Donald Trump po raz kolejny wrzucił na Truth Social wygenerowany przez AI obrazek z Jezusem. Tym razem nie jako Jezus, lecz w uścisku z Jezusem. Różnica subtelna, kontrowersja ta sama.
Najpierw był Jezus-Trump, teraz Trump-i-Jezus
W środę Trump opublikował na Truth Social zrzut ekranu z X, na którym stoi przed mikrofonem, a Jezus obejmuje go ramionami na tle amerykańskiej flagi. Pod postem prezydent napisał: „The Radical Left Lunatics might not like this, but I think it is quite nice!!!” / „Radykalni Lewaccy Szaleńcy może tego nie lubią, ale ja myślę, że to całkiem ładne!!!”
To bezpośrednie nawiązanie do tego, co wydarzyło się zaledwie kilka dni wcześniej.
Jak to się zaczęło
W niedzielę na profilu Trumpa pojawił się obrazek przedstawiający go w białej szacie, kładącego rękę na głowie chorego człowieka w scenie przypominającej uzdrowienie. Reakcja była natychmiastowa i, co rzadkie, przyszła głównie ze strony konserwatywnych sojuszników prezydenta.
Riley Gaines, aktywistka polityczna i twarz konserwatywnego ruchu, napisała na X:
„Why? Seriously, I cannot understand why he’d post this. Is he looking for a response? Does he actually think this? Either way, two things are true: 1) a little humility would serve him well, 2) God shall not be mocked.” „Dlaczego? Serio, nie rozumiem, po co to wrzucił. Szuka reakcji? Naprawdę tak myśli? Tak czy inaczej, dwie rzeczy są prawdziwe: 1) odrobina pokory by mu nie zaszkodziła, 2) Bóg nie da się wyśmiać.”
Komentator Michael Knowles napisał wprost: „I assume someone has already told him, but it behooves the President both spiritually and politically to delete the picture, no matter the intent.” / „Zakładam, że ktoś mu już powiedział, ale w interesie prezydenta, zarówno duchowym jak i politycznym, jest usunięcie tego zdjęcia, niezależnie od intencji.” Marjorie Taylor Greene z kolei napisała, że „modli się przeciw” temu postowi.
Brilyn Hollyhand, były współprzewodniczący Rady Młodzieżowej RNC, ocenił obrazek jako „rażące bluźnierstwo”. „Faith is not a prop. You don’t need to portray yourself as a saviour when your record should speak for itself.” / „Wiara nie jest rekwizytem. Nie musisz przedstawiać się jako zbawiciel, kiedy twoja historia powinna mówić sama za siebie.”
Post zniknął w poniedziałek.
Trump tłumaczy: to był lekarz
W rozmowie z CBS News w poniedziałek Trump stwierdził: „I viewed that as a picture of me being a doctor in fixing — you had the Red Cross right there, you had, you know, medical people surrounding me. And I was like the doctor, you know, as a little fun playing the doctor and making people better.” / „Widziałem to jako obrazek mnie jako lekarza, który leczy – miałeś tam Czerwony Krzyż, otaczał mnie personel medyczny. Byłem jak lekarz, wiesz, taka mała zabawa w lekarza i sprawianie, że ludzi czują się lepiej.”
Speaker Izby Mike Johnson przyznał, że osobiście poprosił Trumpa o usunięcie obrazka. JD Vance bronił szefa, tłumacząc to „żartem” i mówiąc, że Trump usunął post, „bo zorientował się, że wiele osób nie rozumiało jego humoru.”
