Snapchat zwalnia 16% pracowników – około 1000 osób. Oficjalny powód? Sztuczna inteligencja, która ma „ograniczać powtarzalną pracę” i „zwiększać szybkość działania”.
Wewnętrzny memo CEO Evana Spiegla do pracowników z 15 kwietnia 2026 roku brzmi jak podręcznikowy przykład korporacyjnego komunikatu, który mówi jedno, a robi drugie. Snap Inc. tnie zatrudnienie, bo akcje spółki spadły o ponad 30% od początku roku, a na karku siedzi im aktywistyczny inwestor. AI to tylko poręczne uzasadnienie.
Inwestor pociągnął za spust
W marcu tego roku Irenic Capital Management – fundusz aktywistyczny z pakietem udziałów w Snapie – wysłał otwarty list do Spiegla. Zarząd funduszu wprost wezwał CEO do cięcia kosztów i redukcji zatrudnienia, krytykując dotychczasową strategię firmy. Spiegel posłuchał.
W swoim memo napisał:
„While these changes are necessary to realize Snap’s long-term potential, we believe that rapid advancements in artificial intelligence enable our teams to reduce repetitive work, increase velocity, and better support our community, partners, and advertisers” / „Choć zmiany te są niezbędne do realizacji długoterminowego potencjału Snapa, wierzymy, że szybki postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji pozwala naszym zespołom ograniczać powtarzalną pracę, zwiększać tempo działania i lepiej wspierać naszą społeczność, partnerów i reklamodawców.”
300 otwartych wakatów również nie zostanie obsadzonych.
AI-washing na rynku pracy
To nie jest zjawisko nowe. W ciągu ostatniego roku fala technologicznych zwolnień przetacza się przez branżę, a AI pojawia się w komunikatach niemal zawsze. Microsoft, Amazon, Oracle, Block Jacka Dorseya – wszyscy tną etaty, wszyscy powołują się na AI jako narzędzie umożliwiające „robienie więcej mniejszymi zasobami ludzkimi”.
Pojęcie AI-washing – czyli naklejania etykiety AI na decyzje biznesowe, które mają zupełnie inne przyczyny – coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Co ciekawe, mówi o tym nawet Marc Andreessen, znany z entuzjazmu dla AI venture capitalist, który przyznał niedawno, że wiele firm używa AI jako pretekstu do redukcji, po prostu przerost zatrudnienia z okresu pandemicznego boomu.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Snap to kolejny przypadek, gdzie trudno oddzielić autentyczną transformację AI od klasycznego cięcia kosztów pod presją inwestorów. I nie mówię, że AI nie zmienia struktury zatrudnienia – zmienia i będzie zmieniać coraz gwałtowniej. Ale kiedy zwolnienia ogłasza się dzień po tym, jak aktywistyczny fundusz wyśle list z żądaniem redukcji headcounty, to narracja o „postępie technologicznym” brzmi co najmniej naciąganie. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać, brzmi inaczej: czy firmy rzeczywiście wdrażają AI w sposób, który zastępuje ludzi konkretnymi narzędziami, czy po prostu korzystają z dobrego momentu medialnego, żeby uzasadnić decyzje, które i tak by podjęły?
OpenAI i Anthropic widzą problem
To, że coraz więcej firm zrzuca odpowiedzialność na AI, nie umknęło największym graczom na rynku. OpenAI i Anthropic podobno z rosnącym niepokojem obserwują swój „problem wizerunkowy” i aktywnie zabiegają o względy polityczne. OpenAI opublikowało na początku tego miesiąca propozycje polityczne, w których sugeruje m.in.:
- przejście firm na czterodniowy tydzień pracy,
- stworzenie przez rząd publicznego funduszu majątkowego, który zwracałby obywatelom część zysków z technologii AI.
To interesujące posunięcie z punktu widzenia PR – szczególnie gdy jednocześnie narzędzia tych firm są używane jako uzasadnienie dla kolejnych fal zwolnień.
Giełda nagradza cięcia
Rynek zareagował przewidywalnie. Akcje Snapa wzrosły w środę o około 6% po ogłoszeniu zwolnień – odrabiając część strat po kilkumiesięcznym spadku. Spółka założona w 2011 roku zatrudniała na koniec 2025 roku około 5200 osób.
Tysiąc zwolnionych. Trzysta wakatów zamrożonych. I komunikat, który brzmi jak manifest cyfrowej transformacji, a jest odpowiedzią na list od inwestora.
