Najpierw był konkurs piękności dla AI. Potem zawody muzyczne. Teraz przyszedł czas na coś, co można śmiało nazwać Oscarami dla wirtualnych influencerów. Konkurs AI Personality of the Year właśnie ruszył i choć brzmi to jak żart, za tym projektem stoją całkiem poważne pieniądze oraz rosnąca branża, która powoli przestaje być ciekawostką.
Kto stoi za konkursem?
Za inicjatywą stoją OpenArt, czyli generatywne studio AI, oraz platforma Fanvue przeznaczona dla twórców AI. Partnerem technologicznym jest ElevenLabs, firma specjalizująca się w syntezie głosu. Konkurs trwa miesiąc.
Nazwy nie są przypadkowe. OpenArt dostarcza narzędzia do tworzenia wizualnego contentu dla wirtualnych influencerów, a Fanvue zapewnia infrastrukturę do monetyzacji cyfrowych osobowości przez subskrypcje i ekskluzywne treści. Konkurs jest więc dla obu firm zarazem świętowaniem branży, jak i sprytnym ruchem marketingowym.
Co i kto jest oceniany?
Pula nagród wynosi 20 000 dolarów, podzielonych między zwycięzcę głównego i laureatów kategorii takich jak fitness, lifestyle, komik, artysta muzyczny i taneczny oraz fikcyjna postać z gatunku cartoon, anime lub fantasy.
Wśród jurorów znajdziemy prawdziwy miks: trzynastokrotnie nagradzanego Emmy’ego scenarzystę komediowego Gila Riefa, twórców hiszpańskiego modelu AI Aitany Lopez oraz Christophera „Tophera” Townsenda, rapera MAGA stojącego za wygenerowanym przez AI piosenkarzem gospel Solomonem Rayem.
Uczestnicy będą oceniani według czterech kryteriów: jakości, zasięgów w mediach społecznościowych, atrakcyjności dla marek oraz historii stojącej za awatarem. Szczegółowe punkty obejmują konsekwentne angażowanie obserwatorów, spójny wygląd na różnych platformach, techniczne detale takie jak „odpowiednia liczba palców”, a także autentyczną narrację za postacią.
Ten ostatni punkt jest szczególnie interesujący. Liczba palców jako kryterium oceny? To znaczy, że w 2026 roku wciąż walczymy z podstawowymi błędami generatywnego AI.
Nie tylko awatar, ale człowiek za nim
Organizatorzy podkreślają coś istotnego: konkurs nie jest po to, żeby świętować samą technologię. Celem jest „celebrowanie twórczego talentu stojącego za AI influencerami” i uznanie ich rosnącego wpływu komercyjnego i kulturowego.
Matt Jones z Fanvue twierdzi, że twórcy nieuchronnie wkładają coś z siebie w postacie, które tworzą: „You can’t help but put a little bit of yourself into the stories that you tell and the characters that you make.”
To ważna obserwacja. Bo choć modele generują obrazy, a ElevenLabs dostarcza głos, to nadal człowiek decyduje o narracji, stylu i kierunku rozwoju postaci.
Widzę w tym konkursie coś więcej niż PR-owy ruch platform. To sygnał, że branża wirtualnych influencerów zaczyna dojrzewać i szuka własnej tożsamości, własnych autorytetów, własnych rytuałów. Ale mam też pytanie, które mi nie daje spokoju: kogo tak naprawdę nagradzamy? Człowieka, który nacisnął kilka przycisków w OpenArt? Czy rzeczywiście kreatywnego twórcę, który buduje coś trwałego? I co z pytaniami o transparentność wobec odbiorców, którzy często nie wiedzą, że rozmawiają z postacią wygenerowaną przez algorytm? Nagroda to ładny gest, ale branża potrzebuje też jasnych zasad gry.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Bagaż przeszłości: uprzedzenia w pikselach
Nie można pisać o Fanvue bez wskazania na kontrowersje. W 2024 roku kolumnistka „Guardiana” opisała konkurs Miss AI organizowany przez tę samą firmę jako wydarzenie, które „bierze każdą toksyczną gendered normę piękności i pakuje ją w zupełnie nierealistyczny pakiet.”
Branża zmaga się też z pytaniami o oryginalność: czy wizerunek lub styl AI influencera nie został „zwinięty” od prawdziwych twórców, i czy narzędzia AI po prostu reprodukują te same stare uprzedzenia w syntetycznej formie.
To nie są małe zarzuty. I żadna nagroda ich nie zmyje.
Branża, która przestała być żartem
Cyfry mówią same za siebie. Weźmy choćby Aitanę Lopez, hiszpańską AI influencerkę z Barcelony: zarabia nawet 10 000 euro miesięcznie z kontraktów z markami. Lil Miquela współpracowała z Pradą i Calvin Kleinem. Lu do Magalu, brazylijska AI stworzona przez sieć detaliczną Magazine Luiza, ma ponad 7 milionów obserwujących na Instagramie.
Dlaczego marki to lubią? Powody są prozaicznie pragmatyczne:
- wirtualny influencer nie starzeje się
- nie ma złych dni ani burnoutu
- nie wchodzi w skandale (chyba że celowo)
- jest zawsze „on-brand”
- nie negocjuje stawek za zdjęcie na gali
AI influencerzy cicho budowali swoje publiczności i strumienie przychodów, podczas gdy ludzcy twórcy mierzą się ze zmianami algorytmów i wypaleniem zawodowym. Konkurs AI Personality of the Year to formalne przypieczętowanie tego trendu.
Co dalej?
Pytania o ujawnianie informacji o AI, autentyczność i zaufanie odbiorców pozostają w dużej mierze bez odpowiedzi. Niektóre platformy wymagają oznaczania treści generowanych przez AI, ale egzekwowanie tych zasad jest niekonsekwentne.
Branża ma więc swój czerwony dywan. Ma nagrody. Ma jurorów. Brakuje jej jeszcze jednego: odpowiedzialności.
