Departament Sprawiedliwości USA postawił zarzuty trzem osobom powiązanym z producentem serwerów AI, Super Micro Computer. Wśród nich jest współzałożyciel firmy, Yih-Shyan „Wally” Liaw, który według aktu oskarżenia stał na czele operacji przemytu serwerów z chipami Nvidia do Chin na skalę, jakiej dotychczas w tej sprawie nie widziano. Akcje Supermicro zanurkowały w handlu przedsesyjnym o ponad 20 procent.
Akt oskarżenia ujawniony w czwartek przez federalny sąd w Manhattanie opisuje schemat przemytu, który trwał w latach 2024-2025. Liaw, Chang i Sun zostali oskarżeni o spisek mający na celu naruszenie przepisów kontroli eksportu, przemyt towarów ze Stanów Zjednoczonych oraz spisek mający na celu oszukanie USA.
Kto stoi za sprawą i jak działał schemat
Liaw, lat 71, współzałożył Supermicro w 1993 roku i pełnił funkcję starszego wiceprezesa ds. rozwoju biznesu oraz członka rady dyrektorów. Chang, lat 53, był menedżerem sprzedaży w biurze firmy na Tajwanie, a Sun, lat 44, opisywany jest w akcie oskarżenia jako zewnętrzny broker i „fixer” współpracujący z pozostałymi dwoma.
Mechanizm działania był przemyślany. Liaw i Chang angażowali kluczowych menedżerów firmy z Azji Południowo-Wschodniej do składania zamówień w Supermicro na serwery wysokiej klasy wyposażone w GPU. Serwery były wysyłane do zakładów Supermicro na Tajwanie, stamtąd trafiały do azjatyckiego pośrednika, a następnie były przekazywane chińskim klientom za pośrednictwem zewnętrznych brokerów.
Łączna wartość transakcji objętych aktem oskarżenia sięga 2,5 miliarda dolarów. Szczególnie wymowny jest jeden fragment: około jedna piąta całkowitych przesyłek pod względem wartości miała miejsce w ciągu zaledwie kilku tygodni w ubiegłym roku, tuż przed tym, gdy USA miały wprowadzić wymóg licencyjny dla przesyłek chipów AI do Azji Południowo-Wschodniej. Innymi słowy: spieszyli się, bo okno się zamykało.
Fałszywe serwery i przekupieni audytorzy
To, co wynika z dokumentów procesowych, brzmi jak scenariusz do thrillera. Mężczyźni pracowali z menedżerami firmy pośredniczącej, dostarczając fałszywe dokumenty, aby ukryć prawdziwy cel dostaw. Wykorzystywali firmę spedycyjną do przepakowywania serwerów w nieoznakowane pudła, zanim trafiły do Chin.
Żeby zmylić audytorów sprawdzających zgodność z przepisami eksportowymi, sięgnięto po jeszcze sprytniejszy trick: gdy do magazynu firmy pośredniczącej przychodził kontroler, oskarżeni podstawiali atrapy serwerów, podczas gdy prawdziwe już dawno były w drodze do Chin. Co więcej, audytor, którego Chang sam zaproponował jako „przyjaznego”, zamiast przeprowadzać audyt, bawił się poza biurem na koszt firmy pośredniczącej.
Komentarz redaktora
Wally Liaw to nie jest postać z marginesu branży. To ktoś, kto przez kilkadziesiąt lat budował Supermicro od zera i zasiadał w radzie dyrektorów. I właśnie to sprawia, że ta sprawa jest tak niepokojąca.
Rozumiem logikę biznesową po stronie oskarżonych, przynajmniej w jej krótkoterminowej, cynnicznej wersji: chińskie firmy desperacko potrzebują serwerów AI, a popyt jest ogromny. Ale musimy też wyraźnie nazwać, co się tutaj stało: celowe, systematyczne obchodzenie przepisów bezpieczeństwa narodowego, z fałszywymi dokumentami, atrapami sprzętu i przekupionymi audytorami. To nie jest szara strefa. To nie jest „elastyczna interpretacja regulacji”.
