Larry Fink, prezes BlackRock, największej firmy zarządzającej aktywami na świecie, uderza w alarm. W swoim corocznym liście do inwestorów napisał wprost, że rewolucja AI może powtórzyć jeden z największych grzechów ostatnich dekad: wzbogacenie tych, którzy już są bogaci.
To nie jest głos anonimowego ekonomisty z akademickiego seminarium. Fink zarządza aktywami wartymi ponad 14 bilionów dolarów i od lat wyznacza ton debaty o kapitalizmie na najwyższych szczeblach. Kiedy on mówi, że coś idzie nie tak, warto słuchać.
Historia się powtarza, tylko szybciej
„The massive wealth created over the past several generations flowed mostly to people who already owned financial assets. Now AI threatens to repeat that pattern at an even larger scale” – napisał Fink w tegorocznym liście.
To zdanie brzmi spokojnie, ale w istocie jest druzgocące. Przez dekady po upadku żelaznej kurtyny świat tworzył bogactwo w tempie nieznanym wcześniej historii. W zaawansowanych gospodarkach to bogactwo skumulowało się jednak w rękach zdecydowanie węższej grupy ludzi, niż jakakolwiek zdrowa społeczeństwo jest w stanie długoterminowo udźwignąć.
Dane są bezlitosne: 34 spółki związane z AI, w tym Amazon, Alphabet i Microsoft, wzrosły w 2025 roku o ponad 50%. Mediana wzrostu majątku wśród 50 najbogatszych Amerykanów wynosiła prawie 10 miliardów dolarów. Współzałożyciele Google, Larry Page i Sergey Brin, wzbogacili się odpowiednio o 101 i 92 miliardy dolarów.
Dolna połowa Amerykanów? Rachunki za prąd.
Kto zarabia na AI, a kto płaci
Fink nie owija w bawełnę. „Early gains are flowing to the owners of models, owners of data and owners of infrastructure” – stwierdził. To zdanie w zasadzie streszcza całą strukturę obecnej rewolucji technologicznej.
Kiedy mówimy o AI, większość dyskusji kręci się wokół rynku pracy. Czy roboty zabiorą mi pracę? Czy muszę się przekwalifikować? To ważne pytania, ale Fink przesuwa punkt ciężkości: „When we talk about the economic disruption of AI, most of the conversation is about jobs. That’s an enormously important question, and one that goes beyond economics. Work provides income, purpose, and dignity.”
Jednocześnie zauważa, że nawet jeśli AI ograniczy popyt na część stanowisk, rynek pracy wciąż oferuje możliwości. BlackRock ogłosił niedawno inicjatywę wartą 100 milionów dolarów, mającą na celu rozwój kwalifikacji zawodowych przez najbliższe pięć lat.
CEO Nvidia Jensen Huang, cytowany przez Finka, powiedział mu wprost: „Everybody should be able to make a great living. You don’t need a PhD in computer science to do so.”
Głos Finka brzmi w tym kontekście wyjątkowo, bo pochodzi od kogoś, kto sam stoi po stronie kapitału. To nie jest lewicowy krytyk korporacji – to człowiek zarządzający większymi aktywami niż PKB większości państw świata. Kiedy on mówi, że system może się zepsuć, to nie jest retoryka. To rachunek ryzyka. Ale warto też zadać pytanie: czy propozycje Finka – szersza ekspozycja na rynki finansowe, reforma Social Security – nie są przypadkiem recepty dla tych, którzy już mają z czego inwestować? Obawa jest słuszna. Odpowiedź – nie jest tak oczywista.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Rozwiązanie według Finka: zainwestuj, albo zostaniesz w tyle
Propozycja Finka jest prosta w teorii, kontrowersyjna w praktyce. Skoro AI wzbogaca właścicieli aktywów, to trzeba sprawić, żeby więcej ludzi stało się właścicielami aktywów. „The vast majority of wealth has flowed to people who owned assets, not to people who earned most of their money by working.”
Fink wskazuje kilka konkretnych kierunków:
- Reforma systemu emerytalnego – stworzenie rządowego funduszu emerytalnego inwestowanego w zdywersyfikowany portfel, równoległego do Social Security, z początkowym kapitałem około 1,5 biliona dolarów
- Tokenizacja aktywów jako narzędzie demokratyzacji inwestycji i rozszerzenia dostępu do rynków finansowych
- Długoterminowe inwestowanie w indeksy – Fink przypomina, że każdy dolar zainwestowany w S&P 500 przez ostatnie dwie dekady wzrósł ponad ośmiokrotnie
- Plany 401(k) z dostępem do alternatywnych aktywów – nieruchomości i infrastruktury
„Social Security provides stability, but it doesn’t allow most Americans to build wealth in a way that grows with their country” – napisał Fink, dodając, że bez zmian system może nie być w stanie wypłacić tego, czego oczekują przyszli emeryci.
AI i geopolityka: wyścig, którego nie można przegrać
List Finka to nie tylko ekonomia. Fink podkreślił, że AI „is here to stay” i pozostaje centralnym elementem strategicznej rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. „The U.S. clearly sees that AI leadership is not optional, and that it will require sustained investment – in research, infrastructure, talent, and the capital markets capable of financing innovation at scale.”
To ważny kontekst. Debata o nierównościach majątkowych nie toczy się w geopolitycznej próżni. Inwestycje w AI to nie tylko kwestia zysku, ale i bezpieczeństwa narodowego. Dla wielu rządów – w tym europejskich – to może być najtrudniejsza do przełknięcia część tego listu.
Przebudzenie sumienia czy marketing?
Fink od lat buduje markę „oświeconego kapitalisty” – to on kilka lat temu wprowadził do mainstreamu pojęcie ESG i stakeholder capitalism. Krytycy twierdzą, że to przede wszystkim pozycjonowanie wizerunkowe. Tym razem jednak konkretne liczby i konkretne propozycje są trudniejsze do zignorowania.
„There’s a real risk artificial intelligence could widen wealth inequality if ownership does not broaden alongside it” – napisał. To zdanie powtarzają już dziś cytaty w dziesiątkach mediów finansowych na całym świecie.
Pytanie, czy uda się przekuć słowa w realne mechanizmy dystrybucji zysków z AI, pozostaje otwarte. Historia ostatnich trzydziestu lat nie napawa przesadnym optymizmem.
