Max Hodak, współzałożyciel Neuralink, który porzucił projekt Elona Muska, szykuje się do historycznego kroku – jego firma Science Corporation zamierza wszczepić pierwszy czujnik do ludzkiego mózgu. Nie chodzi tu o kolejny odłamek metalu wbity w tkankę nerwową, ale o coś znacznie bardziej ambitnego: biologiczno-elektroniczny interfejs, który ma połączyć wyhodowane w laboratorium neurony z elektroniką.
Człowiek od Neuralink buduje własną ścieżkę
Hodak przez lata stał za kulisami Neuralink, zanim w 2021 roku odszedł i założył Science Corporation. Jego wizja jest zarówno terapeutyczna, jak i transhumanistyczna – chodzi o leczenie chorób neurologicznych, ale też o otwieranie nowych kanałów percepcji dla zdrowego człowieka. Firma zamknęła w marcu rundę Series C na 230 milionów dolarów przy wycenie 1,5 miliarda dolarów.
Teraz Science Corporation ogłosiła, że dr Murat Günel, szef Katedry Neurochirurgii Yale Medical School, dołączył jako doradca naukowy. Jego zadanie jest konkretne: przeprowadzić pierwszą operację wszczepienia czujnika do mózgu żywego człowieka.
Dlaczego nie elektrody? Bo niszczą mózg
Tutaj zaczyna się to, co odróżnia Science Corporation od konkurencji. Neuralink używa metalowych elektrod wbijanych bezpośrednio w tkankę mózgową – metoda skuteczna, ale destrukcyjna. Według Günel’a takie sondy uszkadzają mózg w sposób, który z czasem podważa skuteczność całego urządzenia.
Science idzie w stronę podejścia organicznego. Docelowe urządzenie będzie zawierać neurony wyhodowane w laboratorium, stymulowane impulsami światła, które mają naturalnie zintegrować się z neuronami pacjenta. Günel podsumował to po prostu:
„The idea of using natural connections through neurons and creating a biological interface between the electronics and the human brain is genius” / „Pomysł wykorzystania naturalnych połączeń przez neurony i stworzenia biologicznego interfejsu między elektroniką a ludzkim mózgiem jest genialny.”
Pierwszy krok: czujnik bez neuronów, na powierzchni kory
Zanim dojdzie do pełnowartościowego implantu biohybrydowego, Science planuje etap przejściowy. Czujnik – wielkości grochu, z 520 elektrodami rejestrującymi – zostanie umieszczony nie w tkance mózgowej, lecz na powierzchni kory mózgowej, pod czaszką.
Co istotne: firma twierdzi, że nie zamierza ubiegać się o zatwierdzenie FDA dla tych prób. Argumentuje, że urządzenie jest tak małe i umieszczone w taki sposób, że nie stanowi istotnego ryzyka dla pacjentów. To odważna – i zapewne dyskusyjna – interpretacja regulacji.
Kandydatami do pierwszych prób mają być pacjenci wymagający już poważnych operacji mózgu – na przykład ofiary udarów, którym lekarze i tak muszą usuwać fragment czaszki w celu zmniejszenia obrzęku.
Zatrzymuję się tutaj na chwilę, bo ta informacja o braku wniosku do FDA zasługuje na komentarz. Z jednej strony – można zrozumieć tę logikę. Czujnik nie jest wszczepiony w tkankę, tylko leży na korze. Z drugiej – unikanie procedury regulacyjnej przy pierwszych próbach na ludziach to ścieżka, która może wrócić jak bumerang. Neuralink poświęcił lata na zatwierdzenia. Science skraca tę drogę. Pytanie brzmi: czy to odwaga, czy ryzykowna kalkulacja? I kto ponosi odpowiedzialność, gdy coś pójdzie nie tak? Pacjenci wymagający operacji mózgu to grupa szczególnie wrażliwa – trzeba uważać, by „innowacyjne podejście do regulacji” nie stało się eufemizmem dla czegoś mniej chlubnego.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Potencjalne zastosowania: od epilepsji po Parkinsona
Günel kreśli szeroki horyzont możliwości, jeśli technologia sprawdzi się w praktyce:
- Stymulacja elektryczna uszkodzonych komórek mózgu lub rdzenia kręgowego w celu wspomagania regeneracji
- Monitorowanie aktywności neurologicznej u pacjentów z guzami mózgu
- Wczesne ostrzeganie przed napadami padaczki
- A w dalszej perspektywie – Parkinson, gdzie ani transplantacje komórek, ani głęboka stymulacja mózgu nie zatrzymują dotychczas postępu choroby
Günel mówi wprost o tym ostatnim scenariuszu: „In Parkinson’s, for example, we cannot stop the progression of the disease; in neurosurgery, all we are doing is putting an electrode to stop the tremors. Whereas if you can really put the cells back in the brain, protect those circuits, there’s a chance, and I believe it’s a good chance, that we can stop progression of the disease.” / „Na przykład w przypadku Parkinsona nie możemy zatrzymać postępu choroby; w neurochirurgii wszystko, co robimy, to zakładanie elektrody, by zatrzymać drżenie. Natomiast jeśli naprawdę uda się wszczepić komórki z powrotem do mózgu i chronić te obwody, jest szansa – i wierzę, że dobra szansa – że możemy zatrzymać postęp choroby.”
2027 to optymistyczny scenariusz
Alan Mardinly, współzałożyciel i dyrektor naukowy firmy, kieruje 30-osobowym zespołem pracującym nad prototypami urządzenia biohybrydowego. W 2024 roku firma opublikowała working paper wykazujący, że urządzenie można bezpiecznie wszczepić myszy i używać do stymulacji aktywności mózgu.
Do pierwszych prób na ludziach jednak daleka droga. Günel przyznaje, że oczekiwanie startu badań klinicznych w 2027 roku byłoby „optymistyczne”. Trwają już rozmowy z komisjami ds. etyki badań na ludziach.
Science Corporation ma też bardziej przyziemny, ale dochodowy produkt w portfolio: PRIMA – urządzenie przywracające widzenie osobom z zwyrodnieniem plamki żółtej. Firma planuje jego szerszą dostępność w Europie po uzyskaniu certyfikacji regulacyjnej, być może jeszcze w tym roku. To ten produkt finansuje bardziej odległe, ambitne marzenia.
Hodak przez całe życie zawodowe zmierzał do jednego celu: niezawodnego połączenia między komputerem a ludzkim mózgiem. Najpierw Neuralink, teraz Science Corporation. Czy tym razem, ze swoim organicznym podejściem, dotrze tam, gdzie inni utknęli?
