Suno reklamuje się jako platforma, na której każdy może stworzyć oryginalną muzykę z jednego zdania. Problem w tym, że użytkownicy odkryli, jak w kilka minut ominąć jej systemy ochrony praw autorskich. I to w momencie, gdy firma balansuje na krawędzi procesu, w którym grożą jej odszkodowania sięgające 150 000 dolarów za każdy naruszony utwór.
Dziura wielkości covera z YouTube
Metoda jest banalnie prosta. Zamiast wgrywać oryginalny nagranie chronionego utworu, wystarczy użyć coveru z YouTube. System detekcji Suno tego nie wykrywa. Podobnie działa fonetyczne zapisywanie tytułów i tekstów, czyli zamiana liter tak, by ominąć filtr słów kluczowych. Efekt? Platforma generuje coraz bardziej przekonujące imitacje znanych piosenek. Beyoncé, Black Sabbath, Aqua. Brzmią jak alternatywne wersje, nie jak podróbki.
Co gorsza, Suno skanuje pliki tylko w momencie wgrania. Nie sprawdza gotowego outputu przed eksportem. To oznacza, że ktoś może wygenerować coś, co narusza prawa autorskie, a system tego nigdy nie wykryje.
Niezależni artyści są tutaj najbardziej narażeni. Muzyczka folk Murphy Campbell odkryła niedawno, że na jej profilu Spotify pojawiły się AI-owe covery jej własnych piosenek wgranych na YouTube. Co więcej, dystrybutor Vydia zaczął składać roszczenia do praw autorskich jej filmów na YouTube i zbierać z nich tantiemy. Na szczęście Spotify usunęło fałszywe covery, a Vydia wycofała roszczenia. Ale tylko dlatego, że Campbell wywołała lawinę w mediach społecznościowych.
Pozwy i paradoksy prawne
Sprawa sądowa toczy się od czerwca 2024 roku. RIAA złożyło pozew w imieniu Universal Music Group, Sony Music Entertainment i Warner Music Group w federalnym sądzie w Massachusetts. Zarzuty są poważne: masowe, nielicencjonowane kopiowanie nagrań, a nawet, co brzmi poważnie, omijanie szyfrowania YouTube w celu pozyskania danych treningowych.
Ken Doroshow, główny radca prawny RIAA, oskarżył Suno o „unlicensed copying of sound recordings on a massive scale” / „nielicencjonowane kopiowanie nagrań dźwiękowych na masową skalę” i zarzucił firmie „attempting to hide the full scope of their infringement rather than putting their services on a sound and lawful footing” / „próbę ukrycia pełnego zakresu naruszeń zamiast postawienia swoich usług na solidnych, prawnych podstawach”.
Suno odpowiedziało argumentem fair use. Jednocześnie przyznało, że dane treningowe „presumably included recordings whose rights are owned by the Plaintiffs” / „prawdopodobnie zawierały nagrania, do których prawa należą do powodów”. Odmówiło ujawnienia pełnego zestawu danych treningowych, uznając go za „poufne informacje biznesowe”.
W maju 2025 roku US Copyright Office wydało raport stwierdzający, że doktryna fair use nie usprawiedliwia nieautoryzowanego trenowania modeli na twórczości muzycznej, szczególnie gdy ta twórczość służy do generowania produktów zastępczych.
Ugoda z Warnerem, ale niezależni idą dalej
Warner Music Group, jeden z pierwotnych powodów, ostatecznie zawarł ugodę z Suno i zawiązał z firmą bieżące partnerstwo biznesowe. CEO Mikey Shulman nazwał tę umowę „a paradigm shift in how music is made, consumed, experienced, and shared” / „zmianą paradygmatu w sposobie tworzenia, konsumowania, przeżywania i udostępniania muzyki”. Szczegółów finansowych nie ujawniono.
Ale ugoda z gigantem nie uciszyła reszty branży. We wrześniu 2025 roku niezależni artyści złożyli odrębny pozew w tym samym sądzie. Tysiące muzyków podpisało otwarty list z żądaniem, by Suno zaprzestało trenowania modeli na materiałach chronionych prawem autorskim.
Na arenie międzynarodowej dołączyła GEMA, czyli niemiecka organizacja zbiorowego zarządzania prawami muzycznymi, która stała się pierwszą tego rodzaju instytucją na świecie, która pozwała firmę zajmującą się generatywną AI za naruszenie praw autorskich w procesie treningu.
Komentarz redaktora
Patrząc na to, co dzieje się z Suno, trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z modelem biznesowym zbudowanym na zasadzie „najpierw skaluj, prawa ogarnij później”. Z jednej strony rozumiem fascynację technologią: narzędzie, które pozwala każdemu wygenerować muzykę z jednego zdania, ma realne zastosowania i demokratyzuje tworzenie. To nie jest bez wartości. Z drugiej strony sposób, w jaki zbierano dane treningowe, budzi poważne wątpliwości etyczne i prawne. Jeśli filtry copyrightowe dają się ominąć coverem z YouTube i fonetyczną podmianą liter, to znaczy, że były bardziej zabezpieczeniem wizerunkowym niż realną ochroną. Ugoda z Warnerem pokazuje, że duże wytwórnie potrafią negocjować. Niezależni artyści tej siły nie mają. I właśnie o nich powinniśmy rozmawiać najgłośniej.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Użytkownik może być niczego nie mieć
Jest jeszcze jeden wymiar tej historii, o którym mówi się za mało. Na mocy prawa autorskiego USA, muzyka wygenerowana wyłącznie przez AI bez znaczącego wkładu twórczego człowieka nie podlega ochronie prawnoautorskiej. US Copyright Office odrzucił wnioski o rejestrację, w których AI był jedynym twórcą. Co to oznacza w praktyce?
Użytkownik płaciący za subskrypcję Pro lub Premier ma prawo do komercyjnego korzystania z utworów. Ale niekoniecznie ma prawo autorskie. Różnica jest kluczowa:
- Własność komercyjna oznacza, że możesz zarabiać na danym nagraniu
- Prawo autorskie oznacza, że masz wyłączność i możesz ścigać naśladowców
- Brak prawa autorskiego oznacza, że ktoś inny może wziąć twój utwór i użyć go bezkarnie
Suno sprzedaje coś, czego prawa do ochrony nie gwarantuje żaden sąd.
Co dalej?
Suno stosuje śmiałą strategię prawną: twierdzi, że nawet jeśli AI uczyło się na chronionych piosenkach, to generowane przez nią dźwięki są całkowicie nowe i nie mogą naruszać istniejących nagrań na mocy prawa autorskiego. Sprawa toczy się jednocześnie w wielu sądach federalnych, a jej wynik może zdefiniować, jak branża muzyczna ułoży się z generatywną AI na kolejne dekady.
Tymczasem firma otworzyła nowe biuro i zatrudnia dalej. 125 milionów dolarów w funduszach robi swoje. Pytanie, czy wystarczy na prawnich.