Jednocześnie ta sprawa otwiera szersze pytanie: skoro 2,5 miliarda dolarów mogło w ten sposób przepłynąć przez azjatyckich pośredników prawie niezauważone, ile podobnych schematów nadal działa? Eksperci od lat wskazują na „luki tranzytowe” przez Azję Południowo-Wschodnią jako na słaby punkt amerykańskiego systemu kontroli eksportu. Wydaje się, że ta sprawa to potwierdza w spektakularny sposób.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Supermicro: „To wbrew naszej polityce”
Firma wydała oświadczenie, w którym podkreśla, że nie jest stroną w postępowaniu. Supermicro poinformowało, że zawiesiło Liawa i Changa, a współpracę z Sunem zakończyło ze skutkiem natychmiastowym. Korporacja deklaruje pełną współpracę z organami ścigania.
„Zachowanie tych osób, zarzucane w akcie oskarżenia, jest sprzeczne z polityką firmy i jej mechanizmami kontroli zgodności, w tym z wysiłkami mającymi na celu obejście obowiązujących przepisów kontroli eksportu” – napisano w oświadczeniu.
Nvidia z kolei zaznaczyła, że przestrzeganie przepisów jest dla firmy absolutnym priorytetem: „Unlawful diversion of controlled U.S. computers to China is a losing proposition across the board – NVIDIA does not provide any service or support for such systems.”
Największa sprawa w historii. Na razie
Indykacja stanowi największą sprawę dotyczącą przemytu chipów, jaką do tej pory prowadzili amerykańscy prokuratorzy od czasu nałożenia pierwszych restrykcji eksportowych na przesyłki Nvidii do Chin w 2022 roku.
Nie jest to jednak pierwsza taka sprawa. Wcześniejsze przypadki obejmowały:
- W sierpniu zeszłego roku dwóch obywateli Chin oskarżonych o eksport zaawansowanych chipów AI Nvidii bez licencji przez firmę w El Monte w Kalifornii.
- W listopadzie czterech oskarżonych, którzy rzekomo używali fałszywej firmy nieruchomościowej w Tampa na Florydzie jako przykrywki dla przesyłek chipów przez Malezję do Chin.
Każdy z trzech oskarżonych może trafić do więzienia na maksymalnie 20 lat za najpoważniejszy zarzut, czyli spisek mający na celu naruszenie ustawy Export Controls Reform Act.
Nvidia i chiński rynek: sytuacja się komplikuje
Ta sprawa trafia w wyjątkowo wrażliwy moment. Zaledwie kilka dni temu Jensen Huang na konferencji GTC ogłosił prognozy przychodów Nvidii na poziomie ponad biliona dolarów do 2027 roku, a firma zadeklarowała, że ma już pierwsze zamówienia na chipy z Chin. Napięcie między chęcią uczestnictwa w chińskim rynku a koniecznością przestrzegania przepisów eksportowych nie było nigdy tak wyraźne.
Chris McGuire, starszy analityk z Council on Foreign Relations, skomentował, że sprawa ta ujawnia „rażące luki” w kontroli eksportu przez Azję Południowo-Wschodnią. „Ta operacja to kolejny dowód na to, że Chiny agresywnie kradną amerykańską technologię, aby napędzić swój przemysł AI” – powiedział McGuire.
Tymczasem akcje Supermicro traciły w piątek ponad 20 procent. Firma, która niedawno ogłosiła przychody kwartalne na poziomie 12,7 miliarda dolarów, wchodzi w nową, prawdopodobnie długą fazę walki o reputację. I choćby sama wyszła z tej sprawy formalnie bez zarzutów, pytania o kulturę korporacyjną będą towarzyszyć jej jeszcze przez długi czas.
