Dyrektor FBI Kash Patel przyznał publicznie, że agencja kupuje od brokerów danych dane lokalizacyjne Amerykanów – bez nakazu sądowego. To, co przez lata było półtajemnicą, teraz stało się oficjalnym faktem. I właśnie w tym miejscu zaczyna się poważna rozmowa o tym, co AI robi z prywatnością obywateli.
Zeznanie, które zmieniło wszystko
Podczas przesłuchania przed Senacką Komisją ds. Wywiadu 18 marca 2026 roku senator Ron Wyden zapytał Patela wprost: czy FBI zobowiązuje się, że nie będzie kupować danych lokalizacyjnych Amerykanów? Odpowiedź była wymijająca, ale wystarczająco jednoznaczna.
„We do purchase commercially available information that is consistent with the Constitution and the laws under the Electronic Communications Privacy Act, and it has led to some valuable intelligence for us” – powiedział Patel.
Wyden nie dał się zbyć: „So you’re saying that the agency will buy Americans’ location data? I believe that’s what you’ve said in some kind of intelligence lingo.”
To nie jest jedynie kwestia słów. To odwrócenie tego, co Kongresowi mówił poprzedni dyrektor FBI Christopher Wray – który w 2023 roku zeznał, że wedle jego wiedzy agencja nie kupuje już danych lokalizacyjnych pozyskanych z reklam internetowych. Okazuje się, że owszem, kupuje.
Jak to w ogóle jest możliwe?
Mechanizm jest prosty i przerażający jednocześnie. Prawo wymaga nakazu sądowego, by zmusić operatora telefonii komórkowej do wydania danych lokalizacyjnych konkretnej osoby. Sąd Najwyższy USA potwierdził to w 2018 roku.
Ale nikt nie wymaga nakazu, żeby kupić te same dane od brokera danych na otwartym rynku.
Skąd biorą się te dane u brokerów? Ze smartfonów, aplikacji mobilnych, sieci reklamowych. Każda aplikacja, która śledzi lokalizację w celu wyświetlania reklam, potencjalnie dostarcza te dane do hurtowni, z których mogą korzystać agencje rządowe. Nie ma tu żadnej luki prawnej w klasycznym sensie – to jest wbudowana cecha systemu, który przez lata nikt nie chciał naprawić.
Wyden i Davison wchodzą do gry
Sprzeciw wobec tych praktyk jest – co ciekawe – ponadpartyjny. Senator Wyden wspólnie z Mikiem Lee (republikanin, Utah) złożyli projekt ustawy Government Surveillance Reform Act, który wymagałby nakazu sądowego przy każdym zakupie danych osobowych przez agencje federalne. Podobny wniosek złożono w Izbie Reprezentantów – w parze demokratka Zoe Lofgren z republikaninem Warrenem Davidsonem.
Davidson napisał wprost na platformie X:
https://twitter.com/Rep_Davidson/status/1902027893399822527
Nie wszyscy kongreseni są jednak przeciwni tej praktyce. Senator Tom Cotton bronił działań FBI, twierdząc, że dostęp do takich danych pomaga wykrywać i chwytać poważnych przestępców.
AI jako mnożnik inwigilacji
I tu dochodzimy do sedna całej sprawy. Dane lokalizacyjne same w sobie są już problemem. Ale AI zamienia je w coś zupełnie innego.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Przez lata dyskutowaliśmy o prywatności w internecie tak, jakby chodziło o ochronę przed reklamodawcami. Tymczasem problem jest zupełnie innej skali. Dane, które kupuje FBI – dane lokalizacyjne, dane z reklam, historię przeglądania – same w sobie mogą wydawać się nieszkodliwe. Twoja lokalizacja o 14:37 w środę to niegroźny punkt na mapie. Ale AI potrafi zestawić tysiące takich punktów, zidentyfikować wzorce, wywnioskować, z kim się spotykasz, jakich lekarzy odwiedzasz, jakie masz poglądy polityczne, czy chodzisz na manifestacje.
To nie jest teoria spiskowa – to jest wprost opisane w dokumentach prawnych cytowanych przez MIT Technology Review: „What AI can do is it can take a lot of information, none of which is by itself sensitive, and therefore none of which by itself is regulated, and it can give the government a lot of powers that the government didn’t have before.”
Z jednej strony: tak, agencje bezpieczeństwa mają obowiązek chronić obywateli, a dostęp do pewnych danych operacyjnych jest w tym pomocny. Z drugiej: nie ma żadnych publicznych mechanizmów kontroli nad tym, jak te dane są łączone, analizowane i przez jak długo przechowywane. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać, brzmi: czy akceptujemy państwo, które zna nasze ruchy, ale nie musi nam tego mówić?
Właśnie te obawy wyraził senator Wyden po przesłuchaniu Patela. Podkreślił, że AI, która przeszukuje masowe zbiory prywatnych informacji, to „exhibit A” dla tego, dlaczego Kongres musi wreszcie uchwalić reformę przepisów o nadzorze.
Anthropic kontra Pentagon – nieprzypadkowe tło
To wszystko dzieje się w momencie, gdy w tle toczy się inny, powiązany spór. Departament Obrony USA chciał używać modelu Claude od Anthropic do analizy masowych zbiorów danych o Amerykanach. Anthropic odmówiło, wpisując do umów zakaz stosowania swojego AI do „masowej inwigilacji krajowej”. Sekretarz obrony Pete Hegseth podobno zażądał usunięcia tych ograniczeń, grożąc uznaniem firmy za „ryzyko dla łańcucha dostaw”.
Anthropic publicznie odrzuciło to ultimatum w lutym. W piśmie stwierdzono: „Using these systems for mass domestic surveillance is incompatible with democratic values.”
Zbieżność tych wydarzeń nie jest przypadkowa. Wyden sam zaznaczył, że jego wzmianki o AI podczas przesłuchania FBI nie były przypadkowe.
Co to oznacza w praktyce?
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć o tej sytuacji:
- Dane o lokalizacji są legalnie dostępne na otwartym rynku od brokerów danych takich jak Venntel, X-Mode czy LexisNexis
- Agencja DIA (Defense Intelligence Agency) potwierdziła, że stosuje podobne praktyki co FBI
- Prawo regulujące inwigilację pochodzi z 1978 i 1986 roku – jeszcze z ery przed internetem
- Żaden z dotychczasowych rządów nie zdecydował się zamknąć tej luki, mimo wieloletnich nacisków
Czy prawo zdąży za technologią?
Profesor Alan Rozenshtein, cytowany przez MIT Technology Review, ujął to trafnie: istnieje ogromna ilość informacji, które rząd może zbierać o obywatelach, a które nie są regulowane ani przez Konstytucję, ani przez przepisy ustawowe. I nie ma znaczących ograniczeń co do tego, co rząd może z tymi danymi robić.
FBI ma swoich wewnętrznych prawników, komisje nadzoru i procedury. Problem w tym, że żadna z tych instytucji nie działa publicznie. Obywatel nie wie, czy jest profilowany, na jakiej podstawie i czy kiedykolwiek zostanie z tej listy usunięty.
Kongres ma teraz rzadką okazję: bipartyjny projekt ustawy, publiczne zeznanie dyrektora FBI i rosnącą presję ze strony organizacji praw obywatelskich. Pytanie, czy tym razem wystarczy woli politycznej, żeby cokolwiek zmienić.
