, że polska administracja nie bardzo wie, czego używa. Sieć Obywatelska Watchdog Polska wysłała latem 2025 roku wnioski do 5480 instytucji realizujących zadania publiczne. Odpowiedziało 74 procent, z czego jedynie 9 procent zadeklarowało korzystanie ze sztucznej inteligencji, przy czym w miastach na prawach powiatu było to 34 procent, w organach centralnych 20, a w starostwach 14. Dla części urzędów systemem AI okazywało się oprogramowanie OCR, inne odmawiały ujawnienia zaawansowanych modeli analitycznych, twierdząc, że nie mieszczą się one w definicji.
Michał Zemełka, autor raportu Watchdoga, podsumował to jednym zdaniem: „Nasze badanie pokazało, że spór o definicję bywa pretekstem dla ucieczki od jawności”.
Na tym tle rysuje się trzeci wątek, dla firm i samorządów najważniejszy. Rząd rozpoczął prace nad zmianą przepisów o dostępie do informacji publicznej, a jednym z argumentów jest właśnie zalew wniosków związany z rozwojem AI. Organizacje pozarządowe odpowiadają, że liczby tego nie potwierdzają. Spór o kilkadziesiąt wniosków w opolskiej izbie obrachunkowej może więc skończyć się nowelizacją ustawy, która obowiązuje wszystkich. Dla przedsiębiorcy sprawdzającego wydatki gminy przed przetargiem albo dla dziennikarza to nie jest ciekawostka technologiczna, tylko zmiana warunków pracy.
Praktyczny wniosek dla każdego, kto pisze do urzędu z pomocą modelu językowego, jest przy tym prosty i niezmienny od trzech lat. Podpis pod pismem składa człowiek i to człowiek odpowiada za każdą sygnaturę w środku. Urząd oceni treść dokumentu, a nie to, kto pomagał go napisać. Przeczytaj więc to, co wysyłasz. Choćby po to, żeby nie zostawić w środku własnego promptu.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym ustaleń „Dziennika Gazety Prawnej” z 4 sierpnia 2026 roku opisanych przez Portal Samorządowy, komunikatu brytyjskiego Information Commissioner’s Office z maja 2026 roku oraz wytycznych ICO dotyczących wniosków generowanych przez AI. Wykorzystano także dane z bazy spraw sądowych z halucynacjami AI prowadzonej przez Damiena Charlotina (HEC Paris), raport Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska o wykorzystaniu AI w administracji, analizy mySociety oraz badania nad skutecznością detektorów treści AI, w tym pracę zespołu Stanford HAI. Cytat Deborah Clark, Upstream Regulation Manager w ICO, został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Wypowiedź Michała Zemełki przytoczono w oryginalnym brzmieniu polskim. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o pismach generowanych przez sztuczną inteligencję w polskiej administracji.
