Przez dekady wejście na rynek pracy wyglądało podobnie: zaczynasz od żmudnych, powtarzalnych zadań, uczysz się przy okazji, budujesz doświadczenie i piętrujesz kompetencje. Ten model właśnie się sypie. I to nie z powodu kryzysu gospodarczego, a z powodu AI.
Dane są niepokojące. Badacze ze Stanford University ustalili, że pracownicy w wieku 22-25 lat zatrudnieni w zawodach najbardziej narażonych na AI odnotowali 13-procentowy spadek zatrudnienia od 2022 roku. Inne analizy mówią nawet o 16-procentowym względnym spadku w stosunku do rówieśników pracujących w branżach mniej podatnych na automatyzację. Co istotne, problem nie polega głównie na zwolnieniach. Dla młodych pracowników kluczowy jest nie tyle wzrost bezrobocia, co spowolnienie rekrutacji w branżach narażonych na AI – wskaźnik znajdowania pracy w erze po ChatGPT spadł o 14% w porównaniu do 2022 roku.
Znikające wejście do kariery
Przez długi czas układ w wielu zawodach był prosty: pracownicy na poziomie juniorskim wykonywali rutynowe zadania w zamian za mentoring, rozwój umiejętności i jasną ścieżkę ku ekspertyzie. Pracodawcy mieli tanią siłę roboczą, pracownicy otrzymywali szkolenia i perspektywę. Obie strony wygrywały. Ale teraz ten kontrakt się rozpada. AI automatyzuje żmudną pracę — powtarzalne, nudne, ale niezbędne zadania, które juniorzy kiedyś wykonywali i przy okazji się uczyli.
To tworzy strukturalny problem. Jeśli AI robi pracę juniorską lepiej niż sami juniorzy, starsi pracownicy mogą przestać delegować zadania. Junior nigdy się nie uczy, a cały potok talentów się zatyka. Naukowcy mają już na to nazwę: „training deficit”. W dłuższej perspektywie brakuje nie tylko miejsc pracy, ale i kolejnego pokolenia ekspertów.
Lęk kształtuje decyzje na każdym poziomie: 89% absolwentów rocznika 2026 obawia się, że AI zastąpi stanowiska dla początkujących. Rok wcześniej ten odsetek wynosił 64%. Wzrost o 25 punktów procentowych w ciągu jednego roku.
Kierunek: praca z rękami
Część młodych wyciąga własne wnioski i nie czeka na akademickie analizy. Zgłoszenia do programów praktyk zawodowych wzrosły o 70% od 2022 roku. W Rosedale Technical College, gdzie studenci mogą zdobywać kwalifikacje m.in. z technologii motoryzacyjnej, mechaniki diesel, stolarki, spawalnictwa i innych zawodów technicznych, liczba zapisów wzrosła o 36% w ciągu ostatnich pięciu lat.
Powody są czytelne. Tradycyjne zawody rzemieślnicze odnotowały wzrost o 27% w ciągu ostatnich czterech lat — o 11 punktów procentowych powyżej średniej rynkowej i o 19 punktów powyżej biurowych zawodów specjalistycznych. Popyt na techników robotyki wzrósł o 107%, na techników automatyki przemysłowej o 51%, a na inżynierów HVAC — niezbędnych przy budowie serwerowni — o 67%.
Coś jeszcze: 77% przedstawicieli pokolenia Z twierdzi, że ważne jest dla nich, aby ich przyszła praca była trudna do zautomatyzowania.
Patrząc na te dane, nie sposób nie zauważyć pewnego paradoksu. AI ma automatyzować pracę, żebyśmy mogli robić rzeczy ważniejsze i bardziej twórcze. Tylko że żeby dojść do „ważniejszych rzeczy”, trzeba najpierw przejść przez te nudne, juniorskie etapy. To właśnie te etapy właśnie znikają. Z jednej strony rozumiem, że firmy optymalizują koszty i chętnie sięgają po AI zamiast zatrudniać świeżo upieczonych absolwentów. Z drugiej strony pojawia się pytanie: kto za 10 lat będzie rozumiał te procesy wystarczająco dobrze, żeby sensownie nimi zarządzać? Czy nie wyhodujemy pokolenia managerów, którzy umieją prompt engineering, ale nie wiedzą, co tak naprawdę stoją za cyframi w raporcie, który wygenerował dla nich model? To pytanie, które powinno zadawać sobie dziś każde przedsiębiorstwo.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Nie każda praca jest biała
Nie wszyscy młodzi borykają się z tymi samymi problemami. Kobiety są narażone na ryzyko zastąpienia przez AI niemal trzykrotnie bardziej niż mężczyźni, ponieważ częściej zajmują stanowiska administracyjne i biurowe, które należą do najbardziej podatnych na automatyzację. To nie jest mało istotny detal — to systemowa nierówność.
Analiza Washington Post wskazuje, że większość pracowników, których miejsca pracy mogą zostać zmienione lub zlikwidowane przez AI, jest w stanie się odnaleźć. Jednak mniejsza część może mieć poważne trudności ze znalezieniem nowego zatrudnienia, a kobiety stanowią około 86% tej najbardziej narażonej grupy.
Pięć kompetencji, których AI nie zastąpi
LinkedIn CEO Ryan Roslansky w książce „Open to Work: How to Get Ahead in the Age of AI” (Harper Business, 2026) wyróżnia pięć obszarów, które mają chronić przed wyparciem z rynku. Firma rozmawiała z neurobiologami, psychologami organizacji i ekonomistami behawioralnymi i wskazuje na tzw. „5C”:
- Curiosity (ciekawość) — zdolność do stawiania pytań, które AI nie zadaje
- Creativity (kreatywność) — generowanie rozwiązań spoza znanych wzorców
- Compassion (empatia) — rozumienie ludzkiego kontekstu decyzji
- Communication (komunikacja) — budowanie relacji i przekonywanie
- Critical thinking (myślenie krytyczne) — ocena i selekcja tego, co AI produkuje
„AI can generate possibilities based on patterns. Humans decide which ones matter and ask, 'What if we tried something completely different?'” — to zdanie z tej książki, które warto zapamiętać.
Nowa hierarchia na rynku pracy
Algorytm nie bierze urlopu i nie domaga się premii. Ale nie potrafi też naprawić rury kanalizacyjnej w kamienicy przy Marszałkowskiej, ocenić czy coś „czuć” na budowie, ani spojrzeć w oczy klientowi, który nie wie, czego szuka. Jak stwierdza Randstad w swoim raporcie: „Rewolucja cyfrowa ma fizyczne fundamenty. Podczas gdy nagłówki skupiają się na AI i przyszłości pracy biurowej, prawdziwym ograniczeniem globalnego wzrostu jest niedobór wykwalifikowanych pracowników fizycznych.”
Rynek pracy w 2026 roku nie wygląda jak apokalipsa. Wygląda jak przekształcenie — głębsze niż poprzednie, szybsze niż poprzednie i — co ważne — nierówne. Kto wygrywa? Na razie ten, kto albo potrafi pracować z AI, albo robi coś, czego AI nie umie. Między tymi dwoma biegunami jest coraz mniej miejsca dla tych, którzy po prostu siedzą przy biurku i czekają na maila z zadaniem.