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
To nie jest tekst o AI. To tekst o tym, jak narzędzia generatywne stają się częścią politycznej maszynerii, a granica między żartem a komunikatem ideologicznym przestaje istnieć. AI obniżyła barierę tworzenia takich obrazków do zera – każdy może to zrobić w pięć sekund. I tu leży sedno problemu. Kiedy generowanie wizerunków sakralnych stało się trywialnie łatwe, pytanie o to, czy coś jest „żartem” czy „bluźnierstwem” staje się zupełnie inne niż kiedyś. Z jednej strony – wolność słowa, wolność wyrazu artystycznego, humor polityczny istnieje od wieków. Z drugiej – prezydent największego mocarstwa świata używa AI do budowania wizerunku mesjańskiego, a potem mówi, że to był lekarz z Czerwonym Krzyżem. To jest problem niezależnie od tego, jakie ma się poglądy polityczne. Warto zapytać: gdzie jest granica między ironią a manipulacją? I kto ją ustala, kiedy obrazek tworzysz w sekundy?
Trump kontra papież Leo
To nie jedyna religijna burza Trumpa w tym tygodniu. Jeszcze przed opublikowaniem kontrowersyjnego obrazka Trump zaatakował papieża Leo XIV na Truth Social, nazywając go „SŁABYM na przestępczość” i „okropnym w kwestii polityki zagranicznej.”
Trump napisał: „I don’t want a Pope who thinks it’s OK for Iran to have a Nuclear Weapon. I don’t want a Pope who criticizes the President of the United States because I’m doing exactly what I was elected, IN A LANDSLIDE, to do.” / „Nie chcę papieża, który uważa, że Iran może mieć broń jądrową. Nie chcę papieża, który krytykuje prezydenta Stanów Zjednoczonych, bo robię dokładnie to, do czego zostałem wybrany, W SPOSÓB MIAŻDŻĄCY.”
Leo zareagował spokojnie, mówiąc dziennikarzom podczas podróży do Afryki: „I have no fear of the Trump administration, or speaking out loudly of the message of the Gospel.” / „Nie boję się administracji Trumpa ani głośnego głoszenia przesłania Ewangelii.”
Senator Bernie Sanders nazwał zachowanie Trumpa „egomania niebezpieczną dla zdrowia demokracji”: „Trump is now attacking the pope for speaking out against war while posting images of himself as a messianic figure. This is not only offensive. It is deranged, egomaniacal behaviour.” / „Trump teraz atakuje papieża za to, że sprzeciwia się wojnie, jednocześnie publikując obrazki siebie jako postaci mesjańskiej. To nie jest tylko obraźliwe. To jest szaleńcze, egocentryczne zachowanie.”
Kontekst: Trump i papieże
W maju 2025 roku Trump przyjął wybór Leo XIV – pierwszego papieża urodzonego w USA – jako „wielki zaszczyt” dla Ameryki. Przez pierwszy rok pontyfikatu Leo unikał bezpośredniej krytyki administracji Trumpa. Ton zmienił się wraz z wojną z Iranem.
To nie pierwsza papieska bitwa Trumpa. Podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku papież Franciszek skrytykował plany budowy muru na granicy z Meksykiem. Trump odpalił kontrę: „For a religious leader to question a person’s faith is disgraceful.” / „Hańbą jest, gdy lider religijny podważa czyjąś wiarę.”
AI jako narzędzie politycznej prowokacji
Historia z Jezusem-Trumpem to symptom czegoś szerszego. Chcąc nie chcąc, jesteśmy świadkami tego, jak generatywna sztuczna inteligencja weszła do arsenału politycznej komunikacji. Możemy to oceniać z kilku stron:
- generowanie prowokacyjnych obrazów jest błyskawiczne i tanie
- efekt viralowy jest gwarantowany, nawet przy negatywnym odbiorze
- autorzy zawsze mają gotowe alibi („to był żart”, „lekarz”)
- granica między satyrą a manipulacją staje się celowo rozmyta
- platformy nie mają narzędzi do klasyfikacji intencji twórcy
Trump zresztą szybko udowodnił, że krytyka go nie powstrzymuje. Środowy post z Jezusem obejmującym go ramionami pojawił się dzień po tym, jak publicznie tłumaczył, że poprzedni obrazek to był „lekarz z Czerwonym Krzyżem”. Cokolwiek to miało być, przekaz jest jasny: kontrowersja to funkcja, nie błąd.
