Meta pracuje nad fotorealistycznym avatarem Marka Zuckerberga opartym na sztucznej inteligencji, który ma w jego imieniu rozmawiać z pracownikami firmy. Donosi o tym Financial Times, powołując się na osoby zaznajomione z projektem. To jeden z bardziej surrealistycznych pomysłów ostatnich miesięcy – i zarazem logiczny krok na tle tego, co Meta robi z AI.
Cyfrowy Zuckerberg jako narzędzie komunikacji wewnętrznej
Firma od jakiegoś czasu pracuje nad fotorealistycznymi, trójwymiarowymi postaciami zasilanymi przez AI, które mogą wchodzić w interakcje z użytkownikami w czasie rzeczywistym. Niedawno zaczęła jednak nadawać priorytet konkretnie postaci wzorowanej na samym CEO.
Zuckerberg jest osobiście zaangażowany w trenowanie i testowanie swojego cyfrowego odpowiednika. Postać ma być szkolona na podstawie jego sposobu mówienia, tonu wypowiedzi, publicznie dostępnych oświadczeń, a także jego aktualnych przemyśleń na temat strategii firmy. Innymi słowy – AI-Zuckerberg ma nie tylko wyglądać jak Zuckerberg, ale też rozumować jak on.
Po co w ogóle coś takiego?
Cel jest prosty: cyfrowy avatar ma usprawnić komunikację wewnętrzną i zaangażowanie pracowników. Meta zatrudnia ponad 85 tysięcy ludzi na całym świecie. Zuckerberg fizycznie nie jest w stanie rozmawiać z każdym z nich. AI-wersja mogłaby udzielać odpowiedzi, dawać feedback, a może nawet uczestniczyć w rozmowach o strategii firmy – 24 godziny na dobę, bez urlopu.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
To pomysł, który jednocześnie fascynuje i niepokoi. Z jednej strony rozumiem logikę – przy takiej skali firmy bezpośredni dostęp do CEO jest iluzją dla zdecydowanej większości pracowników. Cyfrowy Zuckerberg mógłby być sprawnym narzędziem przekazywania wizji i wartości firmy. Z drugiej strony – czy pracownicy będą wiedzieć, kiedy rozmawiają z człowiekiem, a kiedy z modelem? Czy taka postać będzie w stanie przekazywać prawdziwe intencje, a nie jedynie wygładzoną, korporacyjną wersję szefa? I chyba najważniejsze pytanie: co to mówi o kierunku, w którym zmierzamy, jeśli chodzi o przywództwo w organizacjach? Warto obserwować, jak pracownicy Mety na to zareagują.
Meta i wyścig o „personal superintelligence”
Projekt wpisuje się w szerszą strategię firmy. Meta wydała w ostatnim roku dziesiątki miliardów dolarów na rozwój tego, co Zuckerberg nazywa „personal superintelligence”, chcąc dogonić takich graczy jak OpenAI i Google.
Kilka dni temu firma zaprezentowała swój pierwszy duży model językowy od miesięcy – Muse Spark, stworzony przez Meta Superintelligence Labs pod kierownictwem dyrektora ds. AI, Alexandr Wang. Model jest zamknięty (nie jest open source), co stanowi wyraźne odejście od dotychczasowej polityki Meta. Według benchmarków plasuje się w gronie rywali takich jak OpenAI, Anthropic i Google, choć nie wyprzedza ich w większości kategorii.
Wewnętrznie Meta staje się też coraz bardziej AI-obsesyjna. Według Fortune, pracownicy rywalizują między sobą w zużyciu tokenów AI – stworzony przez jednego z nich leaderboard o nazwie „Claudeonomics” śledził, kto w firmie korzysta z AI najbardziej intensywnie. Sam Zuckerberg nie znalazł się nawet w top 250 użytkowników. W ciągu 30 dni łączne zużycie tokenów przez pracowników przekroczyło 60 bilionów.
Co może pójść nie tak?
Lista potencjalnych problemów jest długa:
- Autentyczność – pracownicy mogą czuć się zdezorientowani lub nawet manipulowani, jeśli nie będą wiedzieć, z kim faktycznie rozmawiają
- Odpowiedzialność – jeśli AI-Zuckerberg powie coś nieprecyzyjnego lub szkodliwego, kto ponosi odpowiedzialność?
- Granica prywatności – model trenowany na „aktualnym myśleniu Zuckerberga o strategii” to de facto okno na wewnętrzne procesy decyzyjne firmy
- Precedens – jeśli Meta to wdroży, ile innych korporacji pójdzie w jej ślady?
Na razie projekt jest na etapie testów. Ale biorąc pod uwagę tempo, w jakim Meta realizuje swoje plany AI – i kwoty, które na to wydaje – trudno zakładać, że ten projekt zostanie szybko zapomniany.
