Dwie trzecie nauczycieli szkół średnich w Anglii zauważa u uczniów wyraźny spadek umiejętności krytycznego myślenia, pisania i rozwiązywania problemów. Winowajcą ma być sztuczna inteligencja.
Nauczyciele mówią wprost
Wyniki ankiety przeprowadzonej przez National Education Union (NEU) wśród 9000 nauczycieli szkół państwowych są niepokojące. Pedagodzy obserwują, jak uczniowie stopniowo tracą podstawowe kompetencje – nie tylko akademickie, ale też społeczne.
„Students are losing core skills – thinking, creativity, writing, even how to have a conversation” / „Uczniowie tracą podstawowe umiejętności – myślenie, kreatywność, pisanie, a nawet zdolność prowadzenia rozmowy” – tak jeden z nauczycieli opisał sytuację w swojej szkole.
Inny poszedł jeszcze dalej: „AI is destroying what 'learning’ – problem-solving, critical thinking and collaborative effort – is” / „AI niszczy to, czym jest 'uczenie się’ – rozwiązywanie problemów, krytyczne myślenie i wspólny wysiłek”.
Pojawił się też wątek, który mnie osobiście zaskoczył: uczniowie przestają czuć potrzebę nauki pisowni, bo dyktowanie głosowe zastępuje im tę umiejętność. Nie chodzi już tylko o eseje generowane przez ChatGPT – chodzi o coś głębszego. O zanik nawyku myślenia.
Rząd stawia na AI w edukacji
Brytyjski rząd idzie jednak w przeciwnym kierunku. W styczniu 2026 roku ogłoszono plany wdrożenia narzędzi do tutoringu opartego na AI, które mają objąć nawet 450 tysięcy uczniów z mniej uprzywilejowanych środowisk.
Sekretarz stanu ds. edukacji Bridget Phillipson argumentuje: „AI tutoring tools have the potential to transform access to tailored support for young people, taking tutoring from a privilege of the lucky few, to every child who needs it” / „Narzędzia do tutoringu AI mają potencjał, by zrewolucjonizować dostęp do spersonalizowanego wsparcia dla młodych ludzi – przenosząc korepetycje z przywileju nielicznych do każdego dziecka, które ich potrzebuje”.
Brzmi pięknie. Problem w tym, że tylko 14% ankietowanych nauczycieli popiera ten plan. Aż 49% jest przeciw.
Komentarz redaktora
Ta dyskusja nie jest czarno-biała i dobrze, że w końcu wybucha na poważnie. Rozumiem obawy nauczycieli – jeśli uczeń nigdy nie zmaga się z problemem, bo AI rozwiązuje go za niego, to faktycznie traci coś istotnego. Myślenie to mięsień. Nieużywany, zanika.
Ale jest też druga strona. Dostęp do spersonalizowanego wsparcia edukacyjnego był od zawsze przywilejem zamożnych rodzin. Jeśli AI potrafi chociaż częściowo wyrównać te szanse – byłoby nieodpowiedzialne z tego rezygnować.
Pytanie, które naprawdę powinniśmy sobie zadać, brzmi inaczej: jak projektować narzędzia AI tak, żeby wspierały myślenie, a nie je zastępowały? I kto za to odpowiada – firmy technologiczne, rząd, szkoły, rodzice? Na razie każdy wskazuje na kogoś innego.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Nauczyciele sami korzystają z AI – i to coraz częściej
Tu pojawia się paradoks, który trudno zignorować. Ci sami nauczyciele, którzy krytykują uczniów za sięganie po AI, sami korzystają z niej coraz intensywniej:
- 76% używa AI do codziennej pracy (rok temu było to 53%)
- 61% tworzy przy jej pomocy materiały edukacyjne
- 41% planuje lekcje z pomocą AI
- 38% wykorzystuje ją do prac administracyjnych
- tylko 7% używa AI do oceniania prac uczniów
Szklany dom, kamienie – to pierwsze skojarzenie. Choć można też to odczytać inaczej: nauczyciele dostrzegają wartość AI jako narzędzia wspomagającego pracę dorosłego profesjonalisty, ale mają poważne wątpliwości co do jej roli w procesie uczenia się dzieci. To nie jest sprzeczność, to jest rozróżnienie.
Brak polityki, brak szkoleń
Prawdziwy problem leży gdzie indziej. Aż 49% szkół nie ma żadnych zasad dotyczących używania AI – ani przez nauczycieli, ani przez uczniów. 66% nie posiada polityki skierowanej konkretnie do uczniów.
Jeden z nauczycieli ujął to bez owijania w bawełnę: „Staff are not trained to use it properly, but are using it and it’s producing sub-standard slop” / „Personel nie jest odpowiednio przeszkolony, ale mimo to używa AI i efektem jest miernej jakości chłam”.
Daniel Kebede, sekretarz generalny NEU, wezwał do opamiętania: „The profession is far from convinced that AI tutors are a magic bullet for closing opportunity gaps for disadvantaged students. The government is taking a risk in rolling out AI tutoring before its impacts are properly understood” / „Środowisko nauczycielskie jest dalekie od przekonania, że AI tutorzy to magiczne rozwiązanie na wyrównywanie szans. Rząd ryzykuje, wdrażając AI do tutoringu zanim dokładnie zbadano jego skutki”.
Co z tym zrobić?
Rzecznik rządowy zapewnia, że „no technology should replace the foundations of core knowledge and disciplinary thinking” / „żadna technologia nie powinna zastępować fundamentów wiedzy i krytycznego myślenia” – ale jednocześnie rząd forsuje wdrożenie AI tutorów na masową skalę.
Pytanie nie brzmi już „czy AI wejdzie do szkół”. Ona już tam jest. Pytanie brzmi: kto tym zarządza i według jakich zasad. Na razie odpowiedź jest jedna – prawie nikt i prawie żadnych.
