Mniej niż trzy lata od założenia i już kolejny problem z prywatnością. Sąd federalny w San Francisco rozpatruje pozew zbiorowy, w którym użytkownik Perplexity twierdzi, że platforma potajemnie transmituje jego rozmowy z AI do Meta i Google, mimo że uaktywnia tryb incognito. Pozew to kolejna chmura wisząca nad startupem, który zbudował sobie markę jako „uczciwej alternatywy dla Google”.
Co dokładnie zarzuca pozew?
Utah man o pseudonimie John Doe wniósł pozew zbiorowy do federalnego sądu w San Francisco 1 kwietnia 2026 roku. Zarzucenia są poważne: Perplexity miał instalować „niezmienne” skrypty śledzące, które automatycznie transmitują dane rozmów do infrastruktury Meta i Google w czasie rzeczywistym.
Alarm – najgorsze zjawisko jest takie, że ta ścieżka transmisji danych działa nawet wtedy, gdy użytkownik kliknie na tryb incognito. Funkcja, która miała gwarantować anonimowe rozmowy bez zapisywania historii, de facto nic nie chroniła.
Jakie dane były udostępniane?
Pozew twierdzi, że śledniki pobierają się przy logowaniu – nawet w trybie incognito – transmitując wrażliwe dane czatów do kierowania reklam i odsprzedaży. Technologia śledzenia Meta i Google miała pozwalać na zebranie:
- emaila użytkownika
- identyfikatora Facebook
- adresu IP
- informacji o urządzeniu i przeglądarce
Kiedy te dane trafią już do Meta i Google, mogą je sparować z imieniem i adresem użytkownika oraz dokładnie go zidentyfikować.
Nie chcę być moralistą, ale trzeba spojrzeć na to rzeczą owocem. Z jednej strony rozumiemy, dlaczego Perplexity potrzebuje analityki i narzędzi marketingowych. To biznes. Ale obiecywali nam coś innego. Mówili: „My jesteśmy nie-Google”. Teraz dowiadujemy się, że przez cały czas rozmowy użytkowników leciały do Meta i Google, nawet jeśli ktoś aktywnie wybrał tryb prywatny. To nie jest pytanie o szczegóły prawne – to jest pytanie o zaufanie. I tutaj Perplexity ma duży problem. Jeśli te zarzuty się potwierdzą, będzie trudno powiedzieć, że cokolwiek się zmieniło od czasów, kiedy Google i Meta były wrogami publicznym numer jeden. Może Perplexity jest po prostu bardziej szczerym wersją tych samych praktyk? Albo może jest większą hipokryzją – bo przynajmniej Google nigdy nie twierdzył, że jest alternatywą dla siebie.
Informacje wrażliwe trafiały do algorytmów
Co może boli najbardziej – John Doe nie dzielił się czymś abstrakcyjnym. Używał Perplexity do rozmów o:
- informacjach podatkowych i obowiązkach finansowych
- strategiach inwestycyjnych, w tym potencjalnymi inwestycjami w firmy cannabis
- czasem, kiedy on i jego żona będą mogli pobierać Social Security
- konwersji oszczędności z konta zwykłego na konto Roth IRA
Każda z tych konwersacji trafiła do Meta i Google bez jego wiedzy. To jest dane, które można monetyzować – zarówno dla celu kierowania reklam, jak i sprzedaży innym stronom trzecim.
Perplexity odpowiada (niezbyt wprost)
Oficjalnie, Perplexity nie chce się przyznać do niczego. Jesse Dwyer, dyrektor ds. komunikacji, stwierdził, że firma nie została jeszcze formalnie zawiadomiona o pozwie i „jest niezdolna do weryfikacji jego istnienia lub twierdzeń”.
To klasyczna odpowiedź korporacyjna – odpowiadanie na inne pytania niż te, które zostały zadane.
Kiedy to się zaczęło i kiedy skończy?
Pozew obejmuje wszystkich użytkowników, którzy chatowali z Perplexity pomiędzy 7 grudnia 2022 a 4 lutego 2026 roku. Jednakże – i to jest intrygujące – wyłączeni są użytkownicy, którzy mają płatne subskrypcje Pro lub Max. Dlaczego? Pozew tego nie wyjaśnia w pełni, ale można domniemywać, że warunki dla płacących użytkowników są inne.
Jeśli pozew otrzyma certyfikat klasy akcji, może to reprezentować miliony użytkowników. Czasowa skala? Sprawy sądowe tego typu zwykle trwają od 12 do 36 miesięcy od złożenia do rozstrzygnięcia. Mamy przed sobą długi proces.
Zagrożenie dla całego modelu AI
To nie jest pierwszy problem Perplexity. Wcześniej firma walczyła z pozwem Amazon o nielegalne skrobanie danych. Teraz dochodzi do tego zarzut o współpracy z największymi graczami w branży reklamy.
Czy FTC weźmie to pod lupę? Urzędnicy federalni są ostatnio szczególnie wyczuleni na zagadnienia prywatności w AI. Sprawa mająca taką ramę – „narzędzie AI potajemnie kieruje zapytania do gigantów reklamy nawet w trybie prywatnym” – to dokładnie to, co przyciąga uwagę federalną, nie tylko stanową.
Pytanie pozostaje otwarte: czy przemieszane będzie nas jeszcze dużo skandali tego typu, zanim poznamy granice i reguły, które muszą obowiązywać w sztucznej inteligencji?
