Obietnica była prosta: AI przejmie żmudne zadania, a pracownicy zyskają czas na kreatywne myślenie, głęboką analizę i prawdziwą pracę. Dane mówią coś zupełnie innego.
Raport firmy ActivTrak, który objął przeszło 10 tysięcy użytkowników obserwowanych przez 180 dni przed i po wdrożeniu narzędzi AI, przynosi wnioski nieprzyjemne dla wszystkich entuzjastów cyfrowej rewolucji. Od momentu adopcji AI czas poświęcany na poszczególne obowiązki zawodowe wzrósł od 27% do nawet 346%. Żadna kategoria zadań nie odnotowała spadku.
Liczby są konkretne. Czas spędzany na mailach wzrósł o 104%. Komunikatory i czaty pochłaniają o 145% więcej czasu niż wcześniej. Narzędzia do zarządzania pracą zajmują pracownikom o 94% więcej czasu niż przed wdrożeniem AI. Raport nie pozostawia złudzeń i wprost stwierdza: „The data is unambiguous: AI does not reduce workloads.”
Mniej czasu na myślenie, więcej na klikanie
To, co szczególnie niepokoi, to nie sama liczba godzin przy komputerze, ale zmiana struktury pracy. Sesje głębokiego skupienia, bez przerw i rozproszenia, skróciły się średnio o 9%. Łączna liczba godzin przeznaczonych na skoncentrowaną pracę spadła o kolejne 2%. W szerszym kontekście to już trzeci rok z rzędu, w którym ten wskaźnik idzie w dół. W 2025 roku czas spędzony „w strefie” stanowił zaledwie 60% dnia pracy.
Raport wskazuje wprost na mechanizm, który za tym stoi. Pracownicy, zamiast eliminować rutynowe obowiązki, wykonują ich więcej, bo AI pozwala robić to szybciej. Tempo rośnie, a przerwy naturalne, potrzebne mózgowi do regeneracji, znikają. Ich miejsce zajmuje kolejny prompt, kolejne zadanie, kolejny mail.
Komentarz redakcji
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Widzę tu klasyczny paradoks produktywności, który towarzyszy każdej większej zmianie technologicznej. Komputery osobiste też miały nam „oszczędzić czas” – skończyło się na tym, że pracujemy więcej niż kiedykolwiek. AI wpisuje się w ten wzorzec. Z jednej strony nie wolno lekceważyć realnych korzyści: część pracowników rzeczywiście wykonuje zadania lepiej i szybciej. Problem w tym, że organizacje i menedżerowie natychmiast zagospodarowują każdą uwolnioną minutę nowym obowiązkiem. Pytanie, które warto zadać głośno: czy AI naprawdę zawodzi, czy zawodzi model zarządzania, który nie umie powiedzieć „stop”?
Prezesi widzą „złotą erę”. Pracownicy widzą przepaloną głowę
Kontrast między tym, co liderzy technologiczni mówią publicznie, a tym, co pokazują dane, jest uderzający.
Demis Hassabis z Google DeepMind zapowiadał, że już za cztery lata wejdziemy w złoty wiek dobrobytu, a AI uczyni ludzi „nadludźmi” w ich rolach zawodowych. Elon Musk przy okazji US-Saudi Investment Forum w Waszyngtonie stwierdził, że praca będzie „opcjonalna”, porównując ją do uprawiania warzyw w ogródku dla własnej przyjemności. Eric Yuan, CEO Zoom, przekonuje z kolei, że tygodniowy wymiar pracy skróci się do trzech, może czterech dni.
Dane z miejsc pracy wyglądają inaczej. Coraz głośniej mówi się o zjawisku określanym jako „AI brain fry”, czyli intelektualnym przemęczeniu wywołanym nieustannym nadzorem nad narzędziami AI i koniecznością podejmowania setek mikroDecyzji dziennie. Badanie Boston Consulting Group z 2026 roku pokazało zaskakującą prawidłowość:
- Pracownicy korzystający z trzech lub mniej narzędzi AI raportowali poprawę efektywności
- Ci, którzy używali czterech lub więcej, odnotowali jej spadek
Julie Bedard, współautorka badania i partnerka zarządzająca w BCG, ujęła to tak: „People were using the tool and getting a lot more done, but also feeling like they were reaching the limits of their brain power, like there were too many decisions to make. Things were moving too fast, and they didn’t have the cognitive ability to process all the information and make all the decisions.”
Produktywność czy wypalenie w nowym wydaniu?
Badanie UC Berkeley opublikowane w tym roku dodaje kolejny wymiar do tej układanki. Pracownicy, którzy realnie zyskują na AI, często płacą za to cenę w innej walucie: biorą na siebie więcej zadań, rezygnują z przerw, przyspieszają tempo. Efekt? Wypalenie zawodowe przychodziło szybciej niż jakiekolwiek korzyści z automatyzacji zdążyły się skumulować.
Tę spiralę znamy z wcześniejszych technologicznych rewolucji. Maile miały zastąpić faks i „zaoszczędzić czas”. Skończyło się na tym, że każdy z nas dostaje ich dziś kilkadziesiąt dziennie. AI generuje więcej treści, więcej komunikacji, więcej zadań do ogarnięcia. I nie ma żadnych sygnałów, by ten mechanizm sam z siebie miał się odwrócić.
Fundamentalne pytanie nie brzmi „czy AI jest produktywna”. Brzmi: kto korzysta z tej produktywności i czy pracownicy w ogóle mają na to wpływ.
