Tinder zorganizował swój pierwszy keynote produktowy i zaprezentował pakiet zmian, które mają odciągnąć użytkowników od coraz popularniejszego trendu randkowania offline. Za całością stoi inwestycja Match Group w wysokości 50 milionów dolarów, ogłoszona w sierpniu ubiegłego roku.
Platforma traci płatnych subskrybentów od kilku kwartałów z rzędu. Mimo że Match Group zaraportował w Q4 2025 przychód na poziomie 878 milionów dolarów, presja na odwrócenie negatywnego trendu jest bardzo realna. Keynote to wyraźny sygnał: Tinder wie, że sam swipe już nie wystarczy.
Eventy w realu, czyli aplikacja wychodzi z telefonu
Najbardziej zaskakującą nowością jest zakładka Events, która wejdzie w tryb beta w Los Angeles pod koniec maja lub na początku czerwca. Chodzi o coś prostego, ale myślowo odważnego: Tinder pokazuje użytkownikom lokalne wydarzenia – speakeasy, kręgle, imprezy rave, warsztaty ceramiki – gdzie mogą spotkać swoje matche w realu.
Hillary Paine, wiceprezes ds. produktu w Tinderze, powiedziała wprost: „We’re really trying to tap into meeting younger users at the places where they’re already hanging out.”
Ciekawy detal: po wydarzeniu profile jego uczestników będą dostępne do przeglądania w aplikacji. Coś jak cyfrowe „Missed Connections” – dla tych, którzy nie zebrali się na odwagę albo po prostu nie trafili na czas.
Wideo speed dating – powrót do pomysłu, który już raz nie wypalił
Tinder testuje też wideo speed dating w Los Angeles: trzyminutowe sesje wideo z potencjalnymi matchami, które mają pełnić rolę „vibe check” przed pierwszą randką na żywo. Rozmowy można przedłużyć, jeśli chemia gra. Warunek: zweryfikowane zdjęcie profilowe.
Warto pamiętać, że Tinder próbował już czegoś podobnego. W 2020 roku, w szczycie pandemii, uruchomił funkcję Face-to-Face, która została wkrótce wycofana z powodu braku zainteresowania.
– Rozumiem logikę tych ruchów i w pewnym sensie je szanuję. Tinder zauważył, że pokolenie Z nie chce bezmyślnie swipować i szuka prawdziwych relacji, nie gamifikowanej symulacji randkowania. Pytanie brzmi jednak: czy platforma, która przez lata budowała kulturę powierzchownego wybierania, jest w stanie wiarygodnie sprzedać ideę autentycznych spotkań? Jest w tym pewna ironia. Z drugiej strony – jeśli Tinder faktycznie stanie się czymś w rodzaju społecznościowego hubu dla singli, a nie tylko fabryką swipe’ów, to może to być zmiana naprawdę warta uwagi. Zobaczymy, czy użytkownicy w to uwierzą.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
AI wchodzi głębiej – nie tylko matching, ale i bezpieczeństwo
Sporo dzieje się też po stronie sztucznej inteligencji. Tinder rozwija funkcję Chemistry, która działa mniej więcej tak:
- zadaje użytkownikowi pytania, by lepiej go poznać
- analizuje (za zgodą) zdjęcia z rolki aparatu
- na tej podstawie codziennie dobiera garść dopasowań zamiast zalewać tablicę setkami profili
Chemistry jest teraz dostępna w USA i Kanadzie po testach w Australii i Nowej Zelandii. Firma zapowiada, że docelowo ta logika przejmie kontrolę nad całym doświadczeniem użytkownika w aplikacji.
Dochodzi do tego Learning Mode, który ma uczyć się preferencji użytkownika już od pierwszej sesji – bez potrzeby wielogodzinnego swipowania, żeby algorytm w ogóle zaczął coś rozumieć. To konkretny ból, który Tinder wreszcie postanowił zaadresować.
Na froncie bezpieczeństwa: funkcja „Does This Bother You?” dostała aktualizację opartą na dużych modelach językowych, która lepiej wykrywa szkodliwe wiadomości i automatycznie rozmywa nieodpowiednie treści. „Are You Sure?” z kolei ma być dokładniej skalibrowane pod kątem identyfikacji potencjalnie krzywdzących interakcji.
Redesign i tryby, które mają przyciągnąć Gen Z
Tinder odświeża też wizualnie. Zdjęcia profilowe rozciągają się teraz na pełen ekran, pojawia się subtelny blur i estetyka „Liquid Glass” w belce Like/Nope. Poza tym na horyzoncie są dwa nowe tryby:
- Music Mode – do 20 utworów ze Spotify automatycznie pojawia się na profilu
- Astrology Mode – dane urodzeniowe odblokowują znaki Słońca, Księżyca i Ascendentu oraz pokazują kompatybilność z innymi
Nie jest tajemnicą, że astrologia to jeden z najsilniejszych social glue’ów w kulturze Gen Z. Tinder ewidentnie odrabia lekcje.
Czy to wystarczy?
Tinder gra teraz na wielu frontach jednocześnie: IRL, wideo, AI, bezpieczeństwo, estetyka. To dużo zmian naraz, co samo w sobie może być sygnałem pewnej desperacji – albo dojrzałości produktowej, zależy jak patrzeć.
Prawdziwy test przyjdzie wtedy, gdy te funkcje trafią do szerszej publiczności. Na razie większość nowości zaczyna życie w Los Angeles, co jest klasycznym poligonem testowym dla amerykańskich firm technologicznych. Reszta świata poczeka.
