Większość platform społecznościowych jest zaprojektowana tak, żebyś z nich nie wychodził. Bond chce odwrócić ten schemat – i używa do tego sztucznej inteligencji. Startup oficjalnie zadebiutował w tym tygodniu, oferując model, który zamiast przykuwać użytkownika do ekranu, ma go zachęcać do wychodzenia z domu i przeżywania rzeczy w realu.
Czym jest Bond i jak działa?
Zasada działania jest prosta: użytkownicy publikują to, czym żyją na co dzień. Mogą to robić w różnych formatach – zdjęcia, filmy, nagrania audio. Bond nazywa te wpisy „memories” (wspomnienia) i to one stanowią paliwo dla całego systemu.
Na tej podstawie platforma uczy się, czego dany użytkownik lubi, czego mu brakuje, co go kręci. Następnie generuje spersonalizowane rekomendacje – nie kolejne treści do konsumowania online, ale rzeczy do zrobienia w świecie rzeczywistym. Lubisz pho i dawno go nie jadłeś? Bond podpowie ci o pobliskiej wietnamskiej restauracji. Słuchasz heavy metalu? System poinformuje, że Iron Maiden gra w twoim mieście za tydzień.
Im więcej dzielisz się na platformie, tym trafniejsze rekomendacje – tak przynajmniej zakłada CEO firmy, Dino Becirovic.
Skąd ten pomysł i kto za tym stoi?
Becirovic wcześniej pracował w funduszach Kleiner Perkins i Index Ventures. Badacz-założyciel Bond, Arthur Bražinskas, współtworzył mechanizmy user signals w Google Gemini. W zespole są też osoby, które budowały aplikacje dla TikToka, Twittera i Facebooka.
Interfejs wygląda trochę jak Instagram – tyle że bez feedu. Profile ułożone są w rodzaj klastrów. Stories znikają z publicznego profilu po 24 godzinach, ale trafiają do prywatnego archiwum użytkownika, dostępnego w każdej chwili.
Komentarz redaktora
Pomysł brzmi dobrze na papierze – i rozumiem, skąd bierze się jego atrakcyjność. Doomscrolling jest realnym problemem, a idea platformy, która wypycha cię w kierunku świata zewnętrznego, brzmi jak antidotum. Ale mam pytanie, które zadaję sobie przy każdym tego typu projekcie: czy aplikacja walcząca z uzależnieniem od aplikacji nie jest po prostu kolejną aplikacją? Jeśli Bond rzeczywiście osiągnie skalę, o której mówi CEO – miliardy użytkowników archiwizujące swoje codzienne życie – to stworzymy największą bazę danych ludzkich nawyków i doświadczeń w historii. I ktoś na tym zarobi. Pytanie tylko: kto i jak? Model licencjonowania danych dla firm AI brzmi niewinnie, dopóki nie zaczniemy pytać, co dokładnie oznacza „dane o codziennym życiu” w kontekście trenowania modeli językowych. Plusy są realne. Zagrożenia też.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Bez reklam – ale skąd pieniądze?
To pytanie, które zadaje sobie chyba każdy po zapoznaniu się z modelem Bond. Becirovic odpowiada wprost: monetyzacja nie jest teraz priorytetem. Na razie chodzi o zbudowanie bazy użytkowników i udowodnienie wartości produktu.
Docelowo firma rozważa kilka ścieżek:
- Licencjonowanie danych – użytkownicy mogliby sprzedawać swoje dane firmom AI (np. na potrzeby trenowania kolejnych modeli GPT), a Bond pobierałby prowizję.
- Rekomendacje e-commerce – platforma działałaby jako narzędzie rekomendacyjne zintegrowane ze sklepami online, czerpiąc zyski z konwersji.
- Brak reklam – Becirovic zapewnia, że danych nie sprzeda do celów reklamowych.
Co do prywatności: CEO przyznaje, że szyfrowanie end-to-end jest na razie „priorytetem na najbliższą przyszłość po launchu”, co w praktyce oznacza, że jeszcze go nie ma. Na razie dane przechowywane są „bezpiecznie w bazie danych” – co brzmi raczej jak standardowa odpowiedź prawna niż konkretna gwarancja.
Anty-feed jako trend
Bond nie jest odosobnionym przypadkiem. Od kilku lat obserwujemy falę aplikacji, które próbują zarobić na zmęczeniu tradycyjnymi platformami społecznościowymi. Jedne stawiają na kontakty offline, inne usuwają nieskończony scroll, jeszcze inne próbują ograniczyć czas spędzony w aplikacji.
Bond łączy kilka tych podejść naraz i dodaje do tego warstwę AI. Czy to wystarczy, żeby zbudować coś trwałego? Na razie nie wiadomo. Ale przynajmniej zadaje właściwe pytania o to, po co właściwie istniejemy w social mediach i czy nie warto by wyjść z domu.
